fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Sean Carroll: Użyteczna etyka

Historia Abrahama i Izaaka intrygowała nie tylko filozofów. Tak biblijną scenę ofiarowania wyobrażał sobie Caravaggio (1598 r.).
Wikipedia
Gdyby Boga nie było, nie byłoby absolutnego standardu moralnego. Natura nie podsuwa żadnych wskazówek – Wszechświat nie wygłasza osądów moralnych.

Abraham usłyszał od Boga, że ma wziąć Izaaka, jedynego syna, zaprowadzić do kraju Moria i złożyć w ofierze całopalnej. Następnego ranka Abraham i Izaak, w asyście dwóch służących i osiołka, rozpoczęli żmudną, trzydniową wędrówkę. Po dotarciu na miejsce Abraham zbudował ołtarz i ułożył na nim drewno. Związał syna i sięgnął po ciężki nóż. W ostatniej chwili zwątpił. Nie mógł zmusić się do złożenia w ofierze własnego syna. Izaak dostrzegł jednak wyraz desperacji w spojrzeniu ojca. Kiedy wrócili do Sary, jego matki, Izaak całkowicie stracił wiarę.

Nie tak brzmi znana z Księgi Rodzaju historia Abrahama i Izaaka. Jest to jedna z czterech alternatywnych wizji, zaproponowanych przez Sorena Kierkegaarda w jego książce „Bojaźń i drżenie". W oryginale Bóg w ostatniej chwili interweniuje i podsuwa Abrahamowi jagnię, które może zostać złożone w ofierze w miejsce jego syna. Kierkegaard przedstawia kilka różnych wersji, z których każda jest na swój sposób wstrząsająca. Abraham podstępem naprowadza Izaaka na myśl, że jego ojciec jest potworem, Izaak więc nie traci wiary w Boga. Abraham dostrzega jagnię i decyduje się poświęcić je zamiast syna wbrew otrzymanym nakazom. Abraham błaga Boga o wybaczenie tego, że w ogóle rozważał poświęcenie syna. W ostatniej chwili Abraham przeżywa zwątpienie i w efekcie Izaak traci wiarę.

Istnieje wiele interpretacji historii Abrahama i Izaaka. Tradycyjnie objaśnia się ją jako przypowieść o sile wiary: Bóg chciał wystawić na próbę lojalność Abrahama, nakazując mu wykonać możliwie najtrudniejsze zadanie. Marcin Luter twierdził, że w świetle fundamentalnej dla człowieka potrzeby podporządkowania się woli Boga gotowość Abrahama do zabicia Izaaka była czymś prawidłowym. Immanuel Kant utrzymywał, że Abraham powinien się zorientować, iż nie istnieją warunki, w których usprawiedliwione byłoby składanie w ofierze własnego syna, w rzeczywistości więc nakaz nie mógł pochodzić od Boga. Kierkegaard, zaniepokojony tym, że mnożenie się interpretacji prowadzi do osłabienia wymowy tego starcia oczywistych absolutów, chciał podkreślić niemożność znalezienia prostej odpowiedzi na dylemat Abrahama, uwypuklić konieczność odwołania się do wiary.

Z szerszej perspektywy historia ta jest opowieścią o konflikcie moralnych powinności: co mamy zrobić w sytuacji, gdy coś, co jest jednoznacznie złe na poziomie instynktownej oceny moralnej (zabicie własnego syna), zderza się z fundamentalną zasadą, którą się wyznaje (posłuszeństwo słowu Boga)? Kiedy nie jest jasne, co jest dobre, a co złe, jakimi podstawowymi regułami powinniśmy się ostatecznie kierować?

Czy jeden powinien zginąć za pięciu

We współczesnych przejawach dylematu moralnego wsłuchiwanie się w boskie nakazy nie ma już tej samej siły co kiedyś, jednak zasadnicza dychotomia wciąż jest żywa. W naszym zlaicyzowanym, technologicznym świecie współczesna wersja problemu Abrahama przybiera postać czegoś, co nazywamy „dylematem wagonika".

Eksperyment myślowy określany mianem dylematu wagonika został opisany po raz pierwszy przez filozofkę Philippę Foot w latach sześćdziesiątych XX wieku w celu ostrzejszego zarysowania konfliktu pomiędzy sprzecznymi nakazami moralnymi. Piątka ludzi znajduje się na torze, z którego nie może zejść. Niestety, w ich kierunku z impetem zmierza wagonik z uszkodzonymi hamulcami. Jeżeli nie zostaną podjęte żadne działania, cała piątka niechybnie zginie. Jeden człowiek ma możliwość ich uratowania: stoi obok przełącznika, który może skierować wagonik na inny tor. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności na tym torze znajduje się osoba, która z całą pewnością zginie, jeśli użyje on przełącznika. (W tym hipotetycznym świecie niewiarygodnie źle funkcjonują służby ochrony kolei). Co robić?

Nie jest to może ten sam poziom dramatu co w próbie wypełnienia boskiego nakazu złożenia w ofierze jedynego syna, niemniej jednak stanowi to rzeczywisty dylemat. Z jednej strony mamy wybór między śmiercią pięciu osób i śmiercią jednej. Jeśli wszystkie inne czynniki są jednakowe, to lepszym albo przynajmniej mniej złym rozwiązaniem będzie, gdy zginie tylko jedna osoba. Z drugiej strony jakiś człowiek musi aktywnie przyczynić się do zmiany kierunku jazdy wagonika. Instynktownie rozumujemy, że gdy wagonik toczy się przed siebie i zabija pięć osób, nie jest to, tak naprawdę, nasza wina, natomiast gdy świadomie dokonamy wyboru i użyjemy przełącznika, bierzemy na siebie odpowiedzialność za śmierć jednej osoby na innym torze.

Abraham przekonał się, że posiadanie absolutnego standardu moralnego w rodzaju Boga może być niezwykle ciężkim wyzwaniem. Gdyby jednak Boga nie było, nie byłoby tego standardu, lecz samo to stanowi swego rodzaju wyzwanie. Dylematy nie znikają i musimy opracować sposób radzenia sobie z nimi. Natura nie przychodzi nam z pomocą, nie podsuwa żadnych wskazówek – Wszechświat nie wygłasza osądów moralnych. Musimy jednak żyć i działać. Jesteśmy zbiorem pulsujących pól kwantowych, zachowujących trwałe wzory dzięki pochłanianiu z otoczenia energii swobodnej, zgodnie z bezosobowymi i obojętnymi prawami natury, jesteśmy też ludźmi, którzy podejmują decyzje i dbają o to, co stanie się z nimi i innymi ludźmi. Jaki jest najlepszy sposób myślenia o tym, jak powinniśmy żyć?

Konsekwencjalizm i deontologia

Według filozofów użyteczne jest rozróżnianie etyki i metaetyki. Etyka traktuje o tym, co jest dobre, a co złe, jakie powinniśmy przyjąć moralne wyznaczniki naszego własnego zachowania i zachowania innych ludzi. Zdanie typu: „zabijanie szczeniąt jest złe", należy do etyki. Metaetyka robi krok wstecz i zadaje pytanie, co to znaczy, gdy mówimy, że coś jest dobre lub złe, oraz że przyjmujemy jakiś zestaw wytycznych, a nie inny. „Nasz system etyczny powinien się opierać na poprawie dobrobytu świadomych stworzeń" – to stwierdzenie metaetyczne, z którego można wyprowadzić zdanie „zabijanie szczeniąt jest złe".

Naturalizm poetycki niewiele ma do powiedzenia na temat etyki, może poza kilkoma uwagami będącymi źródłem natchnienia. Ma jednak coś do powiedzenia na temat metaetyki, a mianowicie: nasze systemy etyczne są czymś, co jest konstruowane przez nas, ludzi, a nie jest odkrywane gdzieś w świecie, powinno więc być odpowiednio oceniane. Aby pomóc w przeprowadzeniu tej oceny, możemy rozważyć pewne wybory, jakich dokonujemy w odniesieniu do etyki.

Za punkt wyjścia służą dwa pojęcia: konsekwencjalizm i deontologia. Narażając tysiące lat sporów i rozmyślań na przesadne uproszczenia, konsekwencjaliści wierzą, że moralne implikacje czynów wyznaczane są przez konsekwencje, jakie niosą ze sobą dane czyny, podczas gdy deontolodzy są przekonani, iż czyny są same z siebie moralnie pochlebne lub naganne, niezależnie od skutków, do których prowadzą. „Największe dobro dla jak największej liczby", słynna maksyma utylitaryzmu, jest klasycznym przykładem rozumowania konsekwencjalisty. Złota zasada „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" to z kolei przykład praktycznej deontologii. Deontologia w całości koncentruje się na zasadach.

Zarówno konsekwencjalizm, jak i deontologia na pierwszy rzut oka wydają się perfekcyjnie rozsądne. „Największe dobro dla jak największej liczby" sprawia wrażenie znakomitej idei, „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" również. Dylemat wagonika jest tak pomyślany, aby wykazać, iż obie koncepcje mogą znaleźć się w konflikcie. Pomysł, że rozsądnym rozwiązaniem mogłoby być poświęcenie jednej osoby, aby uratować pięć, jest u podstaw ideą czysto konsekwencjalistyczną, podczas gdy niechęć do skorzystania z przełącznika wynika z głębokich impulsów deontologicznych – zmiana kierunku jazdy wagonika i zabicie niewinnej osoby wydaje się czymś złym, nawet jeśli prowadzi do uratowania pięciu ludzi. Standardy moralne większości ludzi są mieszanką impulsów konsekwencjalistycznych i deontologicznych.

Okazuje się, że uruchomienie tych rywalizujących ze sobą etycznych inklinacji wiąże się z aktywnością różnych części naszych paplających mózgów. Nasze umysły mają System 1, który wbudowany jest w heurystykę, instynkty i reakcje intuicyjne, oraz System 2, odpowiedzialny za procesy poznawcze i myślenie wyższego poziomu. Z grubsza mówiąc, System 1 ma tendencję do regulowania impulsów deontologicznych, natomiast System 2 włącza się, gdy zaczynamy rozumować jak konsekwencjaliści. Jak wyraził to psycholog Joshua Greene, mamy nie tylko „szybkie i wolne myślenie", mamy też „szybką i wolną moralność". System 2 uważa, że powinniśmy użyć przełącznika, podczas gdy System 1 jest tym pomysłem przerażony.

Czy zepchnąć z kładki grubasa

Filozofowie obmyślili wiele modyfikacji pierwotnego problemu wagonika. Słynną wersją jest zaproponowany przez Judith Jarvis Thomson „problem kładki dla pieszych". Powiedzmy, że ktoś jest zdeklarowanym konsekwencjalistą, absolutnie pewnym, że skorzystałby z przełącznika w pierwotnym problemie. Tym razem jednak nie ma przełącznika, a jedynym sposobem na zatrzymanie wagonika i zapobiegnięcie śmierci pięciu nieszczęśników na torach jest zrzucenie z kładki na tory stojącego obok grubasa. (We wszystkich tych eksperymentach myślowych przyjmujemy założenie, że jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłość z zadziwiającą dokładnością. W tym wypadku wiadomo, że nasz bohater jest zbyt szczupły, aby zastopować wagonik własnym ciałem, poświęcenie siebie więc nie wchodzi w grę).

Jak przedtem, zginie albo jedna osoba, albo pięć. Dla konsekwencjalisty nie ma różnicy między scenariuszem z kładką a pierwotnym problemem wagonika. Deontolog taką różnicę może dostrzec. W pierwszym problemie nie zabijamy osoby na bocznym torze w sposób bezpośredni, jej śmierć jest po prostu nieszczęśliwym następstwem naszej próby ratowania pięciu ludzi. Tymczasem na kładce, działając celowo, zabijamy człowieka. Emocjonalnie wzdrygamy się na myśl o tym. Użyć przełącznika to jedno, ale zepchnąć kogoś z kładki to już coś innego.

Greene badała ochotników podłączonych do aparatu do badań metodą rezonansu magnetycznego, którym dawano do rozstrzygnięcia różne dylematy moralne. Zgodnie z oczekiwaniami rozważanie „osobistych" okoliczności (takich jak zepchnięcie kogoś z kładki) prowadziło do zwiększonej aktywności obszarów mózgu kojarzonych z emocjami i rozumowaniem społecznym. Okoliczności „bezosobowe" (takie jak wykorzystanie przełącznika) aktywowały części mózgu związane z procesami poznawczymi i rozumowaniem wyższego rzędu. Ożywają w nas różne moduły, gdy jesteśmy zmuszeni do radzenia sobie z nieznacznie różniącymi się okolicznościami. Co się tyczy moralności, w niesfornym parlamencie reprezentującym nasz mózg zasiadają frakcje zarówno deontologiczne, jak i konsekwencjalistyczne.

Zamykanie kogoś w gigantycznym skanerze medycznym i dawanie do rozwiązania filozoficznych eksperymentów myślowych może nie powiedzieć wiele o tym, jak naprawdę zachowałaby się ta osoba w opisywanej sytuacji. Prawdziwy świat jest zagmatwany – naprawdę jesteście pewni, że dzięki zepchnięciu tego gościa z kładki uda się zatrzymać rozpędzony wagonik? – i nasze przewidywania na temat tego, jak zachowalibyśmy się w stresujących sytuacjach, nie zawsze są wiarygodne. Nic nie szkodzi, naszym celem tutaj nie jest zrozumienie zachowań ludzi, ale chcemy dowiedzieć się więcej o tym, jakie są ich wyobrażenia na temat tego, jak powinni się zachować.

Plaster ogórka już nie wystarczy

Konsekwencjalizm i deontologia nie są jedynymi systemami etycznymi, które rozważamy. Innym popularnym podejściem jest etyka cnoty, której początki sięgają czasów Platona i Arystotelesa. Jeżeli deontologia dotyczy tego, co robimy, a konsekwencjalizm tego, co się dzieje, to etyka cnoty mówi o tym, kim jesteśmy. Dla etyka cnoty nie jest najważniejsze, ilu ludzi ocalicie, zmieniając kierunek jazdy wagonika, ani promieniujące z waszych czynów wewnętrzne dobro. Liczy się to, czy podejmując decyzje, czynicie to na podstawie takich cnót jak odwaga, odpowiedzialność, mądrość.

Wygląda na to, że warto zwrócić się ku cnocie. Podobnie jak konsekwencjalizm i deontologia, jest to pozornie atrakcyjna postawa moralna. Co smutne, wszystkie te atrakcyjne podejścia podsuwają w końcu różne rady w ważnych sytuacjach. Jak mamy zdecydować, przy którym systemie etycznym obstawać?

To podchwytliwe pytanie. Jeśli dysponujemy wiedzą o tym, jaką decyzję „powinniśmy" podjąć, oznacza to, że mamy już przyjęty jakiś zestaw normatywny, sposób oceny różnych postaw. Zamiast tego rozważmy, jak moglibyśmy w ogóle obejść konieczność wyboru systemu etycznego.

Istnieje wiele różnych sposobów mówienia, z których każdy wychwytuje jakąś ważną prawdę o rzeczywistości. Nie wszystkie słowniki oddają prawdę, niektóre zwyczajnie są błędne. Naszym celem jest opisanie świata w użyteczny sposób, z tym że „użyteczny" zawsze jest odnoszony do jakiegoś jasno sprecyzowanego celu. W odniesieniu do teorii naukowych „użyteczny" oznacza mniej więcej tyle, co „zdolny do formułowania precyzyjnych przewidywań na podstawie minimalnego zestawu danych wejściowych" i „zapewniający wgląd w zachowanie układu".

Moralność dodaje składnik pozwalający ocenić, w jaki sposób mówimy o świecie. Ta czy tamta osoba lub jej zachowanie jest złe albo dobre, poprawne albo niewłaściwe, godne podziwu albo karygodne. Kryteria użyteczności, które pomagają nam dokonywać wyboru pomiędzy alternatywnymi teoriami naukowymi, są niewystarczające w odniesieniu do konstruowania zasad moralnych. Celem rozumowania ogniskującego się na moralności nie jest wspomaganie formułowania przewidywań lub zapewnienie wglądu w zachowanie jakiegoś człowieka.

Na szczęście użyteczność można pojmować inaczej niż „pomoc w dopasowaniu do danych". Każdy z nas bierze udział w metaetycznej grze z uprzednio istniejącym zestawem zobowiązań. Mamy żądze, mamy uczucia, mamy też coś, na czym nam zależy. Są rzeczy, które w naturalny sposób nas pociągają, i takie, które wzbudzają w nas odrazę. Na długo przed tym, zanim zaczniemy rozważać, jaką postawę etyczną powinniśmy zaadaptować, dysponujemy już pewnym rodzajem budzącej się wrażliwości moralnej.

Prymatolog Frans de Waal przeprowadził badania, których celem było przyjrzenie się pochodzeniu u ssaków naczelnych empatii, sprawiedliwości i współdziałania. W słynnym eksperymencie, w którym współpracował z Sarah Brosnan, umieścił dwie małpki kapucynki w oddzielnych klatkach, tak aby obie widziały się nawzajem. Kiedy udało im się wykonać proste zadanie, nagradzane były plasterkiem ogórka. Kapucynki były dość zadowolone z takiej sytuacji, wykonywały zadanie raz za razem, ciesząc się swoim plasterkiem ogórka. Po jakimś czasie eksperymentatorzy zaczęli nagradzać jedną z nich winogronem – pokarmem słodszym od ogórka, lepszym pod każdym względem. Małpka, która nie dostawała winogron, poprzednio w zupełności zadowolona z plasterka ogórka, zobaczyła, co się dzieje, i odmówiła udziału w realizacji przypisanego jej zadania, jawnie wzburzona nierównym traktowaniem. U szympansów, jak wynika z najświeższej pracy zespołu kierowanego przez Brosnan, nawet ten, który dostaje winogrona, jest nieszczęśliwy – jego poczucie sprawiedliwości zostało boleśnie złamane. Niektóre z naszych najbardziej zaawansowanych powinności moralnych mają korzenie sięgające w bardzo głębokie pokłady ewolucji.

Jedno z podejść do filozofii moralnej polega po prostu na myśleniu o niej jako o metodzie nadawania sensu tym zobowiązaniom: chodzi o zapewnienie, iż pozostaniemy wierni wartościom moralnym, które sami przyjęliśmy, że motywacje naszych czynów pozostaną wewnętrznie spójne oraz że będziemy uwzględniali wartości innych ludzi, gdy są stosowne. Zamiast dopasowywać dane w sensie uprawiania nauki, możemy wybierać teorie etyczne na zasadzie sprawdzenia, jak dobrze dopasowują się do naszych istniejących odczuć. Kontekst moralny jest „użyteczny" dla zwolennika naturalizmu poetyckiego dopóty, dopóki odzwierciedla on i porządkuje nasze zobowiązania moralne w spójny logicznie sposób.

Miłą cechą tej perspektywy jest to, że jest ona szalenie praktyczna: właśnie to ludzie robią, gdy próbują wnikliwie myśleć o moralności. Mamy wrażenie, że wiemy, jak odróżnić dobro od zła, próbujemy to przeczucie usystematyzować. Rozmawiamy z innymi ludźmi, aby poznać ich odczucia, a następnie wpleść tę wiedzę w rozwijany system zasad funkcjonowania w społeczeństwie.

Może to również budzić przerażenie. Mówicie mi, że odróżnianie dobra od zła jest tylko kwestią naszych osobistych odczuć i preferencji, dla których nie ma trwalszej podstawy niż nasze własne poglądy, bez żadnego zewnętrznego punktu odniesienia? Mówicie, że w świecie nie dzieje się nic, co można byłoby obiektywnie uznać za autentyczny przejaw moralności?

Owszem, nic takiego nie ma. Jednak przyznanie, że moralność jest stworzona, a nie znaleziona gdzieś na ulicy, nie oznacza, że coś takiego jak moralność nie istnieje. Piekło się nie rozpętało.

Fragment książki Seana Carrolla, „Nowa perspektywa. Pochodzenie życia, świadomości i Wszechświata", przeł. Urszula i Mariusz Seweryńscy, która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Śródtytuły od redakcji.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA