fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Matteo Salvini zagraża Brukseli

Matteo Salvini nie wprowadził prawie niczego ze swojego programu, ale jego popularność rośnie. Umie trafić do wyborców
AFP
Nie ma większego zagrożenia dla Brukseli niż wcześniejsze wybory we Włoszech i samodzielna większość dla Ligi.

Wielki napis na siedzibie partii w Mediolanie „nie dla euro" został zamalowany, a sam szef Matteo Salvini zapewnił w czasie weekendu agencję Bloomberg, że „nigdy nie było mowy o wyprowadzeniu Włoch ani ze strefy euro, ani z Europy". Ale to znaczy niewiele w ustach człowieka, który uchodzi za największego kameleona wśród dzisiejszych polityków demokratycznej Europy.

– Oczywiście, że on może doprowadzić do wyjścia Włoch z Unii. Bardzo obawiam się chaosu politycznego we Włoszech – przyznał AFP były premier Enrico Letta (z centrolewicowej Partii Demokratycznej), przypominając, że porzucenie wspólnej waluty Liga zapisała w programie, który w 2018 r. pozwolił jej dojść do władzy w koalicji z lewicowym Ruchem Pięciu Gwiazd (M5S).

Sojusz z Berlusconim

W czwartek Salvini na krótko przerwał objazd włoskich plaż, aby ogłosić, że zrywa koalicję rządową i wnioskuje o przedterminowe wybory, najlepiej w październiku. Oficjalnie poszło o sprzeciw M5S wobec budowy superszybkiego połączenia kolejowego między Turynem a Lyonem. Ale głównie chodzi o to, że w obecnym układzie Liga w ogóle nie jest w stanie wprowadzić w życie swojego programu.

Lider Ligi chce przede wszystkim radykalnego ograniczenia obciążeń fiskalnych poprzez wprowadzenie podatku liniowego. Jednak jeśli, co wydaje się bardzo prawdopodobne, nowy premier jednocześnie równie mocno nie ograniczy wydatków państwa, doprowadzi do eksplozji deficytu budżetowego i paniki na rynkach finansowych z powodu ryzyka bankructwa kraju, którego dług wynosi już 130 proc. PKB (2,3 bln euro). W komentarzu redakcyjnym francuski „Le Monde" mówi więc o „egzystencjalnym zagrożeniu" już nie tylko dla strefy euro, ale w ogóle zjednoczonej Europy.

W wyborach wiosną 2018 r. Liga uzyskała 17 proc. głosów, o wiele mniej niż M5S (32 proc.). Ale od tego czasu proporcje się odwróciły: Salvini może liczyć w sondażach na 36–38 proc., wystarczająco, aby samodzielnie utworzyć rząd, podczas gdy partner koalicyjny Ligi ledwie na 15 proc. poparcia.

Aby mieć już zupełną pewność przejęcia władzy, lider Ligi zapowiedział, że wkrótce spotka się z przywódcą Forza Italia Silviem Berlusconim i stojącą na czele mocno prawicowych Braci Włochów Giorgią Meloni, aby umówić nową, powyborczą koalicję. Oba ugrupowania mają jednak tylko po 6–8 proc. poparcia, więc w nowym układzie Salvini i tak pozostałby panem gry.

Ostateczną decyzję o rozpisaniu przedterminowych wyborów podejmie prezydent Sergio Mattarella, jeśli w Senacie nie uda się zbudować alternatywnej koalicji. Do tej pory nie było to możliwe, bo centrolewicowa Partia Demokratyczna i radykalny M5S nie chcieli mieć ze sobą nic wspólnego. Ale zagrożenie ze strony Salviniego zrobiło swoje.

– Barbarzyńcy są u wrót. Musimy bronić Rzymu – zaapelował założyciel M5S Beppe Grillo, który wiele miesięcy temu wycofał się z polityki, pozostawiając pole formalnemu liderowi partii Luigiemu di Maio. Także nowy szef demokratów Nicola Zingaretti poszedłby na taką koalicję. Jednak oba ugrupowania mają razem w 630-osobowej izbie niższej parlamentu ledwie 219 mandatów, zdecydowanie za mało, aby zbudować koalicję rządową.

Zalew imigrantów

Mattarella się waha. Jest zdecydowanym przeciwnikiem Salviniego, to w znacznym stopniu dzięki mianowanemu pod jego naciskiem ministrowi finansów Giovanniemu Trii udało się utrzymać pod kontrolą włoskie finanse. Ale prezydent obawia się, że jeśli będzie odkładał dalej wybory, poparcie dla Ligi jeszcze bardziej urośnie, bo wyborcy uznają, że establishment nie chce dać im prawa głosu. W poniedziałek wieczorem w Rzymie zebrali się przywódcy największych ugrupowań, aby zdecydować o terminie głosowania w Senacie nad votum nieufności.

Sukces Salviniego w ostatnich kilkunastu miesiącach bierze się z niezwykłych zdolności marketingowych lidera Ligi. Wicepremier i minister spraw wewnętrznych od wejścia do rządu prawie niczego nie wprowadził ze swojego programu. Zapowiadał zasadnicze obniżenie podatków, ale te poszły jeszcze w górę. Obiecywał dynamizację gospodarki, ale ta, balansując na skraju recesji, osiąga najgorsze wyniki w Europie. Nawet ograniczenie migracji jest głównie zasługą poprzedników z Partii Demokratycznej, którzy zawarli, wątpliwe moralnie, porozumienie z watażkami kontrolującymi Libię.

Gros czasu w rządzie Salvini poświęcił natomiast na wiece i niezwykłą aktywność w mediach społecznościowych, aby forsować popularne we Włoszech hasła, w tym przede wszystkim powstrzymanie „zalewu imigrantów" i uwolnienie kraju od „łańcuchów Brukseli".

– Urodziłem się wolnym człowiekiem i takim chcę też umrzeć – przekonywał w minionym tygodniu, najwyraźniej robiąc aluzję do rygorów obowiązujących w strefie euro.

Kulminacją tej kampanii był objazd przez trzy ostatnie tygodnie dziesiątek plaż na południu Włoch, gdzie lider Ligi ubrany jedynie w kąpielówki oddawał się przede wszystkim robieniu wspólnych zdjęć ze swoimi zwolennikami. To ma być ostatni element wielkiej przebudowy Ligi z ugrupowania działającego niemal wyłącznie na północy kraju i dążącego wręcz do jego secesji w ogólnonarodową partię.

Ale nie tylko znakomite wyniki sondaży tłumaczą pośpiech Salviniego z pójściem do urn. Amerykański portal BuzzFeed w lipcu opublikował dokumenty wskazujące, że jeden z najbliższych współpracowników przywódcy Ligi wielokrotnie jeździł w ostatnim czasie do Moskwy, aby zorganizować wsparcie dla włoskiej prawicy być może za pomoc w zniesieniu unijnych sankcji. Sam Władimir Putin ogłosił zresztą porozumienie o współpracy między Ligą i Jedną Rosją. W kampanii wyborczej łatwiej zaś zarzuty o wątpliwe związki z Kremlem odrzucić, niż gdy pozostaje się u władzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA