fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Irena Lasota: Protesty na Kubie to też sprawa polska

Protesty na Kubie
AFP
Polacy, bardziej niż inni, mogliby (celowo nie używam słowa powinni) rozumieć to, co dzieje się na Kubie. Nie tylko w ostatnich dniach, ale i w ostatnim ćwierćwieczu. Na ulice wszystkich prawie miast i miasteczek Kuby wyszli ludzie i mimo zmasowanego oporu władz żądają wolności i odejścia komunistów od władzy. Władza bije, aresztuje, odcina dostęp do internetu, ale tak jak niecały rok temu na Białorusi, protesty i demonstracje rozszerzają się na cały kraj.

Tak jak i w Polsce w 1956 czy 1980 roku nie chodziło o brak kiełbasy, tak i dziś na Kubie nie chodzi o brak szczepionek na covid czy o brak cukru czy kawy. Zdumiewające jest, że dziś w polskich mediach przeczytałam większe bzdury niż w amerykańskich. Onet cytuje jakąś Polkę mieszkającą na Kubie: „komunistyczna władza wraz z nowym pokoleniem wyraźnie słabnie. Obecny prezydent Miguel Diaz-Canel nie ma ani szacunku narodu, ani siły przebicia i inteligencji Fidela". To tak jakby powiedzieć, że komunizm w Polsce słabł, gdy Bieruta zastąpił Gomułka, a Gomułkę Gierek, którzy nie mieli „szacunku i siły przebicia" swoich poprzedników.

Jeśli mierzyć niepopularność władzy liczbą rozstrzelanych, uwięzionych, skazanych, zatrzymanych i represjonowanych w najprzeróżniejsze sposoby, to władza komunistyczna na Kubie jest chyba jedną z najmniej popularnych w drugiej połowie XX i w XXI wieku. I nie była popularna od początku. W Polsce potrzebny był IPN i rzesze histo...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA