fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Chrabota: Zakładnikiem Trzaskowskiego Schetyna, PO, koalicja, a może nawet cały kraj

Fotorzepa/ Michał Kolanko
Wynik w Warszawie to z perspektywy sezonu poczwórnych wyborów kwestia zasadnicza.

Sąsiedzi twierdzą, że Rafał Trzaskowski przychodzi codziennie do pracy spacerem z plecaczkiem na ramieniu. Nie widziałem, ale mogę to sobie wyobrazić. A jak pojawia się w pracy Patryk Jaki? – żartują. Podjeżdża rozszalałą rządową furą, ze zdyszanym kierowcą i zasapanym BOR-owcem. Niedogolony, spocony, ale z ogniem w oczach. Po prostu inaczej pojmuje politykę. Czy to wystarczy na Warszawę? Na Opole, Kielce czy Radom bez wątpienia by starczyło. Ale Warszawa, Kraków, Trójmiasto to nieco inne byty. Tu czyta się nie tylko „Fakt" i „Super Express". A w żyłach wyborców płynie zbyt wiele prosecco. Intelektualny dystans i luzik Trzaskowskiego bywają tu całkiem sexy i mogą istotnie wpłynąć na los wyborów.

A wynik w Warszawie to z perspektywy sezonu poczwórnych wyborów kwestia zasadnicza. Może i liczą się wyniki w sejmikach, jakieś zawiłe arytmetyki potencjalnych sojuszy tych z tamtymi czy tamtych z tymi. Ale z perspektywy kolejnych kampanii ważne są przede wszystkim wielkie miasta. Warszawa zaś jest symbolem, jak zwykle – wypada się żachnąć – w polskich dziejach. Dlaczego? Nie trzeba specjalnie tłumaczyć. Wielkie miasta z Warszawą na czele to coraz bardziej wyludniające się twierdze Platformy i Nowoczesnej. Ich zaplecze demograficzne i ideowe. To tu politycy obecnej Koalicji Obywatelskiej byli i wciąż są silni. Tu mają kolegów, ulubione restauracje Sowa & Przyjaciele i wszystkie inne. Ulubione butiki żon, kina i centra handlowe. No i Sejm, wciąż gościnny dla opozycji, jak niegdyś gościnny był KPRM dla kumpli i krewnych Tuska.

Tu się jeszcze trzymają. Resztę Polski rozjeżdża i zdobywa premier Morawiecki, rozdając pieniądze jak Robin Hood. Zastanawiam się, kiedy trafi do Warszawy i innych wielkich miast. Kiedy stanie pośrodku krakowskiego rynku i obieca lajkonikom wymarzone metro, a Kaszubom kosmiczny park rozrywki na miejscu stoczni. Czy dadzą się kupić? Bez wątpienia. Skoro ma kasę i rządzi, to może dać mu szansę? Sprawdzić wagę jego obietnic. PiS mówił, że da 500+ i dał. Mówił, że zbuduje tanie mieszkania? Buduje, co prawda jest ich jak dotąd kilkaset, nie za wiele, ale ile ich postawił w czasie ośmiu lat rządów Tusk? Albo ta nerwowa Kopacz? Nic. Nul. Ani jednego.

Więc Kraków i Gdańsk już prawie zdobyte. Zostaje jeszcze twarda kość do zgryzienia, cierń w bucie prezesa Kaczyńskiego, elitarna Warszawa. Co dla niej wymyśli premier? Patryk Jaki zagrał już pomysłem rozbudowy metra. Ale niewiele wskórał. Metro dała Warszawie Hanka i poszło na konto Platformy. Obiecywać więcej metra to za mało. Premier już mówi o odbudowie pałaców Saskiego i Bruhla. Czy to jednak oferta dla warszawiaków? W jednym ma być Senat, w drugim MSZ. Znów więc budują dla siebie, nie dla prostych ludzi. Więc to wciąż za mało. Cóż zatem wymyśli premier? Nie wiadomo, ale słychać, czuć, że myśli, bo nie byłoby większego upokorzenia dla Platformy niż jej klęska we własnym mateczniku.

Świetnie to wie również Schetyna, więc też pewnie myśli. Porażka w Warszawie byłaby złym omenem. Prawdopodobnym początkiem serii klęsk. Wygrana Jakiego w stolicy mogłaby oznaczać rozliczenia w Platformie, przetasowania na jej szczytach, dowód nieudolności kierownictwa. Doły mogłyby chcieć zmian, odsunięcia Schetyny. Wymiany lidera. Ale na kogo? Przecież w tej biednej wydrenowanej Platformie nie roi się od charyzmatycznych przywódców. Kto prócz twardego Schetyny mógłby wytrzymać presję kolejnych wyborów? I zmianę kursu PiS-u, który z pewnością przed wyborami europejskimi przybierze znów łagodną maskę. Stonuje konfrontacyjną retorykę, zamknie w piwnicy posłankę Pawłowicz i jej podobnych, pokaże swoją konsekwentną proeuropejskość. Może nawet zastosuje się, ba – na pewno się zastosuje – do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE (jeśli TSUE zdąży z wyrokiem). Tak mocno pokocha Europę, że ta zarumieni się kostropatym obliczem Timmermansa i da się zwieść.

I co zostanie wtedy biednemu Schetynie? Przypisywanie PiS-owi polexitu będzie jak strzał kulą w płot. Nie ta taktyka, nie te pomysły. Schetyna to wie. I czuje pismo nosem. Wie, że jest zakładnikiem Trzaskowskiego. Może nawet czasem pluje sobie w brodę, że postawił na tak mało narowistego wierzchowca. Ale kto? – pyta sam siebie? Kierwiński? Tak, w Mińsku Mazowieckiem z pewnością, nie w stolicy. Jest więc Trzaskowski. Sam w grze o Polskę. Schetyna jest jego zakładnikiem. Platforma jest jego zakładnikiem i cała koalicja. A może nawet cały kraj nad Wisłą. A on z tym plecaczkiem spaceruje sobie rano do biura. Spokojnie, jakby się nic nie działo. Czy ma świadomość stawki?

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
prenumerata.rp.pl/plusminus
tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA