fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy: Długa selekcja kandydata na kanclerza

Obaj nadal liczą na nominację. Armin Laschet, szef CDU (z lewej), i Markus Söder, szef CSU
AFP, Tobias Schwarz Tobias Schwarz
Kto będzie następcą Merkel, rozstrzygną nie tylko wrześniowe wybory do Bundestagu. Wiele zależy od decyzji w łonie największej partii.

Przez ostatnie ponad 16 lat nie było problemu, kto z polityków CDU/CSU stoi na czele partii chadeckich w kampanii wyborczej do Bundestagu. W czterech kolejnych elekcjach niezawodną lokomotywą wyborczą była Angela Merkel. I było to zawsze dobrze wiadomo na długo przed elekcją.

Ale Merkel idzie na emeryturę. Na ponad pięć miesięcy przed wrześniowymi wyborami CDU/CSU nie ma kandydata na kanclerza. Ma dwóch pretendentów: przywódcę CSU i premiera Bawarii Markusa Södera oraz przewodniczącego CDU i premiera Nadrenii Północnej-Westfalii Armina Lascheta.

W poniedziałek zebrały się najwyższe gremia obu partii na osobnych spotkaniach, aby zmierzyć polityczne szanse każdego z kandydatów. Dopiero później ma zapaść wspólna decyzja. – Nastąpi to być może jeszcze w tym tygodniu – zapowiedział Söder.

Popularność to nie wszystko

Söder od kilku miesięcy surfuje na szczycie politycznej fali. Jest drugim po Merkel najbardziej popularnym niemieckim politykiem. Jak wynika z niedawnego sondażu instytutu YouGov, 41 proc. obywateli RFN widziałoby go chętnie w roli reprezentanta CDU/CSU jako kandydata na kanclerza. Laschet ma w tym sondażu poparcie 14 proc.

Za Söderem opowiada się też 63 proc. zwolenników obu partii. Premier Bawarii wygrywa też sondażowo w zestawieniu z kandydatami na kanclerza innych partii politycznych, także Zielonych – według badań obecnie drugiego najsilniejszego ugrupowania na scenie politycznej. Laschet w takiej konfrontacji przegrywa.

Teoretycznie więc to Söder powinien poprowadzić CDU/CSU do spodziewanego zwycięstwa i tym samym uzyskać największe szanse na zastąpienie kanclerz Merkel na stanowisku szefa rządu. Takie kalkulacje nie mają jednak większego sensu. Nie tylko ze względu na fakt, że wyborcy oddają swe głosy nie na czołowych kandydatów, ale na partie polityczne. A CDU ma wielokrotnie więcej zwolenników w całym kraju niż CSU działająca jedynie w Bawarii. Wielu niemieckich wyborców traktuje przy tym z pewnym dystansem katolicką Bawarię jako land o odmiennej tradycji i określonej specyfice kulturowej.

Mimo obecnej popularności Södera zbudowanej w dużej mierze na stanowisku zaostrzania ograniczeń w czasie pandemii oraz w sprawie zmniejszenia imigracji jego kandydatura na kanclerza może być dla CDU/CSU ryzykowna. Ale nie niemożliwa do przyjęcia.

Sam Söder podkreśla od miesięcy, że jest politykiem elastycznym i gotów jest także współpracować z lewicowym ugrupowaniem Zielonych. W przeszłości uchodzili za największych wrogów konserwatywnych Bawarczyków.

Kontynuacja?

Przy tym niemieccy wyborcy nieraz już dawali dowód, że są zwolennikami kontynuacji w polityce. Do obrazu kontynuatora polityki Merkel bardziej pasuje Armin Laschet, który po okresie kontestacji polityki Merkel opowiada się już za ostrzejszymi środkami w walce z epidemią. Rozważana jest podobno pewna forma lockdownu do końca maja, a nawet do połowy czerwca.

– Mam wrażenie, że uzyska on wsparcie liderów własnej partii, co powinno zakończyć dyskusję w sprawie kandydatury na kanclerza – tłumaczy „Rz" prof. Thomas Pogundtke, politolog z uniwersytetu im. Heinricha Heine z Düsseldorfu. Przypomina, że Söder miał zapewniać, iż w tej sytuacji nie będzie nalegał na dalsze dyskusje. W końcu wewnętrzny spór w CDU/CSU może odbić się negatywnie na szansach wyborczych. Już dwa razy CSU zdołała przeforsować swego kandydata na kanclerza i dwa razy CDU/CSU nie udało się utworzyć rządu po wyborach.

Teraz CDU/CSU traci w sondażach i ma już 27–28 proc. poparcia, ok. 5 punktów procentowych mniej niż wynik wyborczy w 2017. Do poziomu partii chadeckich zbliżają się Zieloni mogący liczyć na 23 proc. głosów. Cztery lata temu uzyskali 8,9 proc.

Już to świadczy o przesunięciach w niemieckiej polityce. Merkel była tego świadoma, gdy przed poprzednimi wyborami otworzyła drzwi do sojuszu z Zielonymi, doprowadzając do głosowania w Bundestagu na temat wprowadzenia instytucji małżeństw jednopłciowych. Projekt został uchwalony ku satysfakcji Zielonych.

Nikt nie ma wątpliwości, że bez Zielonych trudno będzie po wrześniowych wyborach utworzyć koalicję rządową. W zależności od wyniku Zieloni będą musieli rozstrzygnąć tonowany obecnie wewnętrzny spór, czy opowiedzieć się za lewicową koalicją z SPD i postkomunistami z Die Linke (Lewica), czy z CDU/CSU i być może liberałami z FDP.

Na razie Zieloni z radykalnym programem klimatycznym i socjalnym debatują nad nominacją swego kandydata na kanclerza. W grę wchodzą dwa nazwiska współprzewodniczących partii: Annalena Baerbock oraz Robert Habeck. Decyzja zapadnie w najbliższy poniedziałek. Zdaniem mediów należy się spodziewać, że wybór padnie na 39-letnią Baerbock. – Co będzie dowodem zdecydowania Zielonych w dążeniu do równouprawnienia – mówi prof. Pogundtke.

AfD chce dexitu

Największa obecnie partia opozycyjna w Bundestagu skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) przedstawiła swój program. Jest w nim postulat wystąpienia Niemiec z UE oraz – jeżeli będzie to konieczne – budowa muru granicznego w celu powstrzymania napływu imigrantów. Do tego żądanie natychmiastowego zniesienia wszelkich ograniczeń antycovidowych, w tym obowiązku noszenia maseczek. W sondażach AfD nie przekracza poziomu 12 proc., tyle ile uzyskała w poprzednich wyborach.

– Partia potwierdziła tym samym całkowity brak zdolności koalicyjnej, nie odegra żadnej roli politycznej po wyborach – twierdzi prof. Pogundtke.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA