fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy: Zbrodniarze są wśród uchodźców

AFP
Dostały prawie 5 tysięcy zawiadomień. A wszczęły zaledwie 129 dochodzeń. Tak niemieckie instytucje działały, gdy pojawiały się podejrzenia, że wśród imigrantów dotarli do Niemiec zbrodniarze wojenni.

Sprawa zaniedbań dotyczących kontroli napływających masowo imigrantów zapewne będzie budziła w najbliższym czasie w Niemczech wiele emocji, bo za tydzień ma się ukazać w prestiżowym niemieckim wydawnictwie poświęcona temu książka. Tytuł mówi wiele: „Azyl. Tajne akta. Jak polityka w kwestii uchodźców zagraża bezpieczeństwu Niemiec”.

Jej autor to również nie żaden ekstremista, lecz dr Stefan Meining, ekspert ds. terroryzmu pracujący dla publicznych nadawców, głównie bawarskiego radia i telewizji (BR). Jak zapowiada wydawnictwo dtv, ujawnia on, jak szefowie urzędu ds. migracji i uchodźców (BAMF) zignorowali ostrzeżenia dotyczące potencjalnych terrorystów i przestępców. Choć pracownicy urzędu ich alarmowali.

Przed pojawieniem się na rynku książki ożywili się politycy opozycyjnej liberalnej FDP. Zadali pytanie federalnemu MSW o to, ile było zawiadomień dotyczących zbrodniarzy i terrorystów, którzy mogli się ukrywać wśród uchodźców, i ile dochodzeń w tych sprawach wszczęto.

Odpowiedź, którą ujawnił tabloid „Bild”, jest zaskakująca. W latach 2014-2019 było prawie 5 tysięcy zgłoszeń, a wszczęto dochodzenia zaledwie w 129 przypadkach. Najgorzej było na przełomie lat 2015-2016, kluczowym dla masowej imigracji. Wtedy zajęto się 28 sprawami z 3,8 tys. zgłoszonych. MSW tłumaczyło się, że było ich tak dużo, że policja nie dała rady.

- Wątpię, czy rząd federalny traktowały sprawę z należytą powagą – powiedziała „Bildowi” zajmująca się sprawami wewnętrznymi polityk FDP Linda Teutenberg.

Przyśpieszone procedury dla terrorystów

Z fragmentów książki Stefana Meininga, które wyciekły już do mediów, wynika, że w 2014 roku szefowie BAMF zrezygnowali z przesłuchiwania uchodźców. Zamiast tego wprowadzono wypełnianie cienkich kwestionariuszy. Chcieli przyśpieszyć procedury, brakowało też pracowników. W ten sposób bez trudu za uciekiniera z Syrii podał się niemiecki oficer Bundeswehry o poglądach antyimigranckich. Dostał azyl i szykował zamach, za który odpowiedzialność miała spaść na uchodźców z Bliskiego Wschodu.

Masa zaniedbań związana jest z Tunezyjczykiem Anisem Amrim, który mimo ostrzeżeń docierających do państwowych instytucji bez trudu poruszał się po Niemczech i w końcu zorganizował zamach terrorystyczny na kiermasz bożonarodzeniowy w Berlinie w 2016 roku. Zginęło w nim dwanaście osób, w tym polski kierowca, któremu Amri ukradł ciężarówkę wykorzystaną w ataku.

Meining zarzuca też władzom, że utajniały doniesienia o zagrożeniach dotyczących terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego, którzy przeniknęli do Niemiec wraz z uchodźcami. A ostrzegał m.in. kontrwywiad. Utajniono je, bo nie pasowały do zapewnień polityków i ekspertów, że nie ma żadnych problemów z wielką falą imigrantów.

OPRAWCY OD ASADA

Azyl w Niemczech dostawali też zbrodniarze pracujący dla syryjskiego reżimu Baszara Asada. W lutym tego roku rozpoczął się pierwszy proces dwóch ważnych funkcjonariuszy syryjskiej służby bezpieczeństwa, którzy są oskarżeni o zbrodnie przeciwko ludzkości, o prześladowania i zabijanie opozycjonistów.

 Jak pisał tygodnik „Spiegel”, uciekli oni z Syrii w drugim roku wojny domowej (w 2012) i dotarł potem do Niemiec, gdzie wystąpili o azyl . Jeden z nich, który stał na czele jednostki uprowadzającej i przesłuchującej opozycjonistów, odpowiada za współudział w torturowaniu dwóch tysięcy przeciwników reżimu i w dwóch morderstwach.

Trauma młodej jazydki

W zeszłym roku media w wielu krajach opisywały historię irackiej Jazydki, która na ulicy w miasteczku Schwäbisch Gmünd w landzie Badenia-Wirtembergia spotkała swego oprawcę. Niepełnoletnia Jazydka, znana jako Aszwak, w 2014 roku jak wiele współwyznawczyń została niewolnicą seksualną dżihadystów z tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). Potem uzyskała schronienie w Niemczech, ale po spotkaniu z człowiekiem, w którym rozpoznała swojego gwałciciela, wróciła do Iraku. Jak mówiła, groził jej. Wywołało to oburzenie, bo wyglądało na to, że Niemcy bardziej chronią zbrodniarzy niż ich ofiary.

Gdy czołowe media przestały się interesować sprawą, zajęły się nią lokalna policja i władze w Badenii-Wirtembergii. I, jak pisała jedna z tamtejszych gazet, nie udało się potwierdzić słów Aszwak. Miejscowy psycholog zajmujący się jazydzkimi uchodźcami podejrzewa, że jest w takiej traumie, że mogła pomylić przypadkowego mężczyznę ze sprawcą.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA