fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Imperialny rozmach Putina: od Madagaskaru po Boliwię

AFP
Kreml wraca do globalnej polityki na miarę Związku Radzieckiego, inwestując miliardy dolarów i rozsyłając najemników po Afryce i Ameryce Południowej.

W Soczi, u podnóża Kaukazu, zakończył się dwudniowy szczyt Rosja–Afryka, w którym wzięło udział 43 przywódców Czarnego Kontynentu. W jego trakcie para rosyjskich bombowców strategicznych Tu-160 wylądowała na lotnisku pod Pretorią w RPA, a w kolejnym kraju Ameryki Łacińskiej wykryto rosyjską ingerencję.

– Afryka coraz bardziej staje się kontynentem wielkich możliwości – mówił przed otwarciem szczytu prezydent Władimir Putin. Od 2001 do 2012 gospodarki państw Czarnej Afryki rozwijały się z szybkością ok. 7 proc. rocznie. Rosyjska propozycja dla nich była jednoznaczna. Miejsca spotkań w Soczi zostały obstawione wystawami sprzętu wojskowego: naprzeciwko centrum prasowego stanął najnowszy myśliwiec MiG-35, a w sąsiednim parku – pozostały sprzęt wojskowy.

Obroty handlowe Rosji z Afryką podwoiły się od 2015 roku i obecnie wynoszą 20 mld dolarów rocznie, z czego znaczną część stanowi handel bronią. W samym Soczi prezydent Namibii Hage Geingob prosił gospodarzy o sprzedanie broni oraz przysłanie najemników. – Ciekawe byłoby, gdyby na szczycie pojawił się Jewgienij Prigożin (właściciel działającej w Afryce firmy najemników CzWK Wagner – red.). Poza wszystkim ucichłyby plotki o jego śmierci – zauważył jeden z korespondentów. Ale Prigożina nikt nie widział w Soczi, a od 10 października krążą plotki, że najbardziej znany w Afryce Rosjanin (jego najemnicy działają w dziesięciu tamtejszych krajach) zginął w katastrofie lotniczej w Kongo.

– Wiele kontaktów zostało nawiązanych najpierw w sferze wojskowej, a potem zostały otwarte i na inne sektory – powiedział szef kenijskiej firmy konsultingowej Isaac Fokuo w rozmowie z „Financial Timesem" o stosunkach Rosji z Afryką. Eksperci zwracają uwagę, że najsilniejsze przyczółki rosyjskie firmy stworzyły w państwach, które wcześniej wspierał ZSRR. Na przykład koncern Rosnieft będzie wydobywał gaz w Mozambiku. Szef rosyjskiego koncernu Igor Sieczin w latach 70. był „radzieckim doradcą wojskowym" właśnie w Mozambiku oraz Angoli. A prezydent tego ostatniego państwa Joao Lourenço studiował w Wojskowo-Politycznej Akademii im. Lenina (obecnie to Wojskowy Uniwersytet podległy Ministerstwu Obrony). Jego poprzednik zaś, Jose Eduardo Dos Santos, ukończył radziecką szkołę dywersantów ze specjalnością radiotelegrafista.

Jednak mimo ekspansji wojskowo-politycznej (ostatnio Moskwa podpisała kilka umów o takiej współpracy z Sudanem) dwie trzecie rosyjskich obrotów handlowych z Afryką przypada na państwa jej północnej, muzułmańskiej części (Egipt, Algierię i Maroko). „Rosyjski eksport w znacznej mierze zależy od sprzedaży broni i pszenicy do państw północnej Afryki" – uprzedzają eksperci. Atomowy monopolista Rosatom stara się przełamać ten trend, ale z podpisanych z 15 państwami kontraktów na budowę elektrowni atomowych żaden nie wszedł w fazę realizacji. Jednocześnie rozwijając kontakty z Czarnym Kontynentem, Moskwa staje się konkurentem Chin, którego obroty handlowe są jednak dziesięciokrotnie większe.

– Rosja próbuje też opanować „afrykańską rezerwę" ONZ – wskazują moskiewscy eksperci. Czwarta część członków Organizacji to państwa Czarnego Kontynentu, gdyby udało się je przekonać do rosyjskiej polityki, Zachód miałby duże kłopoty w ONZ – tak jak w latach 70. i 80., gdy działała tam „moskiewska maszynka do głosowania" (dzięki niej m.in. uznano wtedy syjonizm za rodzaj rasizmu). – Czy Rosja jest obecnie dużym graczem politycznym w Afryce? W rzeczywistości nie. Ale Kreml jest przeszczęśliwy, podkreślając swoją rolę dla celów reklamowych – uważa ekspert Carnegie Paul Stronski.

Na razie rosyjscy „doradcy polityczni" pojawili się w kilkunastu krajach kontynentu – od Madagaskaru po Republikę Środowoafrykańską – pomagając miejscowym prezydentom w kampaniach wyborczych. Wszyscy ich „klienci" mieli problemy z przestrzeganiem demokratycznych procedur. Tak jak i na innym kontynencie.

„Rosatom wysłał grupę doradców doświadczonych w regionalnych kampaniach wyborczych w Rosji" – napisała grupa śledczych dziennikarzy rosyjskich „Projekt" o działalności rosyjskiego koncernu w Boliwii. „Doradcy" siedzieli w tam do końca września, mimo to prezydent Evo Morales nie uniknął drugiej tury wyborów prezydenckich.

Boliwia stała się trzecim – po Wenezueli i Ekwadorze – krajem Ameryki Południowej, w którego politykę ingeruje Moskwa. W Ekwadorze odnotowano ingerencję poprzez sieci społecznościowe, w Wenezueli znajdują się zarówno wojskowi, jak i najemnicy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA