fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Emmanuel Macron spróbuje zreformować kodeks pracy

„Wynocha Macron!”, „Wyniósł się Hollande!” – związkowcy zrównują bilans poprzedniego i obecnego prezydenta. Manifestacja 27 czerwca przed paryskim kościołem św. Ludwika, gdzie pochowany jest cesarz Napoleon Bonaparte
AFP
Rząd rozpoczął prace nad reformą kodeksu pracy. Jej los rozstrzygnie o całym bilansie Macrona.

Z zabezpieczeniami socjalnymi we Francji nie ma żartów: związki zawodowe gotowe są sparaliżować kraj, byle nie dopuścić do odebrania choćby ich niewielkiej części. To właśnie położyło w przeszłości wiele prób reform, także w 2015 r., gdy obecny prezydent był ministrem gospodarki i finansów.

Dlatego Emmanuel Macron postanowił pójść za ciosem, wykorzystać pozytywną dynamikę po spektakularnych zwycięstwach w wyborach prezydenckich i parlamentarnych w maju i czerwcu i jak najszybciej przeprowadzić zmiany. Projekt liberalizacji kodeksu pracy ma być konsultowany ze związkowcami i organizacjami pracodawców do 20 września, ale równocześnie parlament upoważni rząd do przyjęcia w tej sprawie rozporządzenia. Dzięki temu reforma mogłaby wejść w życie już na jesieni.

Czy tak się jednak stanie, wcale nie jest pewne. Philippe Martinez, przywódca najbardziej radykalnej centrali CGT, zapowiedział już na 12 września strajk generalny. Jego zdaniem konsultacje ze związkowcami to „maskarada", w której nie chce dłużej uczestniczyć. CFDT i Force Ouvriere (FO), bardziej umiarkowane centrale związkowe, nie odrzucają w całości projektu Macrona, ale i one mają do niego wiele uwag.

Najwięcej kontrowersji wywołuje pomysł ustalenia górnego limitu odszkodowań zasądzanych przez sądy w przypadku „nieuzasadnionego" zwolnienia pracowników. To reforma, którą próbowano już przeforsować za François Hollande'a, ale bez skutku: ustalone limity (od jednej do 21 pensji zależnie od stażu pracy) ostatecznie nie są dla sędziów zobowiązujące.

Szantaż 10 procent

– To jest aberracja, która uderza w szereg praw i zasad konstytucyjnych – uważa CGT. Ale nie tylko ona. Z sondażu przeprowadzonego dla „Le Figaro" wynika, że aż 56 proc. Francuzów jest przeciwnych tej właśnie części reform. Tymczasem wpływowa federacja przedsiębiorców Modef uważa, że to jedna z głównych przeszkód w obniżeniu bezrobocia, bo pracodawcy nie będą ryzykowali zwiększenia załogi, jeśli potem, gdy pogorszy się koniunktura, nie będą mogli zmniejszyć liczby pracowników.

CGT jest też przeciwna ustanowieniu „budowlanego kontraktu na czas nieokreślony", który zakładałby automatyczne wygaśnięcie umów w sytuacji, gdy firma zakończy dany kontrakt. – To byłby koniec zatrudnienia na czas nieokreślony dla wszystkich – uważają związkowcy z radykalnej centrali. Ale także lider FO Michel Beaugas twierdzi, że „jest to próba prekaryzacji warunków zatrudnienia bez żadnej rekompensaty".

Projekt Macrona daje prawo nie tylko związkom zawodowym, ale także pracodawcy przeprowadzenia referendum w sprawach dla firmy kluczowych. Związkowcy mogli do tej pory taką inicjatywę przeprowadzić pod warunkiem, że uzyska poparcie 30 proc. załogi. Teraz jednak CGT twierdzi, że przedsiębiorca musiałby w tym celu uzyskać poparcie połowy zatrudnionych.

Nie mniej kontrowersyjny jest pomysł prezydenta, aby warunki pracy (np. ilość przepracowanych godzin) były regulowane w ramach poszczególnych firm, a nie całych branż. Te ostatnie miałyby za zadanie jedynie ustalanie tak fundamentalnych kwestii, jak wysokość minimalnej pensji. Jednak Martinez uważa, że mimo wszystko trzeba ustalić „wspólny fundament norm" w każdej z branż.

Jak płachta na byka działa także na niego propozycja ujednolicenia struktur, w ramach których byłaby reprezentowana załoga przedsiębiorstwa. Dziś zupełnie odrębne gremia omawiają kwestie higieny, warunków pracy, spraw socjalnych, strategii rozwoju firmy. Związki zawodowe, do których należy mniej niż 10 proc. zatrudnionych, obawiają się, że konsolidacja tych struktur znacznie ograniczy ich wpływ na życie firm.

5,5 mln bezrobotnych

– Wszystko teraz zależy od tego, na ile społeczeństwo poprze protesty związkowców, czy ludzie wyjdą masowo na ulice. Gdy Nicolas Sarkozy chciał wydłużyć o dwa lata wiek emerytalny, związkowcom udało się osiem razy zorganizować strajk generalny (reformę cofnął François Hollande – red.) – mówi „Rz" Jean-Thomas Lesueur, ekspert Instytutu Thomasa More'a w Paryżu.

Na razie sygnały są niejednoznaczne. Co prawda 57 proc. Francuzów popiera pomysł, aby firmy samodzielnie ustalały czas pracy załogi, a 72 proc. – aby powołać jednolitą strukturę dialogu między pracownikami i pracodawcami, ale jednocześnie tylko 44 proc. pytanych chce „głębokiej" reformy rynku pracy.

Kadencja Hollande'a okazała się porażką przede wszystkim dlatego, że prezydent nie wypełnił obietnicy ograniczenia bezrobocia. Przeciwnie, poszybowało ono z 2,9 mln do 3,5 mln osób, a wraz z pracującymi z konieczności na część etatu – do 5,5 mln. Dziś osoby bez pracy stanowią 9,5 proc. siły roboczej, dwa razy więcej niż w Polsce (zgodnie z metodologią Eurostatu). Ankieta INSEE wśród pracodawców pokazuje jednak, że głównym tego powodem nie są sztywne regulacje rynku pracy, tylko niestabilna koniunktura, nadmierne obciążenia fiskalne i socjalne oraz brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA