fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Włochy: Katastrofa rozpisana na raty

Mało znany profesor prawa Giuseppe Conte (z prawej) był w poniedziałek promowany przez Lugi di Maio na premiera Włoch.
AFP
Populiści z Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi tworzą rząd. To wybuchowa mieszanka, która może rozsadzić Unię.

Późnym popołudniem w Pałacu Kwirynalskim w Rzymie liderzy obu partii Luigi di Maio i Matteo Salvini przedstawili prezydentowi Sergio Mattarelli kandydata na szefa nowego rządu. Został nim mało znany i pozbawiony jakiegokolwiek doświadczenia politycznego profesor prawa Uniwersytetu we Florencji Giuseppe Conte. Jeśli prezydent go zaakceptuje Conte będzie tak na prawdę technicznym szefem rządu z zadaniem koordynowania działania dwóch bardzo różnych sił politycznych.

Entuzjazm Włochów

Sam Salvini jest natomiast typowany na szefa MSW. Chce w ten sposób dopilnować wprowadzenia w życie bardzo restrykcyjnej polityki migracyjnej, której częścią ma być deportacja rocznie nawet 100 tys. nielegalnie mieszkających we Włoszech cudzoziemców.

Di Maio miałby natomiast objąć resort pracy i spraw socjalnych z zadaniem wdrożenia powszechnego wsparcia dla osób uboższych w wysokości przeszło 700 euro miesięcznie.

Nowy rząd Włosi przyjmują z entuzjazmem. 60 proc. z nich odnosi się do niego „przychylnie" lub „bardzo przychylnie". To o wiele więcej niż łączny wynik obu partii w wyborach 4 marca (50 proc.). Wśród samych członków Ruchu Pięciu Gwiazd nowa koalicja zyskała aż 94 proc. poparcia, choć w trakcie kampanii wyborczej Salvini i di Maio atakowali się nawzajem bezpardonowo. Taki sam sondaż wśród działaczy Ligi zaowocował 91-procentowym poparciem.

Inaczej na wiadomości z Rzymu zareagowały jednak rynki finansowe. Kolejny dzień rosła rentowność włoskich obligacji, bo program koalicji zakłada stopniowe zwiększenie deficytu budżetowego w ciągu pięcioletniej kadencji do 100 mld euro rocznie. Taki jest efekt jednoczesnego obniżenia podatków (postulat Ligi) i rozbudowy osłon socjalnych, w tym cofnięcia wieku emerytalnego (czego chce Ruch Pięciu Gwiazd). Jeśli ten program zostanie wprowadzony w całości, dziura w finansach publicznych podniesie się z 2 proc. PKB obecnie do 6–7 proc. PKB. Jednocześnie dług Włoch, obecnie relatywnie drugi największy w Unii po Grecji, wzrósłby ze 130 proc. PKB do 150 proc. PKB.

– W krótkim okresie program nowego rządu może doprowadzić do pewnego przyspieszenie wzrostu gospodarczego, ale po roku, dwóch pojawi się problem szybko narastającego długu. Spodziewamy się więc dalszego szybkiego wzrostu rentowności włoskich obligacji – mówi „Rzeczpospolitej" Jack Allen, ekspert w londyńskim instytucie Capital Economics.

Strefa euro gotowa na kryzys

Daniel Gros, dyrektor prestiżowego brukselskiego instytutu CEPS potwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą": „W czasie kryzysu finansowego rynki finansowe zbyt długo lekceważyły niepokojące sygnały o kondycji krajów strefy euro, a potem uderzyły w nie z nadmierną siłą. Teraz jednak reakcja będzie o wiele szybsza, bo wszyscy zrozumieli, że obligacje państw Eurolandu nie są całkowicie bezpieczne, tym bardziej, jeśli włoscy politycy sygnalizują możliwość wyjścia kraju z unii walutowej".

Włochy mogą też bardzo szybko zderzyć się z Brukselą. Francuski minister gospodarki i finansów Bruno Le Mair ostrzegł w poniedziałek, że skoro przyszłość tego kraju jest w Europie, to „musi on przestrzegać zasad strefy euro". Odpowiedź Salviniego była błyskawiczna: „Będziemy działali dokładnie odwrotnie, niż nasi poprzednicy. Czy jest w tym coś złego? – napisał na Twitterze.

Daniel Gros nie ma wątpliwości: nowy włoski rząd, a w szczególności Liga, będzie starał się doprowadzić do otwartej konfrontacji z unijną centralą, bo to napędzi jej wyborców w kraju.

– To jest nie tyle wyzwanie dla dalszego istnienia strefy euro co dla systemu zarządzania unią walutową. No bo co się stanie, jeśli Włochy nie tylko przekroczą limit deficytu budżetowego, ale odmówią zapłacenia za to kary? Spodziewam się, że Salvini i di Maio będą chcieli doprowadzić do takiego starcia z Brukselą, aby usprawiedliwić swoją antyeuropejską politykę, być może nawet wyprowadzić kraj z Eurolandu. Ale to już nie jest rok 2009, kiedy byliśmy zaskoczeni kryzysem. Mamy Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, unią bankową. Nie będzie efektu domina, wyjście Włoch ze strefy euro nie pociągnie za sobą wątpliwości co do członkostwa Portugalii czy Hiszpanii. Unii walutowej nie groziłby więc rozpad – mówi jeden z najbardziej szanowanych ekonomistów w Brukseli.

We wrześniu 2015 r., po przejęciu steru greckiego rządu, lider populistycznej, lewackiej Syrizy Aleksis Cipras także zapowiadał zerwanie z regulacjami strefy euro. Szybko musiał jednak ustąpić na całej linii przed Angelą Merkel ze strachu przed wypadnięciem kraju z unii walutowej i jeszcze większą jego pauperyzacją.

– Pozycja negocjacyjna Włoch jest o wiele silniejsza. To trzecia gospodarka strefy euro, która nie jest objęta programem ratunkowym Brukseli – podkreśla Jack Allen.

Dynamika ewentualnych rokowań z Brukselą byłaby zupełnie inna także dlatego, że Niemcy i Francja zwyczajnie nie mają środków, aby wykupić włoski dług (2,3 bln euro) i uratować kraj przed bankructwem. Włoski rząd nie ma więc takiej motywacji, jak w przypadku Ciprasa, aby pójść na ustępstwa.

Ale katastrofa może także nadejść z innego powodu: słabości włoskich banków. Aż 26 proc. ich bilansu składa się ze złych długów. Tymczasem w programie obu partii zapisano, że prywatni udziałowcy nie będą narażeni na straty finansowe w razie upadku instytucji finansowych. Chodziło o zdobycie w ten sposób sympatii bardzo wielu włoskich rodzin, które zainwestowały w banki. To jednak oznacza, że przed załamaniem rynku finansowego może uchronić tylko interwencja bardzo zadłużonego włoskiego państwa, który nie ma na to za bardzo środków, albo Brukseli, która może nie chcieć tego uczynić.

Obok polityki migracyjnej i finansowej, nowa ekipa rzuci także wyzwanie Brukseli w polityce zagranicznej, szczególnie wobec Rosji: Rzym będzie się teraz domagał natychmiastowego zniesienia sankcji.

– Dzisiejsze Włochy przypominają Republikę Weimarską. Europejskie elity nie doceniają skali zagrożenia, przed jakim stają – uważa komentator „Financial Times" Wolfgang Munchau.

Lata stagnacji gospodarczej spowodowały jednak, że jeden z niegdyś najbardziej przychylnych integracji krajów Wspólnoty stał się dziś jednym z najbardziej eurosceptycznych. Tylko 37 proc. Włochów ma dziś pozytywną ocenę Unii wobec 57 proc. w 2007 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA