fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Front lewicy u wrót Madrytu

Premier Pedro Sanchez i ekscentryczny lider Podemos Pablo Iglesias szukają wspólnego języka
AFP
Po raz pierwszy od wojny domowej koalicja socjalistów i radykalnej lewicy jest u progu przejęcia władzy w królestwie. Tym razem świat patrzy jednak na to spokojnie.

Przez wiele dni lider lewackiej Podemos Pablo Iglesias domagał się stanowiska wicepremiera w nowym rządzie. To blokowało negocjacje, bo przywódca umiarkowanej PSOE Pedro Sanchez nie zgadzał się na wejście do swojej ekipy człowieka, który nie tylko chce przyznać Katalończykom prawo do przeprowadzenia referendum niepodległościowego (choć osobiście opowiada się przeciw secesji), ale uważa także, że oczekujący na wyrok katalońscy nacjonaliści są „więźniami politycznymi".

Widmo kryzysu

Zaraz po wakacjach Sąd Najwyższy rozstrzygnie o losie m.in. lidera katalońskiej Lewicy Republikańskiej Oriola Junquerasa, jego „ministra" ds. zagranicznych w rządzie autonomicznym Raula Romevy czy byłej przewodniczącej parlamentu prowincji Carmen Forcadell. Mogą oni usłyszeć wyroki kilkudziesięciu lat więzienia za próbę oderwania prowincji od królestwa z pogwałceniem podstawowych zapisów konstytucji. Bardzo prawdopodobne, że doprowadzi to do gwałtownego wzrostu napięcia w zbuntowanej prowincji.

– Spodziewam się jednego z najpoważniejszych kryzysów politycznych w 40-letniej historii hiszpańskiej demokracji. W takim momencie rząd musi zachować pełną jedność – ostrzegł w piątek Sanchez. Zarzucił wręcz liderowi Podemos, że nie chce bronić „hiszpańskiej demokracji".

W sobotę Iglesias dał jednak za wygraną i ogłosił, że zgadza się na udział jego partii w rządzie, nawet jeśli on sam nie będzie w nim uczestniczył.

– To wydarzenie epokowe we współczesnej historii Hiszpanii nie tylko dlatego, że od przywrócenia demokracji 41 lat temu jeszcze nigdy nie mieliśmy koalicyjnego rządu, ale sojusz umiarkowanej i radykalnej lewicy ostatni raz udało się stworzyć w czasie Drugiej Republiki – mówi „Rzeczpospolitej" Juan Sisinio Perez, historyk z Uniwersytetu Castilla La Mancha.

Front Ludowy został pokonany w niezwykle krwawej wojnie domowej przez siły faszystowskiej Falangi Francisco Franco w kwietniu 1939 r., niemal równo 80 lat temu.

Podemos pod ścianą

Sanchez potrzebuje koalicjanta, bo choć w wyborach w kwietniu tego roku PSOE uzyskała najwięcej głosów i zdobyła o 38 więcej deputowanych w Kortezach niż w 2016 r., to przecież ze 123 posłami pozostaje w mniejszości w 350-osobowym zgromadzeniu. Parlament będzie głosował nad losem nowego rządu we wtorek i w czwartek. Aby się utrzymać, Sanchez najpierw musi uzyskać większość bezwzględną, a potem już tylko względną. Ale nawet ten drugi warunek bez wsparcia Podemos jest niemożliwy do osiągnięcia, bo żadna z partii centrum i prawicy nie zamierza wstrzymać się od głosu czy nie wziąć udział w głosowaniu. W szczególności liberalna Ciudadanos pcha Sancheza w objęcia radykalnej lewicy, bo jej lider Albert Rivera nawet nie chciał podnieść słuchawki, gdy przywódca PSOE próbował do niego dzwonić.

Ale i Iglesias znalazł się pod ścianą. Ruch, który wywodzi się z protestów bezrobotnej młodzieży w czasie ostatniego kryzysu finansowego (rewolucja „Indignados" – „Oburzonych"), z wyborów na wybory uzyskuje coraz mniejsze poparcie. Hiszpanie widzą, że radykalne hasła pozostającej w wiecznej opozycji formacji nie mają żadnego przełożenia na realną politykę. Zdaniem „El Pais", gdyby znów doszło do przedterminowych wyborów, Podemos otrzymałby ledwie 13 proc. głosów (wobec 14,3 proc. do tej pory), podczas gdy PSOE ugruntowałaby swoją pozycję lidera z 32,3 proc. poparcia (28,7 proc. obecnie).

W niedzielę Sanchez postawił więc twarde warunki zawiązania koalicji z Iglesiasem. Ostrzegł, że ministerstwa o „znaczeniu państwowym", jakimi są obrona, sprawy zagraniczne i wewnętrzne oraz wymiar sprawiedliwości, pozostaną w rękach socjalistów. Podobnie będzie z budżetem. Podemos chce jednak pięciu innych tek związanych ze sprawami społecznymi i gospodarczymi, w tym resort pracy, ochrony środowiska i budownictwa. To niemało, bo w przeszłości partia forsowała zupełnie nierealny program socjalny zakładający np. minimalne uposażenie dla wszystkich w wysokości ok. 700 euro miesięcznie, darowanie „niesprawiedliwych" długów czy wprowadzenie nieodpłatnych dostaw wody i elektryczności.

Dla kraju, który siedem lat temu był na skraju bankructwa i który wciąż ma dług odpowiadający ok. 100 proc. PKB, nie brzmi to zachęcająco. Na razie jednak oba ugrupowania zgodziły się co do radykalnego podniesienia pensji minimalnej do 900 euro miesięcznie. Spokój zachowują też rynki finansowe: w piątek rentowność 10-letnich hiszpańskich obligacji wynosiła ledwie 0,39 proc. wobec 2,1 proc. w przypadku Polski.

Prochy Franco

Iglesias, który wywołał w przeszłości oburzenie, przychodząc na audiencję do króla Felipe VI Burbona w dżinsach, utrzymuje się w tradycji Frontu Ludowego i opowiada się za zniesieniem monarchii. Ale w czasach, gdy większość Hiszpanów zjednoczyła się wokół króla, aby przeciwdziałać katalońskiej secesji, to warunek nie do spełnienia. Podemos i PSOE podzielają natomiast zamiar wyprowadzenia prochów Franco z wykutej pracą jeńców republikańskich w górach Sierra Guadarrama bazyliki w Dolinie Poległych (Valle de los Caidos). Na razie taką inicjatywę wstrzymał Sąd Najwyższy.

Utrzymanie się rządu Sancheza ma też wymiar europejski, bo Hiszpania jest jedynym dużym krajem Unii, gdzie wciąż rządzi lewica. Premier stał się wręcz najważniejszym, obok Angeli Merkel, sojusznikiem Emmanuela Macrona w Brukseli, gdzie zdołał wywalczyć dla szefa hiszpańskiej dyplomacji Josepa Borella stanowisko wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA