fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Władimir Putin bez gróźb wobec Zachodu

PAP/EPA
Prezydent po raz 13 wystąpił z dorocznym posłaniem przed Zgromadzeniem Federalnym.

– Bez obowiązkowej w poprzednich latach histerii na temat polityki zagranicznej okazało się ono nieinteresujące i puste – podsumował opozycjonista Aleksiej Nawalny.

Rosyjski prezydent zaskoczył bowiem wszystkich. Problemom zagranicznym poświęcił zaledwie kilka minut na końcu z 1 godziny i 8 minut swego wystąpienia. Liczba problemów i konfliktów międzynarodowych, w które zaangażowana jest Rosja, a o których nie powiedział, jest kilkakrotnie większa od tych, o których wspomniał.

"Nie pozwolimy na ograniczanie... naruszanie naszych interesów" – powiedział. Jednocześnie przypomniał USA, że "wspólnie (z Rosją) niosą odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa międzynarodowego".

Ale sprawy zagraniczne zaczął od wymieniania przyjaznych sąsiadów. Stosunki z Chinami mogłyby być "wzorem" dla innych. Do innych życzliwych zaliczył Indie oraz Japonię, mimo że Moskwie nadal nie udało się podpisać z Tokio porozumienia formalnie kończącego stan wojny między obu państwami (rozpoczętej w 1945 roku).

"Mentorskich pouczeń wszyscy mamy już dość. Jak będzie trzeba, to my sami możemy kogoś pouczyć" – powiedział, przechodząc do stosunków z Zachodem. Zaraz jednak dodał, że "Rosja nie szuka konfliktów". "W przeciwieństwie do zachodnich partnerów, którzy widzą w Rosji przeciwnika, my nie szukamy i nigdy nie szukaliśmy wroga" – dodał, a obserwatorzy uznali to za rękę wyciągniętą na zgodę w stronę amerykańskiego prezydenta elekta i jego nowej administracji.

Przy czym nie powiedział ani słowa o samych amerykańskich wyborach, ale też o wojnie na Ukrainie czy problemie anektowanego Krymu. Nie komentował również Brexitu ani zbliżających się wyborów prezydenckich we Francji (które może wygrać polityk zapowiadający zmianę polityki Paryża wobec Moskwy).

Putin podziękował za to rosyjskiej armii za służbę w Syrii, gdzie od ponad roku uczestniczy w pacyfikacji zbrojnych protestów przeciw prezydentowi Asadowi.

– Ze zrozumiałych względów (wygrana Trumpa, sukcesy prawicowych polityków w Europie, rozmowy o szybkim zniesieniu sankcji) nie można znów wrzeszczeć o Rosji okrążonej wrogami (...) banderowcach, zmienianiu wyników drugiej wojny światowej. O Ukrainie ani słowa – podsumował Nawalny.

- Ot i wszystko. Wystąpienie całkowicie puste, składa się albo z kłamstw o sukcesach, albo z obietnic, które słyszymy od 17 lat. (...) Stąd wniosek: albo w najbliższym czasie Putin znajdzie sobie nową wojnę (realną albo wymyśloną), albo zobaczymy poważny spadek poparcia obecnych władz – dodał.

Większą część wystąpienia Putin poświęcił bowiem problemom gospodarczym Rosji. Chwalił kompleks wojskowo-przemysłowy i nakazywał mu do 2020 r. połowę produkcji przeznaczać na rynek cywilny. Zapowiedział też wprowadzenie zmian w podatkach od 2019 r. – Podatki nam podniosą po prezydenckich wyborach w 2018 – natychmiast skomentował opozycyjny polityk Dmitrij Gudkow.

Największy problem rosyjskiej gospodarki, czyli korupcję, Putin ograniczył do uwagi pod adresem prokuratury, by „nie urządzała show z każdego aresztowania". Następnie zapowiedział utrzymanie ulg podatkowych dla przemysłu komputerowego i wezwał do „tworzenia własnymi siłami gospodarki cyfrowej". – Hura! Burzliwe oklaski przechodzące w powszechne chrapanie – ironizował Gudkow.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA