fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dariusz Piontkowski: Nie ma powodów do mojej dymisji

Reporter, Andrzej Iwańczuk
Wydaje się, że szkoły są przygotowane na nowy rok szkolny – twierdzi Dariusz Piontkowski, minister edukacji narodowej.

Czy szkoły są przygotowane na nowy rok szkolny w czasie pandemii?

Wydaje się, że tak – na początku sierpnia wybraliśmy wytyczne, w których wyraźnie wskazaliśmy, jak ma być zorganizowana nauka w nowym roku szkolnym, tak aby zachować bezpieczne warunki przy stacjonarnym nauczaniu. Stacjonarne nauczanie to typowy sposób nauczania, który funkcjonował przez setki lat.

Czy może pan zagwarantować bezpieczeństwo nauczycieli i uczniów w czasie nauczania stacjonarnego?

To tak, jakby mnie pan zapytał, czy każdemu obywatelowi wychodzącemu na ulicę nic się nie stanie. Nie jestem wszechmocny, jestem tylko ministrem edukacji, który stara się stworzyć takie podstawy prawne, aby nauka w szkołach była jak najbardziej bezpieczna. Także przed okresem pandemii zdarzały się jakieś wypadki w szkołach. Nie możemy wykluczyć teraz, że pojawią się zakażenia. Aby zabezpieczyć się przed chorobą stworzyliśmy wyraźne reguły prawne, które pozwalają dyrektorom przygotować się do nowego roku szkolnego. Dyrektorzy mieli czas, żeby przedyskutować szczegóły regulaminów wewnętrznych z radą pedagogiczną, nauczycielami, a także rodzicami. Wiem, że większość dyrektorów takie regulaminy już stworzyła. Pomocne w tym miały być nie tylko wytyczne ogólnokrajowe, ale też spotkania kuratorów z dyrektorami, z powiatowymi inspektorami sanitarnymi.

Jak kuratoria przygotowały szkoły do działania w cieniu Covidu?

Na początku wakacji odbywały się jeszcze egzaminy, sama rekrutacja więc odbywała się jeszcze w sierpniu, kuratoria nadzorowały ten proces. Przygotowaliśmy wytyczne, rozporządzenia, które regulują pracę szkół w nowym roku szkolnym. Wszystkie rozporządzenia są już gotowe od kilku tygodni. W ostatnim czasie staraliśmy się docierać z informacjami na temat tych wytycznych i zasad funkcjonowania szkół, nie tylko do dyrektorów, ale też szeroko rozumianej opinii społecznej. Czasami są to wyraźne wskazówki prawne, a czasami elementy informacyjne, które pozwalają rodzicom łatwiej przyswoić zasady przychodzenia do placówek, przekazywania informacji,w jaki sposób ich dziecko w takiej placówce powinno funkcjonować. Tego typu plakaty będą dostępne praktycznie w każdej szkole, mogą być one także przekazywane w wersji elektronicznej do wszystkich rodziców. Szkoły przez poprzednie kilka miesięcy wypracowały sposób kontaktu z rodzicami i z uczniami. Nadal powinny korzystać z tej formy komunikacji, zanim nie rozpoczną się zajęcia szkolne.

Co się stanie, jeśli u dziecka w szkole zostanie wykryty koronawirus?

Tym zajmuje się inspektorat sanitarny. W każdym wypadku, gdy pojawia się stwierdzony wypadek zachorowania na koronawirusa, do działania wkracza Państwowy Inspektorat Sanitarny. On rozpoczyna wtedy dochodzenie epidemiologiczne, sprawdza, jaki był krąg osób z bliskiego kontaktu, kto przez dłuższy czas z osobą zakażoną miał kontakt i które osoby powinny znaleźć się w izolacji. Jeżeli się okaże, że taki kontakt dotyczył tylko jednej klasy, wówczas wskazania dotyczyłby tylko jednej klasy. Jeżeli się okaże, że ten bliższy kontakt dotyczył znacznie szerszego kręgu osób, to wówczas może być decyzja, by kilka klas lub cała szkoła udała się na kwarantannę. Jeżeli będzie to dotyczyło całej szkoły, wtedy taka szkoła przejdzie do kształcenia na odległość, a jeżeli tylko części klas, to przejdzie na system mieszany.

Kto zdecyduje, czy będzie nauczanie zdalne czy hybrydowe, i czy – jeżeli dojdzie do zakażenia dziecka w szkole – dyrektor będzie pociągnięty do odpowiedzialności?

Nie widzę powodu, dla którego dyrektor miałby być pociągnięty do odpowiedzialności, przecież on niczemu nie zawinił. Nie wiemy tak naprawdę, gdzie to dziecko lub pracownik mogło się zarazić. Aby utrudnić rozprzestrzenianie się wirusa przyjęliśmy tę powszechną zasadę, że chory uczeń/nauczyciel nie powinien chodzić do pracy i szkoły, bo wtedy stwarza zagrożenie zarażenia innych osób. Dyrektor jest zobowiązany zapewnić mydło w toalecie, bieżącą wodę, ręczniki papierowe i to są wymogi, które funkcjonowały dawniej, jeszcze przed epidemią. To także mycie powierzchni w szkole czy wietrzenie sal. Nie są to bardzo skomplikowane działania i jeśli dyrektor ich przestrzega, to nie ma powodu, by pociągać go do odpowiedzialności. Dyrektor może wystąpić z inicjatywą przechodzenia na tryb mieszany bądź zdalny, ale decyzję w tej sprawie będą jeszcze podejmowały dwie instytucje. W przypadku szkół samorządowych będzie to wójt, burmistrz, prezydent miasta oraz Państwowy Inspektorat Sanitarny. Zdajemy sobie sprawę, że podobnie jak minister edukacji nie jest epidemiologiem, tak dyrektorzy w większości wypadków mają ograniczoną wiedzę na temat epidemii i ostateczne decyzje powinny podejmować dobrze przygotowane instytucje do walki z epidemią.

Jeżeli decyzja sanepidu będzie inna niż dyrektora, który uważa, że szkoła powinna zostać zamknięta, jak to miało miejsce chociażby w Zakopanem, to odpowiedzialność będzie ciążyła na sanepidzie, nie na dyrektorze?

Ostateczną decyzję podejmuje Główny Inspektorat Sanitarny, ponieważ to on na podstawie dochodzenia epidemiologicznego stwierdza, jakie jest zagrożenie w danej placówce. Jeżeli jest większa skala zachorowań na terenie powiatu bądź gminy, wówczas to będzie elementem rozstrzygającym, czy podejmować decyzję o przejściu na kształcenie mieszane lub zdalne.

Kiedy nauczanie hybrydowe powinno zostać wprowadzane?

To będzie zależało od konkretnych sytuacji, nie da się z poziomu centralnego rozporządzenia w Warszawie zdecydować w każdym konkretnym wypadku, kiedy będziemy przechodzić na nauczanie mieszane. Ta sytuacja będzie zależała od dwóch czynników: od sytuacji na terenie danej placówki oraz sytuacji na terenie danego powiatu. Przecież sam fakt, że ktoś zachoruje pod Wrocławiem nie oznacza, że w okolicach Olsztyna trzeba zamknąć szkoły. Dlatego też pozostawiliśmy możliwość podejmowania decyzji dyrektorom, a także powiatowym inspektorom sanitarnym, którzy są w stanie zbadać sytuacje epidemiologiczną w danej placówce. W tej chwili według ministra zdrowia nie ma przesłanek do tego, aby w skali całego kraju zamykać wszystkie placówki edukacyjne.

Dlaczego w strefach czerwonych, co do zasady, nie ma nauki zdalnej bądź hybrydowej?

To zależy od rodzajów zachorowań. Przedstawiciele GIS wskazywali, że sama liczba zachorowań w danym powiecie nie świadczy o zagrożeniu epidemicznym. Może się zdarzyć, że te zachorowania dotyczą jednego zakładu pracy, jednego zamkniętego miejsca pobytu osób starszych i wówczas nie będzie to mieć większego oddziaływania na pozostałą część powiatu, w tym także na szkoły. Jeżeli te zachorowania będą w kilku różnych miejscach, to wydaje się oczywiste, że PIS wyda zalecenie o przejściu na system mieszany bądź całkowicie na system zdalny na okres około dwóch tygodni. Zakładamy, że system mieszany lub zdalny nie będzie trwał zbyt długo. Pojawia się okres kwarantanny dla osób, które zachorowały, i po tym okresie kwarantanny, gdy te osoby są wyleczone lub nie mają objawów przez 14 dni, sanepid i organizacje międzynarodowe uważają, że taka osoba nie jest chora i może wrócić do normalnych zajęć.

Kiedy było 200 zachorowań rząd zamykał lasy, a kiedy jest 700, a nawet więcej, rząd otwiera szkoły. Czy to jest racjonalne?

Równie dobrze można zapytać o racjonalność inne państwa. W wielu krajach, kiedy wybuchała epidemia były już tysiące zachorowań, wiele osób znalazło się w szpitalach, tysiące osób umierało. Nie znaliśmy siły tego wirusa, nie wiedzieliśmy, jak będzie się rozwijać epidemia. Obserwowaliśmy straszne obrazy z Włoch, gdzie były problemy z zapewnieniem ochrony lekarskiej chorym. Chcieliśmy uniknąć takiej sytuacji, dlatego rząd podejmował decyzje, które miały ograniczyć szybkie rozprzestrzenianie się wirusa i nie dopuścić do masowej epidemii i w dużej mierze się to udało. Liczba zachorowań w Polsce utrzymuje się na takim poziomie, że służba zdrowia jest w stanie podejmować leczenie wszystkich osób, które są w poważniejszym stanie. U nas nie ma takiej sytuacji, że chorzy leżą na ulicach i lekarze nie są w stanie zająć się wszystkimi. Dlatego były poważniejsze restrykcje, ale kiedy okazało się, że jesteśmy w stanie zahamować gwałtowny rozmiar epidemii, to jako polski rząd zaczęliśmy je zmniejszać. To dotyczy także szkół, bo skoro w innych dziedzinach życia możemy w miarę normalnie funkcjonować, to nie ma powodu, by szkoły były zamknięte, same szkoły nie zarażają.

W jaki sposób będą chronieni starsi nauczyciele?

Zostawiamy tu pewna swobodę dyrektorom i nauczycielom. Nie ma obowiązku zakładania maseczek w szkole, ale te osoby, które czują się zagrożone, mogą założyć maseczki, chustę lub przyłbicę, która pozwala na swobodniejsze oddychanie. To także zależy od stanu zdrowia nauczyciela, bo sam wiek nie oznacza jeszcze, że osoba będzie bardziej narażona.

Czy kadrowo szkoły są przygotowane na zastąpienie chorych nauczycieli?

Takie samo pytanie można zadać, gdy zbliża się okres grypowy. Jeżeli pojawiała się pewna grupa uczniów i nauczycieli, która chorowała, wówczas pojawiały się zastępstwa. Jeśli nie, to była opieka nad uczniami, którym nie można zapewnić lekcji. Gdyby skala zachorowań koronawirusa była większa, wówczas należałoby ograniczyć zajęcia w szkole, a być może ją zamknąć, gdyby nie było wystarczającej liczby kadr. Nie wiemy, jak sytuacja będzie się rozwijała, dyrektor musi elastycznie reagować na sytuację. Na razie nie widzieliśmy masowych zachorowań pracowników w jednej placówce. Nawet jeżeli część z nich miała wskazania testowe, że mogą być zakażeni, to dobry stan zdrowia pozwalał im na wykonywanie prostych czynności. Nauczyciel mógł wykonywać zajęcia, ale oczywiście w formule zdalnej, a nie poprzez kontakt z uczniami.

Czy ministerstwo zamierza dofinansować nauczycieli, żeby nie musieli korzystać ze swoich prywatnych sprzętów, i czy za korzystanie z prywatnych laptopów będzie rekompensata?

To pytanie powinno być skierowane do organów prowadzących, bo to one odpowiadają za wyposażenie szkół, w tym np. zakup ławek, krzeseł, a także sprzętu komputerowego. Mimo że jest to zadanie samorządów, rząd bardzo poważnie wsparł polskie szkoły w ostatnich miesiącach ze środków ministerstwa cyfryzacji. Przeznaczono ponad 360 milionów złotych na zakup sprzętu komputerowego, każda gmina mogła wystąpić o środki na zakup sprzętu od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu tysięcy w pierwszej transzy, a potem w drugiej. Nie było żadnych dodatkowych obowiązków biurokratycznych, wystarczył sam wniosek i prawie wszystkie samorządy z tego skorzystały. Łącznie co najmniej kilkadziesiąt tysięcy laptopów mogło trafić do szkół. Dodatkowo Ministerstwo Cyfryzacji w ramach ogólnopolskiej sieci edukacyjnej, organizuje podłączenie do szkół szybkiego internetu – większość szkół jest już podłączona. Gdy PiS przejmowało władzę, tylko około 10 proc. szkół miało szybki internet. W ramach tego programu 50 tysięcy laptopów trafiło do szkół. Tam, gdzie jest taka potrzeba, samorząd, upoważniając dyrektora szkoły, może wypożyczyć ten sprzęt na potrzeby uczniów i nauczycieli. Nauczyciel może ten sprzęt wypożyczyć do domu lub też po prostu przychodzić do szkoły i ze szkoły organizować nauczanie. Jeżeli któryś z nauczycieli nie chciał korzystać z tego sprzętu, to był już jego wybór, że pracuje na sprzęcie prywatnym.

Kto sfinansuje zajęcia zdalne dla uczniów, którzy nie mogą uczestniczyć w zajęciach stacjonarnych z klasą, np. osoby na kwarantannie lub z grupy ryzyka?

Jeżeli będzie kwarantanna, to takie zajęcia będą dotyczyły całej klasy lub kilku, więc normalnie będą organizowane zajęcia zdalne. Nauczyciele, którzy prowadzili zajęcia stacjonarne w danych klasach, będą prowadzili zajęcia dla danej klasy lub kilku klas, jeżeli będzie to system mieszany.

Co z przewozami uczniów? Przewoźnik ma ograniczoną liczbę osób, które może przewieźć jednorazowo. Połowa uczniów nie dojedzie na lekcje?

Minister infrastruktury wraz z GIS przygotowali wytyczne, które mówią, o tym jakie reguły powinny obowiązywać w transporcie publicznym, ale także w środkach transportu służących dowozowi uczniów do szkół. Z wytycznych wynika, że w większości Polski, tam gdzie są strefy i nie ma większego zagrożenia epidemiologicznego, 100 proc. miejsc może być zajęte przez uczniów, ale uczniowie będą mieli obowiązek zasłonienia nosa i ust tak, aby możliwość zakażenia była jak najmniejsza. Kierowcy powinni dbać o czyszczenie powierzchni, a także ozonowanie pojazdu przed następnym dniem. Te reguły powinny swobodnie pozwolić przewoźnikom i gminom na zorganizowanie transportu bez większych problemów.

Czy będzie większa subwencja oświatowa w związku z koronawirusem?

Nie wiem, jak koronawirus wpływa na większe wydatki. Trzeba pamiętać, że rząd już poważnie wspomógł samorządy i szkoły niesamorządowe. To samorząd jest odpowiedzialny za wyposażenie szkół, a według kodeksu pracy to dyrektor szkoły odpowiada za dostarczenie środków ochrony osobistej dla swoich pracowników. Jeżeli dzisiaj samorządy krzyczą, że wszystko musi sfinansować rząd, to znaczy, że nie wywiązują się ze swoich obowiązków. My próbujemy pokazać, iż mimo że nie jest to nasz obowiązek, pomagamy szkołom, także tym samorządowym, ale oczekujemy także zaangażowania ze strony samorządów.

A pan ma sobie coś do zarzucenia?

Urzędnicy zrobili wszystko co można, żeby przygotować jak najlepsze przepisy, które pozwolą przygotować się na nowy rok szkolny. Przygotowaliśmy przepisy podobne do tych w innych państwach europejskich. Wzorowaliśmy się na rozwiązaniach, które były przyjęte w większości państw.

Nie zamierza się pan podawać do dymisji?

A z jakiego powodu?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie rozmawiał z panem o dymisjach i ewentualnej rekonstrukcji rządu?

Jest to decyzja pana premiera i kierownictwa partii i wszyscy ministrowie są w dyspozycji pana premiera. Spokojnie czekam na decyzję i na to, jak będzie wyglądał rząd po rekonstrukcji.

—współpraca Karol Ikonowicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA