fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Trzęsienie ziemi w Niemczech: Następczyni Merkel rezygnuje

Annegret Kramp-Karrenbauer nie będzie następczynią Angeli Merkel. Nie poradziła sobie z CDU, partią, którą przez niemal dwie dekady kierowała bez większych wstrząsów obecna kanclerz.
AFP
Na niespełna dwa lata przed odejściem Angeli Merkel system polityczny chwieje się coraz bardziej.

– Nie będę kandydować na stanowisko kanclerza, a do lata tego roku ustąpię ze stanowiska przewodniczącej partii – takie słowa szefowej CDU Annegret Kramp-Karrenbauer na spotkaniu prezydium partyjnym w poniedziałek wywołały w Niemczech szok. W końcu została namaszczona przez Angelę Merkel nieco ponad rok temu na następczynię zarówno na stanowisku przewodniczącej partii, jak i, w razie zwycięstwa po następnych wyborach do Bundestagu, na fotelu szefowej rządu.

Jak wyjaśniła AKK (tak skrótowo nazywana jest w Niemczech), przyczyną jej decyzji jest niejasne stanowisko „części CDU wobec AfD i Lewicy". Wyznała tym samym, że straciła kontrolę nad partią.

Wszyscy przeciw AfD

Wszystko zaczęło się w środę ubiegłego tygodnia. Parlament niewielkiej Turyngii wybrał wtedy na premiera landu Thomasa Kemmericha z FDP głosami Alternatywy dla Niemiec, partii działającej legalnie, lecz izolowanej na scenie politycznej. Ale na Kemmericha głosowali także deputowani CDU, co więcej, złożyli mu nawet gratulacje po wyborze.

To świadczy, iż w partii Merkel nie brak wywodzących się ze wschodu polityków, którzy są zdania, iż należałoby rozważyć jakąś formę współpracy CDU z AfD. Stoi to w sprzeczności z linią partii, która nie chce mieć nic wspólnego ani z postkomunistami z Lewicy (Die Linke), ani z prawicowymi populistami z AfD.

Dlatego w określonych środowiskach CDU pojawiły się natychmiast głosy zarzucające AKK polityczną słabość i brak wpływu na lokalnych działaczy partyjnych.

Nie ma przy tym znaczenia, że w atmosferze skandalu premier Kemmerich został następnego dnia zmuszony przez naczelne władze FDP do ogłoszenia rezygnacji. Chaos w Turyngii trwa nadal i nie wiadomo, jak go rozwiązać.

Wydarzenia w tym landzie uwidoczniły chroniczny brak jasnych deklaracji partii politycznych w Niemczech dotyczących preferencji koalicyjnych. Tak do końca nie wiadomo, kto jest z kim i przeciw komu. Nie jest na przykład jasne, czy Zieloni są gotowi do koalicji z SPD i postkomunistami na szczeblu federalnym.

Nie wiadomo nawet, czy obecne jawnie lewicowe kierownictwo SPD byłoby w stanie dogadać się z Lewicą. Albo czy CDU/CSU gotowe byłoby przeskoczyć własny cień i wejść w układ z Zielonymi. Ci ostatni sami nie wiedzą, z kim i kiedy mogliby utworzyć koalicję.

Wzrost niepewności

Za to wszyscy są zgodni co do jednego – że AfD trzeba zwalczać na każdym polu jako emanację ideologii relatywizującej niemiecką winę i podającej w wątpliwość obowiązujący od dziesięcioleci paradygmat w tej sprawie. W końcu nie kto inny jak szef AfD w Turyngii Björn Höcke zasłynął twierdzeniem, że pomnik Holokaustu w Berlinie jest przejawem hańby narodowej.

Wszystko to nakłada się na rosnącą niepewność co do stabilności rządu RFN. Nie wiadomo jednak, jak długo jeszcze rząd kanclerz Merkel utrzyma się przy władzy. Czy w obecnej sytuacji SPD nie doprowadzi do jego upadku, licząc na przedterminowe wybory do Bundestagu? Nie wiadomo też, kto zostanie szefem największej niemieckiej partii i nie wiadomo, kto w przyszłym roku będzie z jej ramienia kandydatem na kanclerza.

I co ważniejsze, nie wiadomo, jaka konstelacja koalicyjna wyłonić się może w wyniku planowanych na jesień przyszłego roku czy też przedterminowych wyborów do Bundestagu. Takiej dawki zamieszania na dość przewidywalnej  niemieckiej scenie politycznej nie było od dawna. Podobnie jest w samej CDU. Partia ma ewidentnie problem przywództwa w obliczu końca ery Angeli Merkel. W czasie swych niespełna czterech kadencji wycięła w pień konkurencję w partii, złożoną z byłych funkcjonariuszy. Powierzyli jej ster partii jedynie na okres przejściowy, licząc na to, że taki wybór przyśpieszy proces zapomnienia afer kanclerza Helmuta Kohla. Stało się inaczej.

Po rezygnacji AKK na placu pozostali: Friedrich Merz ze starej gwardii, były szef frakcji CDU/CDU w Bundestagu, wypchnięty swego czasu z kierowniczych funkcji CDU przez Merkel, oraz Armin Laschet,  premier Nadrenii Północnej-Westfalii. To land, w którym mieszka niemal co czwarty obywatel RFN.

– Moim zdaniem obaj panowie ustalą między sobą, kto będzie kandydatem na kanclerza, a kto szefem partii. Wydaje się, że Laschet ma większe szanse w ubieganiu się kanclerstwo, a Merz w objęciu kierownictwa partii – mówi anonimowo „Rzeczpospolitej" niemiecki informator z kręgów rządowych.

– Ważniejsze jest mądre zastanowienie się nad przyszłością niż szybkie działanie – napisał Merz na Twitterze w pierwszej reakcji na decyzję AKK. W grudniu 2018 roku był już konkurentem AKK do stanowiska szefa partii, lecz przegrał niewielką liczbą głosów.

Merkel niezagrożona

Nie brak opinii, że obecne kłopoty CDU wydają się sprzyjać zbliżeniu Zielonych, SPD i Lewicy. Nie mają jednak obecnie Bundestagu większości, więc do władzy mogłyby dojść jedynie w wyniku wyborów parlamentarnych. To z kolei  wymagałoby uprzedniego rozwiązania parlamentu. – Takiemu rozwojowi sytuacji zdecydowana jest zapobiec Merkel, która nie dopuści do przedterminowych wyborów w sytuacji  spadku popularności CDU – tłumaczy „Rzeczpospolitej" prof. Thomas  Poguntke  z uniwersytetu Heinricha Heinego w Oberstdorfie. Jego zdaniem, nawet gdyby SPD zdecydowała się na ryzykowny krok i wyszła z koalicji rządowej, Merkel byłaby w stanie uzyskać w Bundestagu poparcie dla rządu mniejszościowego CDU/CSU. W sumie jest zdecydowana rządzić do końca obecnej kadencji.

– Nie mamy dzisiaj do czynienia z kryzysem sytemu politycznego, ale z kryzysem obecnego systemu partyjnego w Niemczech – przekonuje „Rzeczpospolitą" Jochen Staadt politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Zwraca uwagę na dramatyczny spadek popularności dwu największych do niedawna ugrupowań, czyli CDU i SPD. Jedyną stabilną siłą polityczną są obecnie Zieloni, którzy wiele lat temu byli izolowani przez polityczny establishment w podobny sposób jak dzisiaj AfD. Podobnie było z postkomunistyczną Lewicą. AfD to  jednak inny kaliber. Mimo to nie można wykluczyć, że partia mająca w swych szeregach wielu byłych zwolenników CDU ucywilizuje się i pożegna z radykalnym faszyzującym skrzydłem zbliżonym do Björna Höckego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA