fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

"Taśmy Kaczyńskiego" uderzyły w PiS

Platforma wezwała prezesa PiS do ujawnienia całego majątku
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Minęło kilkanaście godzin, zanim partia rządząca sformułowała strategię obronną w reakcji na „taśmy Kaczyńskiego".

– Kaczyński? To niemożliwe – oto typowa kuluarowa reakcja polityków PiS na wieść o tym, że prezes partii został nagrany i to nagranie wkrótce ujrzy światło dzienne. W PiS poniedziałek był nerwowy. Dopiero wieczorem pojawiły się pierwsze reakcje.

Czytaj także: Wątpliwa laurka dla prezesa

W nocy z poniedziałku na wtorek i we wtorek rano politycy PiS najczęściej powtarzali, że nagranie opublikowane przez „Gazetę Wyborczą" to „kapiszon" i „niewypał". Tak mówił we wtorek w południe premier Mateusz Morawiecki. W partii pojawiły się też głosy, że cała sprawa ma dużo mniejszy kaliber, niż wynikało to z poniedziałkowych zapowiedzi.

Ale pod oficjalnymi przekazami dnia o uczciwości Jarosława Kaczyńskiego w PiS można wyczuć niepokój o rozwój całej sprawy i jej efekt w dłuższej perspektywie. Zwłaszcza że publikacja dalszych nagrań jest niemal pewna, tak samo jak pytania np. o rolę Pekao SA i przyczyny repolonizacji tego banku. To wszystko będzie wpływać też na skuteczność długoterminowych planów politycznych. W lutym PiS ma przedstawić swój program na 2019 rok, w tle są także przygotowania do kampanii europejskiej.

Teraz Nowogrodzką będzie zajmować kolejny kryzys i reakcja na niego. Opozycja nie ma za to wątpliwości: cała sprawa pokazuje, jak działał układ władzy z prezesem PiS w jego centrum. – Upadł mit osobistej uczciwości i skromności Jarosława Kaczyńskiego. Mit, który wart jest miliard złotych – powiedział na konferencji prasowej poseł PO Cezary Tomczyk. Platforma wezwała prezesa PiS do ujawnienia całego majątku i zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniach związanych m.in. z płatną protekcją i przekroczeniem uprawnień posła na Sejm RP. Nowoczesna zaapelowała do premiera Morawieckiego o odwołanie Patryka Jakiego z funkcji szefa komisji weryfikacyjnej, argumentując, że Jaki miał być narzędziem prezesa PiS w realizacji inwestycji Srebrnej.

#JaCięNieMogę

Po pierwszym zaskoczeniu PiS zaczęło szybko reagować. Wieczorem podjęto decyzję o wycofaniu wszystkich polityków z wtorkowych porannych programów, a po publikacji „Gazety Wyborczej" w mediach społecznościowych szybko pojawił się hashtag #JaCięNieMogę (z fragmentu taśm), który ma stawiać prezesa PiS w dobrym świetle. Wokół tego PiS rozpoczęło swoją kampanię. Nasi rozmówcy z PiS oceniają jej efekty jako bardzo dobre. – Udało się w ten sposób pokazać, że prezes PiS w przeciwieństwie do polityków PO nagranych w Sowie nie przeklinał na nagraniu i charakteryzował się wysoką kulturą osobistą – twierdzi nasz rozmówca z PiS.

W przesłaniu partii dużą rolę odgrywa przekonywanie, że całe nagranie pokazuje, jak uczciwy był prezes PiS i jak wielkim nieporozumieniem jest publikacja „Gazety Wyborczej". – Ta rzekoma afera, którą „Gazeta Wyborcza" przedstawiła, to jeden z największych niewypałów odkrytych chyba od czasu II wojny światowej – powiedział Morawiecki. PiS postawiło – jak przekonują nasi znający sytuację rozmówcy – na to, by premier Morawiecki szybko i w „mocny" sposób zabrał głos w całej sprawie.

Satysfakcja Śpiewaka

PiS liczy na to, że kolejne nagrania będą mieć dużo mniejsze przebicie w mediach, a kolejne publikacje „Gazety Wyborczej" nie będą mieć takiego rezonansu jak pierwsza. Opozycja szykuje się do długiego starcia. – Liczba wątków w tej sprawie zmusi PiS do ciągłej defensywy – twierdzi nasz rozmówca.

We wtorek głos zabrał jeden z pełnomocników Geralda Birgfellnera, mecenas Jacek Dubois. – Z informacji naszego klienta wynika, że inicjatywa realizacji projektu była od Jarosława Kaczyńskiego. On uczestniczył we wszystkich etapach, wydawał polecenia. Składał gwarancję opłacenia umowy – mówił Dubois na konferencji prasowej w Sejmie. Jak przyznał, zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zostało złożone już w ubiegły piątek. Dubois podkreśla, że jego zdaniem doszło do oszustwa.

Na „taśmach Kaczyńskiego" pada też stwierdzenie, że to argumenty i pojawienie się w warszawskiej kampanii samorządowej Jana Śpiewaka doprowadziły do podjęcia decyzji o zawieszeniu budowy podwójnego wieżowca w centrum.

Po kampanii wyborczej Śpiewak zapowiedział wycofanie się z polityki. Teraz deklaruje, że to przemyśli. „Czuję ogromną satysfakcję z tego, że udało nam się zatrzymać kolejną bezmyślną inwestycję deweloperską. Dzisiaj na pewno dostałem potężny argument za powrotem. Bardzo starannie to przemyślę" – napisał w oświadczeniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA