fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zwyczajni Słowacy idą po władzę. W sobotę wybory

Osiem dni przed wyborami przypadła druga rocznica zabójstwa dziennikarza Jána Kuciaka, ujawniającego nadużycia władzy. Na rocznicowym wiecu w Bratysławie plakat nawołujący do głosowania, by „ta śmierć nie okazała się zbyteczna”
JOE KLAMAR / AFP
Dwa lata po zabójstwie dziennikarza śledczego scena polityczna Słowacji przechodzi transformację. Sobotnie głosowanie zapewne zakończy długie rządzenie partii Smer.

Prawie wszyscy obserwatorzy są przekonani, że Smer, partia Roberta Ficy, przez kilkanaście lat najważniejszego polityka na Słowacji, nie będzie w stanie utworzyć po sobotnich wyborach nowego rządu, choć nie straciła szans, by je wygrać. Miałaby kłopoty ze znalezieniem koalicjanta, bo ci, których ma teraz, raczej nie przekroczą 5-procentowego progu, a inni walczą pod hasłami antykorupcyjnymi skierowanymi przeciwko Ficy.

Przełom

Niełatwo będzie też utworzyć rząd dzisiejszej opozycji, bo jest bardzo rozdrobniona. Być może potrzebne będzie porozumienie pięciu czy nawet sześciu partii, od mocno konserwatywnych po liberalno-lewicową.

Przeczytaj także: Śmierć Jána Kuciaka i Mariny Kušnírovej. Morderstwo, które obudziło Słowację

– Będą jednak pod presją społeczną, by się dogadać – mówi „Rzeczpospoltiej” Milan Nič, słowacki analityk, szef zespołu ds. Europy Środkowej w berlińskim think tanku DGAP. Jego zdaniem Słowacja jest w momencie przełomu. Szykuje się zmiana elit politycznych.

Robert Fico stał na czele rządu od 2006 do 2010 roku, a potem znowu od 2012. Nadal zapewne byłby premierem, gdyby do dymisji w 2018 roku nie zmusiły go największe w historii niepodległej Słowacji demonstracje. Wywołał je gniew Słowaków po zabójstwie Jána Kuciaka, dziennikarza, który opisywał korupcję i powiązania rządzących z mafią i podejrzanymi biznesmenami. W jego tekstach pojawiał się i Fico.

Smer jest z nazwy socjaldemokratyczny, ale to partia władzy, realizująca interesy oligarchów i aparatu, a dla poszerzenia elektoratu posługująca się hasłami populistycznymi, skłonna też do współpracy w rządzie i parlamencie z nacjonalistami.

Sam Fico liczy się z koniecznością przejścia do opozycji, ale – powiedział Radiu Expres – na rok czy dwa. By wrócić umocnionym, gdy nowi rządzący się skłócą. Podobnie było przed dekadą, gdy Smer oddał na dwa lata władzę koalicji czterech partii.

– Era Ficy dobiega końca. A przyszłość Smeru zależy od tego, czy Fico przekaże ją w ręce Petera Pellegriniego, który zastąpił go w roli premiera, i pozwoli mu, by próbował uratować partię. Ale to bardzo prawdopodobne, że Smer zniknie ze sceny, tak jak było z partiami dwóch byłych premierów Vladimíra Mečiara (populistycznej HZDS – red.) i Mikuláša Dzurindy (chadeckiej SDKU–DS) – komentuje dla „Rzeczpospolitej” Peter Bárdy, redaktor naczelny portalu Aktuality.sk, w którym pracował zabity dziennikarz Kuciak.

Odciął się od PiS

– Nowy parlament będzie bardzo konserwatywny. Także opozycja to sami konserwatyści, z wyjątkiem Partii Postępowej, z której wywodzi się wybrana w zeszłym roku prezydent Zuzana Čaputová – mówi mi Karen Henderson, brytyjska politolog, która wykłada od lat na czołowych słowackich uniwersytetach.

Ale nawet postępowcy startują w koalicji z partią centroprawicową. Ostatnie sondaże musiały wzbudzić niepokój w jej szeregach, miała niewiele wyższe poparcie niż próg dla kolacji (7 proc.). O przekroczenie progu 5 proc. musi drżeć współrządząca ze Smerem nacjonalistyczna SNS oraz wszystkie partie mniejszości węgierskiej (zapowiada się, że po raz pierwszy Węgrzy stanowiący około 9 proc. ludności nie będą mieć swoich przedstawicieli w parlamencie).

Kto może utworzyć ten zupełnie nowy rząd, jeżeli nie będzie to gabinet Smeru (który w ostatnich sondażach ma od 15 do 21 proc. poparcia)? Poza partią Ficy najlepiej wypada w badaniach ugrupowanie Zwyczajni Obywatele i Niezależne Osobistości (OĽaNO). A na nowego premiera typowany jest jego szef Igor Matovič.

– To partia jednego człowieka Matovicia, stała na czele protestów antykorupcyjnych. Nie ma programu, trochę tez – mówi Milan Nič, dodając, że szef Zwyczajnych Obywateli to populista i konserwatysta, działacz katolicki. Ale elastyczny i pragmatyczny.

OĽaNO jeszcze niedawno była w jednej europejskiej partii (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) z PiS. Przeszła jednak do Europejskiej Partii Ludowej (gdzie jest PO i PSL). A Matovič w niedawnej rozmowie z agencją Reuters uderzył w PiS i węgierski Fidesz, mówiąc, że słowackie wybory mają pokazać, że „Europa Środkowa nie oszalała”.

47-letni Matovič jest od dekady w polityce. – Był drobnym biznesmenem w Trnavie, wydawał gazetę regionalną, gdzie się promował. Jest dobrym showmanem politycznym. Jak byłam w parlamencie, przynosił plakat albo tupał nogą, by tabloidy czy telewizje miały się czym zainteresować. Nigdy nie widziałam go w poważnej akcji – mówi „Rzeczpospolitej” Magdaléna Vášáryová, w czasach czechosłowackich gwiazda kina, w niepodległej Słowacji dyplomatka i polityk.

Jej zdaniem Matovič co wybory ma zupełnie innych ludzi koło siebie: – Zaprasza kandydatów, a potem wchodzi z nimi do parlamentu, oni są niezależni, nikt nie wie, jak będą głosować. Dla przyszłego rządu to wielki problem. Są tam katoliccy radykałowie i liberałowie.

Lęk przed faszystami

Matovič zapowiada, że chciałby stać na czele rządu, który ma większość 60 proc. mandatów w parlamencie, by móc zmienić konstytucję. To może oznaczać, że oprócz jego partii, i tak dość tajemniczej, oraz koalicji progresistów i centrystów, centrowej partii byłego prezydenta Andreja Kiski oraz chadeckiej KDH (jeżeli wejdzie) musiałyby się znaleźć egzotyczne ugrupowania. Takie jak populistyczna i skrajnie prawicowa Jesteśmy Rodziną pod wodzą biznesmena Borisa Kollára, który szczyci się posiadaniem dziesięciorga dzieci z dziewięcioma kobietami.

Moi rozmówcy uważają, że nikt z dzisiejszej opozycji nie zdecyduje się współrządzić z uważaną za neofaszystowską partią Mariana Kotleby. Jest antyunijna, antyamerykańska i prorosyjska. Domaga się przeprowadzenia referendum w sprawie wystąpienia Słowacji z NATO. Uważa pakt za organizację przestępczą.

Alarm w sprawie zagrożenia faszystowskiego wznieciły zachodnie media, gdy w styczniu w sondażach kotlebowcy zajmowali drugie miejsce z kilkunastoprocentowym poparciem. – To przesadzona reakcja. Potem spadli do 10 proc. I będą pewnie partią numer trzy. Jak w Niemczech AfD. W kraju, w którym w ostatnim czasie było tyle straconych złudzeń i frustracji wobec polityki, społeczeństwo nie pozwoli uczynić z takiej partii czegoś więcej – mówi Milan Nič.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA