fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Owsiak: Przeprosiny Lichockiej nie są przeprosinami

tv.rp.pl
- Niedorzecznością jest przekazywanie 2 mld, miliarda czy jakiejkolwiek innej kwoty na telewizję publiczną, która powinna mieć uregulowany system wspierania – mówi Jerzy Owsiak, szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

"Rzeczpospolita": Uważa pan, że istnieje realna szansa, aby pańska prośba skierowana do Joanny Lichockiej o rezygnację z mandatu posła została spełniona?

Znam polskie realia i zdaję sobie sprawę, jak to się skończy. Jednak co ważne, informacja o tym liście miała ogromny odbiór. Pokazałem Polakom, że zrobiłem coś konkretnego, że trzeba podejmować decyzje, jeżeli nie zgadzamy się z pewnymi standardami. Słowa i gesty, jakie pojawiają się w parlamencie, zaniżają jego powagę i standardy. Gest pani Lichockiej nie był pierwszy. To wszystko odbywa się na zasadzie: stało się, jest szum przez chwilę, a potem pojawia się nowe wydarzenie. Czy liczę na pozytywną odpowiedź? Liczę na odpowiedź w ogóle. To nie jest mój pierwszy list, wysyłałem takie listy do Ministrów Zdrowia, odpowiedź zawsze przychodziła. Liczę, że i tym razem odpowiedź będzie. Jaka? Zobaczymy. List został pozytywnie odebrany i wiele osób obejrzało film, na którym widać jak go wysyłałem.

Poseł Lichocka przeprosiła za swoje zachowanie, to za mało?

Nie, nie zrobiła tego, to nie są przeprosiny. Wiem jak wyglądają przeprosiny publiczne. Sam mam takie na swoim koncie, po tym jak wypowiedziałem pewne słowa na temat seksu w stronę posłanki Pawłowicz. Nie miałem żadnych oporów, żeby następnego dnia publicznie powiedzieć: „przepraszam”. Jeżeli komuś się to nie podobało, to osobiście przepraszam panią Pawłowicz. Przeprosiny posłanki Lichockiej nie są przeprosinami publicznymi, ale zwięzłą formułką, która w żaden sposób nie wyczerpała tego zdarzenia. To jest za mało, tam zostało pokazane „f**k off”. W przypadku poseł Lichockiej to było pokazanie gestu, który był przygotowany, to nie była sytuacja przypadkowa. To nie były przeprosiny i powiedzenie „źle zrobiłam”. Żadne zachowanie pani poseł po tej sytuacji nie wskazywało na to, żeby istotnie próbowała tę sytuację wyjaśnić. Podczas gorącej dyskusji dotyczącej tego, na co powinny zostać przeznaczone te 2 mld zł, ten gest nabrał niesamowitego znaczenia.

Bardziej uraził pana gest posłanki Lichockiej czy to, że 2 mld zamiast na onkologię – jak proponował Senat – zostały przekazane na TVP?

Niedorzecznością jest przekazywanie 2 mld, miliarda czy jakiejkolwiek innej kwoty na telewizję publiczną, która powinna mieć uregulowany system wspierania. To powinno być zaplanowane, powinno być w budżecie. Ja w odróżnieniu od wielu obywateli płacę za telewizję, dlatego często publicznie pytałem prezesa Kurskiego, czy on płaci za telewizję. Płacę, by móc na ten temat mówić. Budżet TVP nie był zaplanowany, jeżeli jest plan to należy się go trzymać. Budżety telewizji komercyjnych mają określone ramy. Z jednym z nadawców prowadzimy WOŚP, tam jest dokładnie powiedziane ile czasu antenowego mamy i ani sekundy więcej, ponieważ telewizje komercyjne wiedza co mogą dać, co mogą zrobić. Mam poczucie, że TVP jest dzisiaj ad hoc, a powinniśmy mieć nad tym kontrolę. Nikt nie zapytał TVP na co te pieniądze zostaną wydane. Telewizja ma świetny sprzęt, jest znakomicie wyposażona, ma kilkanaście ośrodków w całej Polsce, to są wielkie budynki i mają swoje programy. Zatem na co TVP potrzebuje tych 2 mld zł?
 
Pełna wersja rozmowy w czwartkowej „Rzeczpospolitej” i na stronie rp.pl.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA