Ostatnich 12 miesięcy to czas, w którym wydarzyło się wiele niezwykle symbolicznych protestów politycznych. Jeśli spojrzymy na nie równocześnie, dostrzeżemy, że są symptomem większego i niebezpiecznego zjawiska. Okupacja sejmowej mównicy przez posłów opozycji, wielotysięczne protesty na ulicach miast przeciwko reformie sądownictwa, głodówka młodych lekarzy walczących o lepsze warunki pracy w służbie zdrowia, dramatyczny akt samospalenia Piotra Szczęsnego przed Pałacem Kultury w proteście przeciw rządom PiS czy marsz ulicami stolicy 11 listopada, którego część uczestników – prócz tych, którzy przyszli cieszyć się z odzyskanej niemal sto lat temu niepodległości – wykrzykiwali swój gniew i nienawiść do innych narodów i ras – to wszystko erupcje jakiegoś głębszego społeczno-politycznego zjawiska.