Polityka

Ceny posiłków w Sejmie spadły o około połowę

sejm.gov.pl
Ceny posiłków przy Wiejskiej spadły o około połowę. – Aspekty komercyjne nie są pierwszorzędne – wyjaśnia Kancelaria Sejmu.

12 zł za zestaw obiadowy, składający się z zupy pomidorowej albo krupniku oraz kotleta mielonego z dodatkami – to nie menu baru mlecznego, a poniedziałkowa propozycja najpopularniejszego sejmowego bufetu niedaleko sali obrad. W równie atrakcyjnych cenach oferuje śniadania i garmażerkę. Przykładowo twarożek kosztuje 3 zł, a sałatka z majonezem – 5 zł.

W eleganckiej restauracji w hotelu sejmowym jest nieco drożej z uwagi na obsługę kelnerską. Ale tamtejsze ceny też trzeba uznać za kuszące. Zestaw obiadowy kosztuje 15 zł, w skład którego w poniedziałek wchodziła zupa szczawiowa i rumsztyk z cebulką. Prawdziwym hitem są śniadania w formie bufetu. Za 10 zł można najeść się do woli.

– Posłowie bardzo chwalą jakość posiłków, a szczególnie ich cenę – nie ukrywa prof. Włodzimierz Bernacki z PiS, szef Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych. Powód? Jeszcze niedawno bufetowe śniadanie kosztowało 30 zł, a ceny obiadów również były dwu-, a nawet trzykrotnie wyższe. Nowy cennik jest skutkiem przejęcia z początkiem lutego gastronomii przy Wiejskiej przez Kancelarię Sejmu.

Od upadku PRL w Sejmie operowali zewnętrzni ajenci. W ostatnich latach zmieniali się jednak jak w kalejdoskopie i narzekali, że na żywieniu w zamkniętym kompleksie nie da się zarobić. Czarę goryczy przelała afera z ostatnim restauratorem, który pokłócił się ze wspólnikiem i nielegalnie podawał alkohol. Wtedy kancelaria zdecydowała, że sama zatrudni kucharzy.

Dlaczego zrobiło się tak tanio? – Oprócz wysokiej jakości posiłków i ich różnorodności ważna jest także cena, która powinna być jak najbardziej atrakcyjna i przystępna. Jednocześnie warto podkreślić, że w tej kwestii aspekty komercyjne nie są pierwszorzędne – podkreśla dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

Poseł PO Jarosław Urbaniak podejrzewa, że kancelaria dopłaca do żywienia posłów, bo bary mleczne, które oferują jedzenie w podobnej cenie, są dotowane z budżetu. – W Sejmie zrobił się trochę socjalizm, bo ktoś wyznacza ceny, kierując się głównie kosztami składników, pomijając pracę i energię – zauważa Urbaniak.

A to nie pierwszy raz, gdy po objęciu rządów przez PiS sejmowe władze dają ulżyć poselskim portfelom. W tej kadencji o ponad 2 tys. wzrósł miesięczny ryczałt na prowadzenie biur poselskich. W górę poszedł też jednorazowy limit wydatków na remont biur.

Prof. Bernacki mówi, że to skutek zamrożenia wydatków na funkcjonowanie posłów za czasów PO. – Obawiano się, że każda drobna zmiana wywoła niezadowolenie mediów – tłumaczy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL