fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Obciążone sumienie rzeczywistości

Fotorzepa, Robert Gardziński
Działo się. W Gdyni jeden marynarz łamał rękami podkowy i zębami przegryzał gwoździe. Na południu grupa naukowców szykowała się do wypuszczenia balonu własnej produkcji w stratosferę i w ogóle musiało być nie najgorzej, skoro kilogram wiśni kosztował 3 grosze. Zdarzały się też tragedię – pod Wilanowem wpadły na siebie dwa pociągi – ale bez złych wiadomości, synkopy śmierci i cierpienia rytm wydarzeń robi się depresyjnie monotonny. Na wakacjach nie wypada się nudzić, a z biur Orbisu dochodziły wieści, że tak dużego zainteresowania podróżami jak latem 1939 roku jeszcze w Polsce nie było. I dlaczego miałoby być inaczej, skoro gazety zgodnym chórem przekonywały: „Nie potrzebujemy się martwić, bo jesteśmy gotowi. Cokolwiek nastąpić by mogło – przecież jesteśmy gotowi".

Naprawdę trudno mieć do nich, redaktorów i dziennikarzy sprzed 80 lat, których twórczości przyjrzał się w wydanej ostatnio książce „Lato 1939. Jeszcze żyjemy" Marcin Zaborski, jakiekolwiek pretensje. Co wieczór czekało na nich żarłoczne, ociekające farbą drukarską monstrum domagające się zawsze tej samej porcji słów i obrazów. Musieli wyczerpująco i potoczyście zdać przed nim sprawę ze tego, co się działo. I tak ta jedna rzecz – jedyna, która naprawdę się wtedy działa, obejmując już swoim cieniem wszystko inne – musiała znaleźć swoje miejsce w szeregu szpalt i kolumn. Przecież pisaliśmy już o tym wczoraj, a i nawet dzisiaj jest notka na szóstej stronie. Nie można w kółko o tym samym i na podobną nutę, to niezgodne z regułami sztuki.

A tak w ogóle to z tym upartym i ślepym, wiecznie domagającym się naszej uwagi „dzianiem się" jest jak z grzechem. Dociera do nas, nawet tych najbardziej trzeźwo i krytycznie myślących, tylko to, co na...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA