fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dominik Zdort: Inżynieria językowa w natarciu

Fotorzepa
Odpowiednio dobrane słowo może sprawić rozmówcy przyjemność, ale może też skrzywdzić i zranić – o czym pisze obok Joanna Szczepkowska. Przede wszystkim jednak słowo może kształtować świadomość. Za pomocą odpowiednio dobranych wyrazów można zarówno zakłamać rzeczywistość, jak i ją odkłamać.

Weźmy przykład pierwszy z brzegu. „Dobra zmiana" – dwa słowa powtarzane niesłychanie często w kampanii wyborczej. To prawda, że we wszystkich poprzednich wyborach hasło „czas na zmiany" pobrzmiewało z wielu stron. Tym razem jednak pojawiła się zbitka bardziej finezyjna i niosąca z sobą pozytywne przesłanie. „Zmiana", której jedni się bali, a inni na nią czekali, została zdefiniowana jako „dobra" i ten chwyt na pewno wpłynął na wynik głosowania.

Inny przykład. Przed kilkoma dniami uczestniczyłem w audycji radiowej, gdzie pewna mocno zadufana w sobie dziennikarka stwierdziła, że Donald Trump wyraża „rasistowskie poglądy". Przy okazji pochwaliła się, że spędziła w USA siedem lat, demonstrując w ten sposób swoją wyższość nade mną, prowincjuszem, który nie tylko za oceanem nie był, ale nawet nie spędzał wakacji w Toskanii i nie popijał tam wina.

Pozwoliłem sobie poprosić ową wyrafinowaną znawczynię Ameryki o zacytowanie wypowiedzi prezydenta elekta, w której obrażał on jakąś rasę. Usłyszałem przebąkiwanie, że nieładnie mówił o Meksykanach. Na moją uwagę, że Meksykanie nie są rasą, pani, która mieszkała w Ameryce, stwierdziła, że ksenofobia i rasizm to to samo. Wedle wzoru zaczerpniętego z filmu Stanisława Barei: wiadomo, że „każdy pijak to złodziej".

Czytaj więcej:

Farba dla lisów

Pobić filozofa

Semka kładzie łapę na stół

Ponieważ nie jestem w stanie uwierzyć, że dziennikarka ogólnopolskiej gazety (szczególnie taka, która była aż siedem lat w USA) nie rozumie znaczenia słów, których sama używa, wolę przyjąć, że celowo „minęła się z prawdą", aby zohydzić przed słuchaczami przyszłego prezydenta USA za pomocą słowa, które w kręgu współczesnej poprawności politycznej człowieka dyskwalifikuje.

Wiele o manipulacjach – nie tylko językowych – można było się dowiedzieć z instruktażowego wywiadu opublikowanego niedawno w „Gazecie Wyborczej". „GW" przedstawiła dwoje swoich rozmówców jako specjalistów w dziedzinie „badań nad uprzedzeniami", ale ich wypowiedzi wskazywały na to, że mamy do czynienia raczej ze spin doktorami ideologicznego frontu aborcyjnego. Najpierw narzekali, że w szkolnych podręcznikach na ilustracjach pokazujących kolejne fazy rozwoju płodowego dziecko ma oczy, przez co jest postrzegane jako człowiek. Ale przede wszystkim mocno akcentowali, że nasilenie postaw antyaborcyjnych w Polsce wynika z tego, iż upowszechniło się mówienie o „dziecku nienarodzonym". I doradzali wprost, aby „starać się mówić o zygocie, zarodku, płodzie zamiast «życiu nienarodzonym»".

Dotąd najpewniej tego typu instrukcji proaborcyjni aktywiści wysłuchiwali na zamkniętych kursach z inżynierii społecznej. Ci, którzy dziś podjęli tyle bezwstydną, ile desperacką decyzję o jawnym opublikowaniu tego poradnika językowej manipulacji, naprawdę muszą czuć, że tracą grunt pod nogami.


PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej":


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95


Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA