fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Środowisko to szansa dla lewicy

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Nie piszę tego tekstu dla konserwatystów. Dla takich jak ja czy wielu mi podobnych. Konserwatyści są już straceni. Ich (nasze) mózgi są zbyt ciasne, by zachłysnąć się jakąś nową ideą. Opędzamy się powierzchownymi deklaracjami o pierwszeństwie twardego racjonalizmu, sceptycyzmu. Lubimy ironizować. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę chodzi o coś innego. O umysłowy schematyzm i wygodę. Umysłowy schematyzm, bo myślenie konserwatystów z natury i automatycznie wybiera retrospekcję, a ta utrudnia mierzenie się z nowymi wyzwaniami, zwłaszcza jeśli nie miały odpowiednika w przeszłości. Pławimy się w bezpłodnym sentymencie. Żyjemy przeszłością, gubiąc tym samym pasję stawiania czoła temu, co niosą nowe czasy.

Jeszcze gorsza jest wygoda. Konserwatyści zapewniają się w duchu, że fantomy przyszłych kryzysów i tak ich nie dotyczą. Jeśli więc nawet krytyczny umysł konserwatysty dopuszcza perspektywę jakichś nowych zagrożeń, to uprzejmie zostawia ich rozwiązanie kolejnym pokoleniom. Tak jest łatwiej, a na pewno wygodniej.

Proszę darować te zgryźliwe uwagi kierowane do siebie samego i formacji, z której się wywodzę, ale trudno nie mieć wrażenia, że w Polsce, zwłaszcza w Polsce, ta dysfunkcjonalność myślenia konserwatywnego stanowi poważny problem, nie tylko cywilizacyjny. Jeśli dodać do niej presję społeczną grup zagrożonych niezbędnymi zmianami, uwarunkowania budżetowe, bolesną iluzję programów społecznych czy zwykłe wyborcze przekupstwo, sprawa staje się jasna, koła tej maszyny nie mogą się kręcić we właściwym kierunku. Jesteśmy skazani na anachronizm, beznadziejne opóźnianie procesów zmian.

A przecież wystarczy rozejrzeć się nieco po świecie. Po Pacyfiku pływa wyspa śmieci wielkości średniego państwa. Plaże Indochin przykryte są tak gęstym kożuchem śmieci, że trudno po nich przejść. Rzeki w Indiach dawno zatraciły naturalny kolor, a góry śmieci są wylęgarnią potencjalnych pandemii. Stan skażenia powietrza w niektórych miastach Chin, z Pekinem na czele, jest wciąż tak kolosalny, że ludzie boją się wychodzić z domu. Zniszczenia ekosystemów środkowej Azji i części Syberii są nie do naprawienia. Nie lepiej jest w coraz bardziej zaśmieconej Afryce.

Widziałem to wszystko na własne oczy, więc nie powtarzam nieprawdziwych, obiegowych opinii. Wobec faktów nie można być ślepym. Skala zniszczeń środowiska jest tak kolosalna, że potrzebujemy natychmiastowych działań ratunkowych.

Jak na tym tle wypada Polska? Wszyscy wiemy, że słabo. Konserwatywny rząd ciągle mówi o zapóźnieniu gospodarki i domaga się specjalnego traktowania w Unii. Niewiele robi w kwestii walki ze smogiem, rozwiązywania problemów nielegalnych wysypisk śmieci czy zmiany miksu energetycznego. Podejmowane działania są zwykle pozorne. Najlepszy przykład to program „Czyste powietrze", którego rozwiązania są na tyle nieefektywne, że osiągnięcie założonych celów zajęłoby kilkaset lat.

Czy to się może zmienić, a przecież zmienić się musi? Niestety, coraz trudniej mi uwierzyć, że aktualny układ władzy jest w stanie podołać wyzwaniom przyszłości. Konserwatyści są i będą skrępowani pętlą niemożności. Ważniejsze dla nich będą zawsze inne cele. A i ich elektorat kieruje się innymi priorytetami. Może więc czas, by o kwestie środowiskowe zaczęła się bić lewica? Wreszcie ma szansę na wypisanie nowych, ważnych haseł na sztandarach. I podjęcie konsekwentnej walki o środowisko.

Nie wiem, czy jako społeczeństwo dorośliśmy do takich wyzwań, ale ktoś powinien wreszcie to sprawdzić. Ktoś powinien się zacząć o to bić. Jedyna nadzieja w lewicy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA