fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Świat letsplayerów

issacc87 w Counter-Strike poradzi sobie z każdym
Internet
Po modzie na granie na komputerze przyszła moda na oglądanie, jak grają inni. Najpopularniejsi gracze obserwowani są przez dziesiątki milionów fanów. Poznajcie letsplayerów.

Przez francuską wieś mknie czerwona ciężarówka. Po prawej stronie ciągnie się długi kamienny mur, po lewej tory. Obserwujemy to z fotela kierowcy, ale równocześnie jego twarz – wąsatego 50-latka w okularach – jest widoczna w lewym rogu ekranu. W lusterkach szybko znikają mijane drzewa. Nie zwalniamy nawet na ostrych zakrętach, a kierowca co i rusz pociąga elektronicznego papierosa. Ta ciężarówka to Scania, co zdradza znaczek na kierownicy. Ktoś zadaje pytanie, jaki to model. Nagle jesteśmy obok samochodu. Po chwili widzimy samochód z góry. – Scania R700 – pada odpowiedź. Obracamy się dookoła ciężarówki, widzimy ją w pełnej okazałości. Kierowcą jest Janusz, a właściwie Janusz0821 – gwiazdor Twitcha, grający w symulator ciężarówek. Obserwuje go ponad 40 tys. fanów, a jego wirtualne podróże przyciągają codziennie nawet kilka tysięcy osób.

PewDiePie i jego 45 mln fanów

Twitch to serwis internetowy, na którym można na żywo transmitować swoje gry wideo. Osoby udostępniające swoje rozgrywki na takim serwisie to letsplayerzy (z ang. let's play – zagrajmy). Kiedyś letsplayerem był ktoś, kto bez montażu i cięć nagrywał, jak przechodzi grę etap po etapie. Ale wraz ze wzrostem konkurencji niektóre filmiki najpopularniejszych letsplayerów zaczynają przypominać profesjonalne materiały dziennikarskie. To recenzje, a zarazem dobrze przygotowane show – rozrywka w najczystszej postaci. A Twitchowi wyrasta poważna konkurencja, bo YouTube ostatnio stworzył swoją platformę dla letsplayerów – YouTube Gaming.

Wśród graczy transmitujących swoje poczynania znajdziemy dziesięcioletnich fanów fantastyki, a także kolejarzy w średnim wieku. Widzowie oglądają ich wyczyny, dlatego że podobają im się pełne żartów opowieści letsplayerów, albo dlatego że chcą poznać nowe gry. Zresztą przypatrywanie się takiej elektronicznej rozgrywce niewiele już się różni od obejrzenia wysokobudżetowej hollywoodzkiej produkcji. Najwyższy czas się oswoić z tym, że gry wideo powoli stają się najważniejszą dziedziną kultury.

Jeśli szukać gdzieś korzeni zjawiska, jakim jest przypatrywanie się innym graczom, to można sięgnąć do drugiej połowy ubiegłego wieku, gdy w popularnych salonach gier elektronicznych wokół najlepszych graczy ustawiali się kibice zagrzewający ich do bicia rekordów. Już wtedy fani gier potrafili godzinami wpatrywać się w ekran, na którym inni strzelali, biegali, uzyskiwali najlepsze czasy na torach. – Obserwując lepszych od siebie, gracze mogli też podpatrzyć, jak radzić sobie z daną grą, by później samemu w nią zagrać – mówi Radosław Bomba, kulturoznawca z UMCS w Lublinie.

W latach 90., gdy Polskę opanowały konsole Pegasus, kibicowanie graczom przeniosło się do prywatnych mieszkań. – To było powszechnie przyjęte, że chodziło się do kumpla oglądać, jak on gra. Gry wideo były dla nas ciekawsze niż telewizja – mówi Paweł Kamiński, publicysta i doświadczony gracz.

Dziś nie trzeba wychodzić z domu. Szybkie łącza internetowe umożliwiły letsplayerom transmitowanie gry na żywo dla tysięcy a nawet milionów widzów naraz. Łączna długość wszystkich transmisji na żywo na serwisie Twitch w samym tylko 2015 roku wyniosła... 460 tysięcy lat! Liczby nie kłamią: ponad 100 mln użytkowników robi swoje.

Jeszcze więcej ludzi śledzi nagrane i zmontowane filmiki z gier na serwisie YouTube, którego najpopularniejszym i zdecydowanie najlepiej zarabiającym na świecie użytkownikiem jest szwedzki letsplayer PewDiePie. Jego samego obserwuje ponad 45 mln osób.

Starsi nie rozumieją

Jest wiele powodów, dla których ludzie oglądają gry, i równie wiele, dlaczego inni się temu dziwią. Bardzo łatwo sobie z tego żartować, bo przecież istotą gry jest jej interaktywność, a bierne oglądanie kojarzy się raczej ze światem mediów tradycyjnych, jak kino czy telewizja.

Zrozumieć nie potrafi tego choćby Jimmi Kimmel, uwielbiany przez młodych Amerykanów prowadzący programu „Jimmi Kimmel Live!" w stacji ABC. Jego błyskotliwe poczucie humoru zazwyczaj trafia do młodzieży. Jednak raz widzowie zasypali go – jak sam przyznał – lawiną bardzo nieprzychylnych komentarzy. Odcinek, w którym powiedział, że oglądanie, jak inni grają w gry wideo, jest absurdalnie głupie, zebrał ponad 130 tys. negatywnych opinii na YouTubie, a jak żartuje sam Kimmel, już przy 60 tys. tzw. łapek w dół władze powinny przydzielać autorowi policyjną ochronę...

Kimmel zgrywa nastolatka, ale w przyszłym roku stuknie mu pięćdziesiątka. – Nie rozumie tego zjawiska, bo wychował się w świecie tradycyjnych mediów – ocenia Paweł Kamiński. Wtóruje mu Radosław Bomba: – Świat YouTube'a i portali społecznościowych jest bardzo młody. Najlepiej rozumieją go ci, którzy w nim się wychowali. Oni mają specyficzny kod kulturowy, zbudowany na podstawie memów, gifów – tego wszystkiego, czego starsi ludzie kompletnie nie rozumieją – wyjaśnia kulturoznawca.

A inny badacz kultury, Jacek Wasilewski z Uniwersytetu Warszawskiego, dodaje: – Z grami jest jak ze sportem. Osobiście uważam, że lepiej samemu pograć w piłkę, niż oglądać ją w telewizji, ale z różnych powodów wiele osób lubi obserwować zmagania innych piłkarzy.

Problem tej przepaści międzypokoleniowej ciekawie przedstawili twórcy kultowego serialu „South Park". W odcinku pt. „#REHASH" Kyle nie może zrozumieć, dlaczego jego brat Ike woli oglądać, jak w nową grę gra PewDiePie, niż pograć w nią wraz z bratem. W świetnej musicalowej scenie, z których słynie serial, Kyle śpiewa, że przez internet umarł niegdyś gwarny od rodzinnych spotkań salon, bo dziś wszyscy siedzą w swoich pokojach z laptopami na kolanach.

Gdy do Ike'a przychodzą koledzy, starszy brat liczy, że uda mu się zainteresować ich grą na komputerze. Jednak zgraja małolatów wyśmiewa Kyle'a, nazywa go dziadkiem, po czym wspólnie zasiada przed ekranem, by pooglądać, jak gra PewDiePie.

Tak samo 20 lat temu poprzednicy Kyle'a (Jimmy Kimmel?) próbowali przekonywać swoich młodszych braci, by zamiast grać na komputerze, wyszli z nimi pokopać piłkę. I pewnie śpiewali, jak to umiera niegdyś gwarne boisko, bo wszyscy siedzą w domach przed komputerami...

Klasa o profilu e-sportowym

Góra za kilka lat dla Jimmiego Kimmela nie będzie już miejsca w mediach. Rząd dusz przejmą, naturalnie, dzisiejsi youtuberzy. To oni dużo skuteczniej przyciągają młodych widzów przed ekrany niż największe nawet gwiazdy telewizji. Mówią ich językiem, mają wspólne z nimi doświadczenia kulturowe, a przede wszystkim komunikują się ze światem tak jak oni: bezpośrednio. I bez przerwy.

Z letsplayerami podczas transmisji na Twitchu cały czas można rozmawiać na czacie. Mają najbardziej rozbudowane społeczności fanów spośród wszystkich youtuberów. O ich popularności najlepiej świadczy fakt, że gdy 18-letni reZigiusz poprosił na swym kanale o pomoc dla Wojewódzkiego Szpitala Rehabilitacyjnego dla Dzieci w Jastrzębiu-Zdroju, to w dwa dni jego fani przekazali placówce... 138 tys. złotych! Niektórzy z youtuberów co tydzień dostają po 30 tys. prywatnych wiadomości na portalach społecznościowych. Dlatego ich menedżerowie niechętnie podają do nich numery telefonów.

Złośliwi twierdzą, że kiedyś ekspertem zapraszanym do komentowania meczów w telewizji zostawało się dlatego, że dobrze grało się w piłkę, a teraz wystarczy dobrze grać w piłkarską grę wideo „FIFA". I dla wielu tę teorię potwierdza zaproszenie przez TVP Sport do komentowania rozpoczynających się mistrzostw Europy w piłce nożnej Piotra „Izaka" Skowyrskiego.

„Izak" dotąd był komentatorem e-sportu, czyli profesjonalnych zawodów w grach wideo. Gdy półtora tygodnia temu pojawił się po raz pierwszy w TVP podczas towarzyskiego meczu Polski z Holandią, zainteresowanie fanów było tak wielkie, że podczas transmisji na pół godziny padły telewizyjne serwery.

E-sport warto już zacząć traktować poważnie. Wśród narodowych dyscyplin Korei Południowej jednym tchem, oprócz tradycyjnych taekwondo czy hapkido, wymienia się już także „StarCrafta", czyli strategiczną grę wideo. Zawody e-sportowe gromadzą tam w ogromnych halach widowiskowych po 100 tys. widzów, a w kraju działa nawet stacja telewizyjna poświęcona wyłącznie tej grze.

Ale Polska nie pozostaje w tyle. W technikach w Kędzierzynie-Koźlu i Kielcach powstały już nawet klasy o profilu e-sportowym. Uczą się w nich nie tylko przyszli reprezentanci Polski w „Counter-Strike'u", najpopularniejszej strzelance FPS (first-person shooter), ale także przyszli twórcy gier.

Wspomniany „Izak" nie jest tylko głosem z turniejów e-sportu. Prowadzi on także transmisje gier na Twitchu. W kwietniu tego roku był w tym serwisie czwartym pod względem popularności prywatnym użytkownikiem na całym świecie. Potrafi przyciągnąć przed ekrany półtora miliona widzów. Jest to o tyle szokujące, że „Izak" komentuje gry po polsku, a więc w języku, który nie należy do najczęściej używanych w sieci.

Letsplayerzy przyciągają widzów osobowością, większość z nich jest sobą, nikogo nie udaje, nie wciela się w żadne role. Wielu ma własny, niepowtarzalny styl komentowania. Niektórzy mają ulubione powiedzonka, charakterystyczne okrzyki. „Izak" uważa, że są jak popularni uczniowie w szkole, z którymi wszyscy chcą się przyjaźnić. – Zdarza mi się, że zaczepiają mnie na ulicy obcy ludzie i zaczynają rozmowę, jakbyśmy się znali – opowiada „Plusowi Minusowi" youtuber. I wyjaśnia: – Oglądają moje transmisje, rozmawiają ze mną na czacie, więc na żywo nie czują żadnej bariery: podchodzą, jakbyśmy byli kumplami.

PKP, ciężarówka i origami

Wspomniany już PewDiePie ma 27 lat, blond włosy, ostatnio też zadbaną długą brodę. Pochodzi ze Szwecji, ale zarobki rzędu 12 mln dolarów rocznie pozwalają mu zmieniać miejsce zamieszkania, kiedy tylko chce. Popularność zdobył dzięki horrorom. Niektórzy boją się grać w takie gry samemu, zatem Szwed pozwala im odkryć plansze, na które inaczej nigdy nie odważyliby się wkroczyć. Co ciekawe, sam PewDiePie nie zalicza się wcale do twardzieli. Jest mocno ekspresyjny, ilekroć w grze dzieje się coś strasznego: głośno krzyczy, skacze, uderza rękami w klawiaturę. Ale im bardziej się boi, tym większą popularność zyskują jego filmiki.

Fani do ulubionych letsplayerów wracają codziennie. Ich transmisje i filmiki są jak odcinki ulubionego serialu. To nie przypadek, bo jak mówi Radosław Bomba, moda na letsplayerów poniekąd wiąże się właśnie z modą na seriale. – Gracze tak właśnie prezentują swoje filmiki: każdy kolejny jest odcinkiem gry, który przedstawia nowy jej etap – opowiada kulturoznawca.

Jednym z najpopularniejszych polskich letsplayerów jest 25-letni Vertez. Nagrywa swoje filmiki od pięciu lat. Zaczął od strzelanki „Call of Duty: Modern Warfare 3", tuż po jej premierze. To był złoty strzał. Studiował wtedy na Politechnice Lubelskiej, ale już pierwsze filmiki przyniosły mu tak wielką popularność, że zdecydował się rzucić studia i postawił wszystko na jedną kartę: zaczął żyć z YouTube'a.

Dziś mieszka we Wrocławiu wraz z narzeczoną, także youtuberką, którą poznał na czacie. Stara się nadal regularnie wrzucać do sieci kolejne materiały: – Gdybym przestał wrzucać filmy, widzowie szybko znaleźliby nowego ulubieńca – mówi. Nie musi jednak pracować codziennie, bo czasami przygotowuje sobie zapas filmów na kilka dni, gdy czeka go wyjazd na imprezę youtuberów czy spotkanie z fanami. – Czasami nad dwoma filmami męczę się cały dzień, a innym razem w kilka godzin udaje mi się nagrać 15 materiałów. Wszystko zależy od gry i pomysłu, jaki na nią mam – przyznaje Vertez.

Na Twitchu też można zarobić, choć przede wszystkim dzięki dobrowolnym wpłatom fanów. Wspomnianemu powyżej Januszowi jeżdżącemu scanią widzowie wpłacają czasem nawet po 150 euro. Ot tak, bo go lubią. Za co? W świecie małolatów ponad 50-letni, noszący flanelowe koszule dyżurny ruchu z PKP niewątpliwie mocno się wyróżnia. Jest z innego świata. Oprócz ciężarówek interesuje się origami, o którym nawet prowadzi blog. Na Twitchu odwiedziło go już prawie milion widzów.

Dla jednych oglądanie, jak inni grają, to po prostu relaks, a dla innych okazja do poznania konkretnych gier. Niektórzy oglądają letsplayerów, bo sami nie mają czasu pograć. Tak robi choćby Łukasz. Ma 29 lat, jest programistą. Kiedyś grał bardzo dużo. Lubi symulatory, a to bardzo specyficzne gry. Docenia te, które najwierniej odzwierciedlają rzeczywistość, jak symulator U-Boota, w którym proces odpalania torped oparty jest na skomplikowanej trygonometrii.

Łukasz szuka gier, które – jak opowiada – niosą ze sobą prawdę, dobro albo piękno. Uważa, że gry wideo są o wiele bogatsze kulturowo niż film czy muzyka. Sam gra dopiero wtedy, gdy zachwyci się czymś na YouTubie. – Lubię też oglądać te gry, w które sam wcześniej grałem. Czekam na moment, w którym gra mnie powaliła na kolana, i na reakcję letsplayera, który gra w nią pierwszy raz – opowiada.

Patryk Fijałkowski, dziennikarz zajmujący się grami wideo, wyjaśnia, że dla wielu fanów, szczególnie młodszych, najważniejsze są komizm, zabawa, czysta rozrywka. Niedoświadczeni gracze nie poszukują profesjonalnych e-sportowców, ale kogoś, kogo styl komentowania po prostu ich rozweseli. – Często im letsplayer będzie gorzej radził sobie w grze, tym więcej śmiechu wywoła u młodych widzów i bardziej go polubią – mówi dziennikarz serwisu Polygamia.

Kasi, mamie siedmioletniego Mikołaja, przeszkadza że popularni polscy letsplayerzy często przeklinają, dlatego z początku pozwalała synowi oglądać tylko graczy mówiących po angielsku. Przy okazji Mikołaj miał nauczyć się trochę języka. Ale i to miało swoje wady: – Nie chciałam, by Mikołaj używał w szkole zwrotów typu „what the fuck", a te bardzo często padają z ust zagranicznych letsplayerów – wyjaśnia Kasia.

Sama pracuje w radiu, zajmuje się kulturą. Wcześniej uważała gry wideo za niewarte zainteresowania. Ale pewnego dnia, przejeżdżając koło billboardu z Kubą Wojewódzkim, zapytała z ciekawości syna, czy wie, kto to jest. – Nie, na pewno nie jest youtuberem, więc nie wiem, co robi na reklamie Playa... – odpowiedział na poważnie Mikołaj i matka zrozumiała, że jej syn żyje w świecie, którego ona niemal nie zna.

Zainteresowała się wtedy zarówno letsplayerami, jak i prezentowanymi przez nich grami. Szczególnie spodobał jej się „Minecraft", gra podobno rozwijająca kreatywność. – Mikołaj, jak wszyscy koledzy, chce być youtuberem, ale gdy widzę, jak sobie dobrze radzi, grając w „Minecrafta", mam jeszcze nadzieję, że zostanie architektem – śmieje się.

Youtuberem chce zostać także dziesięcioletni Kajtek. Właściwie to już nim jest, bo zainwestował już nawet w słuchawki z mikrofonem, ale na razie pierwsza próba transmisji nie wypadła najlepiej, bo gdzieś nie stykał kabel. Mówi, że jest najmłodszy w Warszawie.

Uczy się w społecznej podstawówce i mieszka na nowym osiedlu na warszawskim Gocławiu. Nosi okulary i przeczytał cały cykl powieści fantastycznych „Magiczne drzewo" Andrzeja Maleszki.

Ale pokój chłopca nie zdradza, że jest letsplayerem. Na parapecie nad kaloryferem stoi niewielki telewizor, obok stylowe drewniane biurko, nad nim tablica korkowa z planem lekcji, naprzeciwko dziecięce łóżko. Jedynie wprawne oko wypatrzy pod poduszką średniej wielkości laptopa marki Lenovo. Model z wyższej półki, dobry do gier.

Świat jest hologramem

Kajtek gry ogląda wieczorami, bo w dzień woli biegać po dworze, ale nie bawi się na placu zabaw na swoim zamkniętym osiedlu, bo – jak sam opowiada – jest już na to za duży. Wraz z kolegami najbardziej lubią oglądać tych letsplayerów, którzy są najśmieszniejsi. Ulubieniec Kajtka – Sid – imituje głos leniwca z kreskówki „Epoka lodowcowa". Kajtek mówi, że jest przezabawny.

Podpytywany przyznaje, że nie do końca ma konkretny plan na własne filmiki. Będzie po prostu opowiadał, co się dzieje w grze, dlaczego nagrywa i dlaczego nie nagrywał: – Bo czasem mam za dużo lekcji – wyjaśnia. I dodaje: – W środę kończę zajęcia dopiero po 17, czyli po dziesięciu lekcjach! – dopowiada wyraźnie zbulwersowany.

I ty jesteś w grze?Nowe wyzwania przed letsplayerami stawia rozwój techniki. Niebawem codziennością będą gry na okulary do rzeczywistości wirtualnej, na przykład takie, w których zmienna grawitacja pozwala np. na chodzenie po ścianach czy suficie. Wielu fanów z pewnością będzie zachwyconych, gdy zobaczą swoich ulubionych graczy już nie siedzących spokojnie przed komputerem, ale biegających po ścianach – choćby w polskiej produkcji science fiction „Alice VR".

Twórcy gier na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. O ile film czy muzyka rozwijają się od lat w dość przewidywalnym kierunku i tempie, o tyle nikt nie jest w stanie wskazać, jak będą wyglądały za parę lat gry wideo. W każdym razie popularność letsplayerów i moda na ich oglądanie na pewno nie znikną.

Zresztą możliwe jest, że każdy z nas już nieświadomie ogląda grę! Poważny inżynier i ceniony wynalazca, biznesmen Elon Musk, założyciel firmy motoryzacyjnej Tesla i współpracującego z NASA przedsiębiorstwa SpaceX, stwierdził niedawno, że nasz świat prawdopodobnie jest hologramem, a my wszyscy jedynie postaciami w grze wideo stworzonej przez jakąś dużo bardziej rozwiniętą od nas cywilizację.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA