fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wietnam chce w dwie dekady dogonić Zachód

Zjazd Komunistycznej Partii Wietnamu
Do uczestników zjazdu Komunistycznej Partii Wietnamu w Hanoi przemawia premier Nguyen Xuan Phuc
AFP
Władze w Hanoi pokonują epidemię koronawirusa i stawiają sobie ambitne cele. W ciągu zaledwie dwóch dekad chcą dogonić Zachód.

Niemal 1600 delegatów zjazdu Komunistycznej Partii Wietnamu debatuje od poniedziałku nad przyszłością kraju. Trwa 13. zjazd rządzącej partii w Hanoi. Najbardziej niepubliczna impreza w kraju – odbywa się za zamkniętymi drzwiami, a o jej skutkach mieszkańcy dowiadują się post factum. Zjazd ma „odmłodzić" kierownictwo partyjne, gdyż sekretarz generalny i zarazem prezydent Nguyen Phu Trong ma już 76 lat, a większość, ponad połowa, członków komitetu centralnego przekroczyła już 65-letni wiek emerytalny. Przywódca raczej się nie zmieni, ale chętnych na pozostałe stanowiska nie zabraknie. W niemal 100-milionowym kraju co 20. obywatel należy do partii komunistów.

Balansowanie

Tradycyjnie zjazd zaczyna się od zwiedzania mauzoleum Ho Chi Minha, który założył Partię Komunistyczną w 1930 roku, przeprowadził kraj przez I wojnę indochińską i II wojnę światową. Stąd uważany jest za architekta Wietnamu. Po upadku ZSRR kraj znalazł się w wąskim gronie państw (Kuba, Korea Północna, Laos i Chiny), które pozostały wierne filozofii marksistowskiej, rozumianej według własnego modelu. Wietnam zrezygnował z rygorystycznego sterowania gospodarką i postawił na reformy liberalne (w 1986 roku w ramach strategii Doi Moi „polityka odnowienia"). Mimo recesji światowej gospodarki, kraj zakończył ubiegły rok z 2,9-proc. wzrostem PKB. To najgorszy wynik od 30 lat, ale lepszy niż w sąsiednich Chinach (2,3 proc.). Komuniści w Hanoi mają ambitne plany, w bieżącym roku spodziewają się 6,9-proc. wzrostu.

Stawiają na balansowanie pomiędzy Chinami, z którymi nie mają najlepszych relacji (głównie z powodu sporu na Morzu Południowochińskim), a Stanami Zjednoczonymi, które, mimo brutalnej 20-letniej wojny w ubiegłym wieku, stały się dzisiaj dla Wietnamu partnerem strategicznym. Co więcej, w Hanoi sprytnie wykorzystały amerykańsko-chińską wojnę handlową.

– Nałożenie od 2018 r. przez administrację Trumpa ceł na import licznych produktów z Chin wzmocniło zauważalny już wcześniej, m.in. z powodu rosnących kosztów pracy, proces przenoszenia części produkcji wielu firm poza ChRL, również przedsiębiorstw chińskich. Jednym z miejsc lokowania coraz większej liczby inwestycji był Wietnam – mówi „Rzeczpospolitej" Damian Wnukowski, ekspert w dziedzinie Azji i Pacyfiku w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Nadzieje komunistów

Omawiana podczas zjazdu koncepcja „kwitnącego i szczęśliwego państwa" dzieli się na dwa etapy: średnio- i długoterminowy. Pierwszy zakłada, że do 2030 roku, gdy kraj będzie obchodził 100-lecie partii, Wietnam ma być państwem z dochodami powyżej średniego światowego poziomu. Z kolei do stulecia niepodległości (2045 roku) Wietnam chciałby dołączyć do grona rozwiniętych krajów o wysokich dochodach, czyli dojść do poziomu UE czy USA.

Na razie pokonują sąsiadów w Azji Południowo-Wschodniej. Dane MFW z ubiegłego roku pokazują, że pod względem PKB per capita, liczonym parytetem siły nabywczej, Wietnam pozostawia daleko w tyle Laos i Kambodżę, ustępując Chinom. W strategii rozwoju na przyszłe lata pojawiło się określenie „szczęścia narodu". Komuniści tłumaczą, że do sprecyzowania i wpisania do strategii nowej definicji tego pojęcia zmusiła ich pandemia koronawirusa, która udowodniła, że wysokie dochody czy wzrost gospodarczy „nie są jedynym kryterium szczęścia", lecz m.in. „spokojne życie" i „stan zdrowia".

Od początku pandemii odnotowano tam nieco ponad 1500 zakażeń, a zmarło zaledwie 35 osób. Wietnam, mając w pamięci SARS, na wybuch epidemii w Chinach zareagował szybko, zamykając granice i wprowadzając lockdown. – Pomagały władzom też masowe akcje testowania obywateli na obecność koronawirusa oraz instrumenty państwa policyjnego, w tym związane ze śledzeniem mieszkańców, umożliwiające przerywanie łańcuchów zakażeń – mówi Wnukowski.

A pod względem praw człowieka władzom Wietnamu zdecydowanie bliżej do władz w Pekinie. – W Wietnamie działa cenzura (dotyczy ona m.in. portali społecznościowych, np. Facebooka), a media są kontrolowane przez państwo. W ostatnich latach dokonywano licznych aresztowań aktywistów, w tym blogerów. Przed samym zjazdem zakazano publicznej debaty na temat kandydatów na różne stanowiska, a także dokonano licznych aresztowań, w tym trzech dziennikarzy za „antypaństwową propagandę". Taka polityka, podobnie jak w ChRL, ma sprzyjać stabilności władzy partii komunistycznej – tłumaczy ekspert.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA