Reklama
Rozwiń
Reklama

Bogusław Chrabota: Bilans sprawy Mosbacher

Trafił mi się niezły hejt po wywiadzie, który przeprowadziłem z ambasador Georgette Mosbacher dla „Rzeczpospolitej". Najbardziej zawzięci krytycy zarzucali mi, że pobiegłem do niej na życzenie Amerykanów, by zatrzeć złe wrażenie, jakie zrobił osławiony list do premiera.
Bogusław Chrabota: Bilans sprawy Mosbacher

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Niby winienem dawno się przyzwyczaić do zwierzęcej zajadłości, jaka zagnieździła się w polskim internecie, jednak wciąż się dziwię ludziom, dla których liczy się tylko własna teza, nie fakty. W większości przypadków tacy „polemiści" nawet nie czytają materiałów prasowych, o których mają coś do powiedzenia, a jeśli nawet, to zazwyczaj bez zrozumienia.

Bo w wywiadzie dla „Rz", prócz wyjaśnienia, że list był „private", czyli poufny, ambasador Mosbacher mówi jeszcze kilka istotnych rzeczy. Przede wszystkim, klarownie opowiada o ważnych nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, a głównie dla Polski, celach swojej misji. Niech mi ktoś powie, że kwestia bezpieczeństwa energetycznego i militarnego naszego kraju oraz rozwój obustronnych relacji gospodarczych to kwestie nieistotne. Pod taką tezą nie podpisze się nikt spośród najbardziej nawet zwaśnionych przeciwników z naszej sceny publicznej. Bo, prócz kompletnych abnegatów, w tej sprawie panuje w Polsce pełen konsensus. Możemy narzekać na regulacyjny przerost Unii, krytykować wychodzące z Paryża czy Brukseli wizje integracji, zżymać się na defensywny model europejskiej obronności etc. Ale nikt, prócz kompletnych politycznych idiotów, nie zaneguje współpracy z Amerykanami, kiedy stawką jest nasze bezpieczeństwo.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama