fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Koła gospodyń wiejskich zdecydują, kto wygra wybory?

Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z Kołami Gospodyń Wiejskich w Urszulinie, 3 czerwca 2020
fot. KPRP/ Jakub Szymczuk
Może istnieć korelacja między obecnością na wsi organizacji skupiających gospodynie i wynikami wyborów. A koła są obficie dotowane przez rząd.

To był jeden z bardziej malowniczych eventów podczas kampanii Andrzeja Dudy. 3 czerwca w Urszulinie spotkał się z kołami gospodyń wiejskich z woj. lubelskiego. Na spotkanie wkroczył w takt piosenki „ty dziewczyno, idź do domu, nie daj się całować byle komu”. Potem, stojąc na tle kobiet w strojach ludowych, obiecał: – W tym roku 40 mln zł będzie przewidziane na funkcjonowanie kół gospodyń wiejskich.

O tym, że dosypywanie pieniędzy do takich organizacji może mieć sens wyborczy, świadczy analiza, którą przeprowadził nasz czytelnik, z zawodu informatyk.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” wyjaśnia, że oparł się na rejestrze kół gospodyń wiejskich, prowadzonym przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. – Napisałem program, który przeniósł dane zawarte w odpisach kół do bazy danych – relacjonuje.

Dodaje, że następnie pobrał wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich z podziałem na gminy i połączył obie bazy. – Chwila analityki doprowadziła do zaskakujących wniosków. Andrzej Duda zrobił lepszy wynik na wsi niż w miastach. Okazało się, że jest on w dodatku skorelowany z istnieniem kół gospodyń wiejskich – mówi.

Z jego analizy wynika, że w gminach wiejskich, gdzie funkcjonuje choć jedno koło, wynik Andrzeja Dudy wyniósł średnio 56,5 proc. W gminach, gdzie kół nie ma, zgarnął on średnio 49,9 proc.

Zgodnie z analizą spośród pozostałych kandydatów biorących udział w pierwszej turze korelacja najmocniej występuje u Rafała Trzaskowskiego, tyle że działa na jego niekorzyść. W gminach wiejskich, gdzie są koła, oddano na niego średnio 19,3 proc. głosów, a gdzie ich nie ma – 24 proc. Autor analizy podobne korelacje wykazał też w gminach miejskich i wiejsko-miejskich, gdzie zgodnie z prawem również mogą być tworzone koła gospodyń wiejskich.

W istnienie zależności nie wierzy jednak specjalista od analiz wyborczych prof. Jarosław Flis z UJ. – Jest to klasyczny przykład zależności pozornej – mówi.

Zauważa, że koła gospodyń wiejskich są nierównomiernie rozsiane po kraju. – Jest ich znacznie więcej w regionach z zasiedziałą ludnością, o wyższej tożsamości regionalnej, np. w dawnej Kongresówce. A w nich wyższe poparcie ma Andrzej Duda – wyjaśnia. I dodaje, że jeżeli podzielić kraj na kilka części, a następnie dla każdej zrobić osobną analizę, wpływu kół wiejskich na wynik wyborów już nie widać.

Nie zmienia to faktu, że rząd PiS w koła gospodyń wiejskich pompuje miliony złotych. Obietnica 40 mln w 2020 roku, którą złożył w Urszulinie Andrzej Duda, nie wyczerpuje listy. Zaczęło się w 2018 roku, gdy Sejm przyjął ustawę o kołach gospodyń wiejskich, wprowadzając obowiązek rejestracji w ARiMR. Jeszcze w tamtym roku do kół popłynęło 16,5 mln zł, a rok później – 29,8 mln zł.

Przedstawiciele rządu twierdzą, że w ten sposób wspierają społeczeństwo obywatelskie na wsi. – Wbrew temu co sugerowali niektórzy, pieniądze dla kół gospodyń wiejskich nie były elementem kampanii wyborczej – mówił w maju minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

Związany ze sztabem Rafała Trzaskowskiego poseł Marcin Kierwiński uważa jednak, że środki są transferowane właśnie w celach wyborczych. – Od czasu objęcia rządów przez PiS wiele dotacji z różnych programów kierowanych jest według klucza politycznego, np. tam, gdzie PiS ma samorządowców – mówi.

Dodaje, że taka forma pozyskiwania poparcia nie zawsze okazuje się być skuteczna. Przykład? Po kampanijnym evencie w Urszulinie „Kurier Lubelski” napisał, że na spotkanie z Dudą nie zaproszono miejscowych, bo byli „mało entuzjastyczni”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA