Reklama
Rozwiń
Reklama

Mińsk. Opcja warszawska czy erywańska

Łukaszenko, rządzący Białorusią od prawie ćwierć wieku, zastanawia się nad zmianą konstytucji i twierdzi, że może się podzielić władzą.

Aktualizacja: 25.04.2018 23:03 Publikacja: 25.04.2018 19:52

Mińsk. Opcja warszawska czy erywańska

Foto: Kremlin.ru

Od kilku miesięcy białoruscy analitycy spekulują na temat ewentualnych zmian w ustawie zasadniczej. O możliwym plebiscycie na temat korekt do konstytucji mówiła na początku kwietnia szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Lidzija Jarmoszyna. Nie sprecyzowała, czego dokładnie miałyby dotyczyć, ale zdradziła, że tematem już się zajmuje Sąd Konstytucyjny.

Podczas swojego corocznego orędzia, w niedzielę, prezydent Aleksander Łukaszenko przyznał, że konstytucja „wymaga uaktualnienia". Oświadczył, że jest gotów przekazać część swoich kompetencji innym organom władzy. Przywołał przykład ostatnich wydarzeń w Armenii i zapewnił, że „konstytucja nie będzie przepisywana pod jakąś osobę". – Nigdy tego nie będzie – zapewnił.

Właśnie to zrobił podczas referendum w 2004 r., gdy dobiegała końca jego druga kadencja, która według początkowej wersji konstytucji miała być ostatnią. W ten sposób uzyskał możliwość kandydowania nieograniczoną liczbę razy. Prezydent mianuje ministrów, premiera, sędziów, a nawet szefów administracji lokalnych. To od niego zależy skład białoruskiego parlamentu, który obecnie służy jedynie do zatwierdzania prezydenckich ustaw.

– Łukaszenko rozumie, że zbudowany przez niego system prędzej czy później pęknie. Nie może pozostawić nieograniczonej władzy swojemu następcy, który zrzuciłby na niego całą odpowiedzialność za sytuację w kraju. Przy obecnej konstytucji prezydent, odchodząc od władzy, zostałby kozłem ofiarnym – mówi „Rzeczpospolitej" znany analityk i były bliski współpracownik Łukaszenki Aleksandr Fieduta. – Myśli o swoim ewentualnym odejściu. Proponowali mu dwie opcje. Pierwsza to „warszawska". Miałby zostać liderem partii rządzącej i rządzić krajem, nie zajmując formalnie żadnego stanowiska państwowego. Druga opcja to „erywańska" – były prezydent miał zostać premierem, zmniejszyć kompetencje prezydenta i rządzić nieograniczoną liczbę razy. Wszystko wskazuje na to, że prezydent Białorusi miał ogłosić referendum, które dotyczyłoby jednej z tych opcji – twierdzi.

Wiele wskazuje na to, że ogłosić o zmianach w konstytucji Łukaszenko miał podczas swojego orędzia. Wydarzenia w Erywaniu pokrzyżowały te plany i białoruski przywódca stwierdził, że „Białoruś ma teraz inne sprawie na głowie". – Musimy przetrwać w tym chaosie, który panuje na świecie. W przeciwnym wypadku będzie jak w Armenii – mówił.

Reklama
Reklama

Blisko związany z prezydentem szef rządowego Związku Pisarzy i emerytowany generał MSW Nikołaj Czerginiec twierdzi, że Łukaszenko nie zastanawia się nad swoim odejściem. – Jak miałby odejść w tak trudnych czasach dla naszego kraju? Na tym stanowisku powinien być człowiek, który potrafi mocno trzymać w rękach lejce – mówi „Rzeczpospolitej" Czerginiec. – Ale to nie znaczy, że prezydent nie myśli o przyszłości – dodaje.

Polityka
Ameryka wyciąga rękę do Europy. Co Marco Rubio powiedział w Monachium?
Polityka
Donald Trump wprost poparł reelekcję Viktora Orbána
Polityka
Macron potępia „antysemicką hydrę”. Chce odebrania biernego prawa wyborczego skazanym za antysemityzm
Polityka
Bogusław Chrabota: W Monachium konfrontacyjnie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama