fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jarosław Wałęsa: Boję się, że ojca wykończą rządy PiS

Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic/Platforma Obywatelska RP
- Z pomnikiem Lecha Kaczyńskiego w Gdańsku nie miałbym problemu – mówi polityk Platformy Obywatelskiej Jarosław Wałęsa

Rz: Paweł Adamowicz rozbija PO, kandydując na prezydenta Gdańska?

Jarosław Wałęsa, europoseł PO: Platforma ma harmonogram, który przygotowała już kilka miesięcy temu. Najważniejsze jest, z naszej perspektywy, żeby budować blok koalicyjny, jako początek do maratonu wyborczego. Budując blok, na wybory zapraszamy nie tylko partie polityczne, ale też ugrupowania obywatelskie. PO chce poszerzać swój elektorat, prezentując nowe spojrzenie na polską politykę. Tym ruchem Paweł Adamowicz utrudnia debatę, gdyż ustawił się obok. Zapraszam Pawła Adamowicza do tego, żeby myślał o sukcesie opozycji, nie tylko o swoim. Popełnił błąd, mówiąc, że reprezentuje opozycję, bo tak nie jest. Mam nadzieję, że naprawi swój błąd i będzie chciał dołączyć do szerokiego bloku opozycyjnego.

Jego kandydatura nie jest przesądzona?

Nie ma jeszcze oficjalnych kandydatów na prezydenta Gdańska. Kandydatura Pawła Adamowicza jest tylko jego osobistą propozycją. Wszystko może się jeszcze zmienić. Nowoczesna również przedstawiła swoją przedstawicielkę jako potencjalną kandydatkę. To tylko kandydatury na kandydatów.

Adamowicz wyszedł przed szereg?

Tak. W tej chwili toczą się rozmowy w opozycji, aby do wyborów pójść szerokim blokiem. Najpierw do wyborów samorządowych, później europejskich, parlamentarnych i prezydenckich. Opozycja wspólnie zamierza stawić opór PiS.

Jak pan ocenia lata prezydentury Pawła Adamowicza?

Początek słaby. Dwie kadencje były zmarnowane. Patrząc na potencjał Gdańska, z perspektywy czasu, można było zrobić więcej. Po przystąpieniu do UE, napływy funduszy europejskich, organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w Gdańsku w 2012 r., to wszystko stymulowało rozwój miasta.

Czego teraz potrzebuje Gdańsk?

Świeżego spojrzenia.

Może przewietrzenia po Platformie, która rządzi w Gdańsku dwadzieścia lat?

Rządy PiS nie są dobrą zmianą. Patrząc na to, co się dzieje w dialogu publicznym, rosnącej nienawiści pomiędzy ugrupowaniami politycznymi, rujnowanej polityce międzynarodowej, widzimy, że „dobra zmiana" nie jest dobra. Od Gdańska znowu może się wszystko zacząć. W stolicy polskiej wolności PiS przegrywa z opozycją. Zwycięstwo opozycji w Gdańsku może dać impuls do stawienia oporu PiS w całym kraju.

Sondaże pokazują, że Polacy chcą dobrej zmiany.

Skupmy się obecnie na małych krokach i perspektywie samorządowej. W Gdańsku PiS ma dwukrotnie niższe poparcie od PO. Najważniejsze to utrzymać jedność opozycji. Sukces w wyborach samorządowych przełamie poczucie niemocy opozycji. Musimy pobudzić tę część społeczeństwa, która jest niezadowolona z tego, co dzieje się w Polsce, a która na wybory nie chodzi.

Sam Grzegorz Schetyna cieszy się najmniejszym zaufaniem społecznym.

Nie rozumiem tego. Rządzi PO w trudnych czasach, organizuje nas, pokrzepia, ustala strategię, jest koncyliacyjny. Nie rozumiem też braku zaufania Polaków do Jarosława Kaczyńskiego, któremu Polacy oddali kraj we władanie.

Będzie pan kandydował na prezydenta Gdańska?

Będę kandydował na prezydenta Gdańska, wtedy gdy Zarząd Krajowy PO to ogłosi.

Jest pan gotów kandydować?

Tak, od lat jestem gotów ubiegać się o prezydenturę Gdańska. Jestem również graczem zespołowym. Myślę o partii, nie tylko o sobie, ale o silnym zapleczu. Chciałbym być kandydatem na prezydenta Gdańska zjednoczonej opozycji. Tylko tak możemy pokonać PiS, miasto po mieście, wieś po wsi. Zjednoczeni.

Ma pan program dla Gdańska?

Tak. Przedstawię go, jak tylko zostanie ogłoszona moja kandydatura.

Pański ojciec odradza panu kandydowanie i twierdzi, że zdrowotnie nie da pan rady.

Miałem wypadek, który ograniczył moją aktywność na jakiś czas, ale wróciłem do pełni sił. W 2016 roku byłem trzecim najbardziej wpływowym Polakiem w Parlamencie Europejskim. W ubiegłym roku byłem na drugim miejscu. Pracuję ciężko. Zdobyłem szacunek kolegów z innych krajów za pracę i ojca też proszę, żeby oceniał mnie na podstawie pracy, którą wykonuję. Tak, bolą mnie czasami kości, pewnie jak sporą grupę ludzi, mam w kręgosłupie i ciele wiele zespoleń, ale taki już mój nowy urok.

Nie lepiej posłuchać ojca i zostać w PE.

W PE zrobiłem już to, co chciałem zrobić. Chcę wrócić do Gdańska i doświadczenie oraz kontakty europejskie wykorzystać w pracy na rzecz miasta, które kocham.

Przeciwko panu PiS może wystawić syna Macieja Płażyńskiego.

Szanuję PiS, jak i każdego potencjalnego kontrkandydata, ale w Gdańsku wyborcy mają duże zaufanie do PO i wierzę, że to się nie zmieni.

Paweł Adamowicz mógłby zostać kandydatem PO w wyborach do PE?

Taki scenariusz jest możliwy. Propozycja leżała już na stole. Mam wrażenie, że kłopoty prawne Pawła Adamowicza będą wykorzystywane w kampanii przez przeciwników politycznych.

Wracając do pańskiego ojca, nie za bardzo angażuje się w politykę?

Chciałbym, żeby ojciec odpuścił sobie politykę i zadbał o zdrowie. Widzę, jak jest atakowany, poniewierany przez PiS i stronników partii, za to, że ośmiela się krytykować rządzących. Boję się, że ojciec rządy PiS może przypłacić zdrowiem, a nawet życiem. Proszę go, żeby zrobił krok w tył i zdystansował się od polityki, bo go wykończą.

Lech Wałęsa jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych.

Jego aktywność na Twitterze jest niezdrowa. Jest hiperaktywny. Ale on nie odpuści, mimo słabego zdrowia. Lech Wałęsa jest wojownikiem, który nie odpuszcza. Za to go kochamy. On się nigdy nie zmieni. Wolałbym, żeby wybierał bitwy. Nie musi walczyć o każde słowo z każdym. Na świecie głos Lecha Wałęsy wciąż jest bardzo ważny. Międzynarodowa opinia społeczna liczy się ze zdaniem mojego ojca. Szkoda, że obecna władza tego nie rozumie i niszczy symbol Solidarności. Niszczenie Lecha Wałęsy to szkodzenie Polsce.

Według rządzących to Lech Kaczyński jest symbolem Solidarności.

Bójcie się Boga! Był na kilku zdjęciach, w tym w Magdalence. Kto negocjował porozumienia w sierpniu 1980 r., kto pokrzepiał ludzi przy bramie Stoczni, kto tonował nastroje, żeby nie doszło do rozlewu krwi? Mój ojciec. Dzięki charyzmie Wałęsy nie polała się krew na ulicach. Robienie z Lecha Kaczyńskiego symbolu Solidarności jest nie tylko totalną bzdurą, ale również robieniem krzywdy jego pamięci. Lech Kaczyński to był superfacet, superczłowiek, dobry polityk. Mama zawsze mówiła dobrze o Lechu Kaczyńskim. Można było z nim dojść do porozumienia. Gorzej, gdy przychodził jego brat.

Gdyby został pan prezydentem Gdańska, to zgodziłby się pan na pomnik Lecha Kaczyńskiego w mieście?

Nie miałbym problemu z postawieniem pomnika Lechowi Kaczyńskiemu w Gdańsku. Warunek jest taki, że mieszkańcy Gdańska musieliby go chcieć i wyrazić akceptację wolą większości. Lech Kaczyński był prezydentem RP wybranym w wolnych wyborach i uważam, że każdemu z byłych prezydentów należy się wyraz uznania. Lech Kaczyński był rewelacyjnym człowiekiem, ale nie róbmy mu krzywdy i nie róbmy z niego bohatera na siłę.

Przeciwnicy Lecha Wałęsy mówią, że powinien rozliczyć się z przeszłości.

Mój ojciec rozliczył się z przeszłości. W grudniu 1970 r. jako młody robotnik został aresztowany, w domu zostawił żonę i miesięczne dziecko, zdjął zegarek i obrączkę, mówiąc, że jak nie wróci, to rodzina będzie miała na chleb. Podpisał jakieś kwitki, żeby wyjść. Mój ojciec nie jest doskonały, ale zapisał piękną kartę historii, której wielu mu do dziś zazdrości.

PO poprze Zdzisława Krasnodębskiego na wiceszefa PE, w miejsce Ryszarda Czarneckiego?

Podniosę rękę za kandydaturą pana Zdzisława Krasnodębskiego. Dobrze, że Ryszard Czarnecki nie będzie już wiceprzewodniczącym PE. Nie znam drugiego tak zakochanego w sobie człowieka. On uwielbia ton swojego głosu. Kiedy prowadził wieczorne debaty, zawsze było opóźnienie, bo wszystkich witał w ich językach ojczystych. Nabijał sobie statystyki każdym „dziękuję" i „następny mówca", ale nie robił wiele w PE. Czarnecki zaszkodził Polsce w PE, przypinając łatkę szmalcowników i pokazał się również jako osoba zacietrzewiona. Mógł przeprosić i nie brnąć w draństwo. Ryszard Czarnecki wciąż mógł być wiceprzewodniczącym PE, gdyby tylko pokazał gest dobrej woli, ale słowo „przepraszam" nie przeszło mu przez gardło. Mam nadzieję, że pan Krasnodębski nie będzie drugim Czarneckim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA