Polityka

Niemcy: Wszyscy przeciwko AfD

Angela Merkel i Alexander Gauland w czasie środowej debaty w Bundestagu
AFP
Alternatywa dla Niemiec wzbudza tym większe kontrowersje, im więcej ma zwolenników

Ksenofobiczna i  prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) miała od chwili swego powstania jak najgorszą prasę. Po wydarzeniach w Chemnitz sprzed niemal trzech tygodni największa niemiecka partia opozycyjna stała się przedmiotem gwałtownych ataków niemieckich polityków oraz mediów.

Mnożą się głosy o poddaniu partii pod obserwację Urzędu Ochrony Konstytucji, czyli kontrwywiadu, oraz podejrzenia, że ugrupowanie to przejmują prawicowi ekstremiści związani ze sceną neonazistowską. W końcu zwolennicy AfD w Chemnitz maszerowali po zabójstwie 35-letniego Niemca przez imigranta z Iraku wspólnie z członkami ugrupowań neonazistowskich. Protestowali przeciwko obecności imigrantów w mieście. AfD nigdy nie kryła, że jest ugrupowaniem antyimigranckim.

Premier Bawarii Markus Söder zapowiedział już, że kontrwywiad w jego landzie zajmie się powiązaniami poszczególnych członków AfD z  antyislamską PEGIDĄ  oraz NPD, podejrzaną o sympatie neonazistowskie. Podobnie w Turyngii, gdzie szefem AfD jest Björn Höcke, który zasłynął ze słów, że pomnik Holokaustu w Berlinie jest przejawem hańby narodowej.

– Nadszedł już czas, aby demokracja zaczęła się bronić przed takimi ludźmi – grzmiał w środę w Bundestagu Martin Schulz, były szef SPD. W podobnym duchu wypowiadali się przedstawiciele innych ugrupowań.

Spór o Chemnitz

– Dążycie do kryminalizacji opozycji, tworząc front narodowy przeciwko AfD – bronił się  szef AfD Alexander Gauland.

Oskarżył kanclerz Merkel o rozpowszechnianie fake newsów, że w Chemnitz doszło do polowania na cudzoziemców po zabójstwie 35-latka.

Jest to sprawa, która wywołuje najwięcej kontrowersji. Zwłaszcza że premier Saksonii zapewniał po wydarzeniach, że nic takiego nie miało miejsca, a Hans-Georg Maaßen, szef Urzędu Ochrony Konstytucji, twierdził, że jeden z filmików przedstawiający scenę ataku na imigrantów został zmanipulowany. Obecnie wycofuje się z tych słów.

Tak czy owak nie ma wątpliwości, że doszło zarówno do ataków na cudzoziemców, jak i napadu na żydowską restaurację. Jaki jest w tych wydarzeniach udział zwolenników AfD,  dokładnie nie wiadomo. Z sondażu instytutu Forsa na zlecenie RTL i n-tv wynika, że jedna trzecia zwolenników AfD poparła ataki na cudzoziemców w Chemnitz. Kontrastuje to z oficjalną retoryką AfD.

W ostatnim czasie partia starała się stworzyć wizerunek  ugrupowania odpowiedzialnego, o rozbudowanym programie socjalnym. Nie stać jej jednak na rozstanie się z takimi politykami  jak  Björn Höcke. To oni gwarantują wierność sympatyków ze środowisk prawicowej ekstremy.

Wybroczy test w Bawarii i Hesji

– Ataki na AfD mają nie tylko związek z Chemnitz, ale też z rosnącą popularnością partii, zwłaszcza w obliczu wyborów w Bawarii i Hesji – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Jochen Staadt, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.

W tych dwu landach AfD nie jest jeszcze obecna w lokalnych parlamentach. To się zmieni jesienią, gdyż AfD ma tam doskonałe notowania. Zdaniem Staadta nikt nie ma pomysłu, jak skutecznie walczyć z AfD.

Są dwie szkoły. Zgodnie z jedną nie należy zbyt ostro atakować Alternatywy, gdyż przynosi to odwrotny do zamierzonego skutek. Druga szkoła jest zdania, że konieczne jest przejmowanie tematów AfD.

Tę drogę wybrały władze Bawarii, które jednak mimo ostrej retoryki antyimigracyjnej tracą wyborców na korzyść AfD. Rozważają obecnie propozycję referendum w sprawie zakazu budowy minaretów przy meczetach.

Zgodnie z sondażami w wyniku wyborów do bawarskiego landtagu 14 października CSU może uzyskać ok. 36 proc. głosów, czyli najmniej w historii.  AfD z wynikiem 14–15 proc. ma szanse stać się drugim ugrupowaniem. To wszystko w królestwie CSU, która głosiła od dawna, że na prawo od niej może być tylko ściana.

W Hesji AfD może także liczyć na ok. 14 proc., co zagwarantuje jej trzecią pozycję w landtagu.

Z politycznymi nastrojami kontrastują wyniki sonadaży, które wskazują, że dla obywateli RFN polityka imigracyjna jest na 13. miejscu w hierarchii ważności. Z badania Emnid wynika, że w czołówce problemów są od lat obawy dotyczące ubóstwa na starość (79 proc.) oraz troska o równe szanse dla wszystkich w dostępie do wykształcenia (76 proc). Imigracja jest ważna dla 38 proc. obywateli.  Przy tym 57 proc. Niemców  jest przeciwna polityce imigracyjnej rządu. Jedna trzecia jest za.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL