fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Ukraina. Komik Zelenski idzie po władzę

Uśmiech prezydenta? Wołodymyr Zelenski przed jednym z niezliczonych występów kabaretowych, Kijów, luty 2019 r.
Forum
Nie krytykuje rywali, nie bierze udziału w telewizyjnych pyskówkach. Objeżdża kraj ze swoim kabaretem, spotyka się z wyborcami, na wielką skalę wykorzystuje media społecznościowe. Komik Wołodymyr Zelenski staje się wielkim faworytem wyborów prezydenckich na Ukrainie (przypominamy tekst z marca)

Wasilij Gołoborodźko uczy historii w jednej z kijowskich szkół średnich. Tego dnia prowadzona przez niego lekcja na polecenie dyrektora zostaje przerwana, a uczniów angażuje się do przygotowania w szkole lokalu wyborczego, gdyż zbliżają się wybory prezydenckie. Gołoborodźko pyta drugiego nauczyciela, dlaczego padło akurat na jego klasę. „Bo inna ma matematykę" – słyszy w odpowiedzi. W tym momencie nie wytrzymuje. – Dziwimy się, dlaczego nasi politycy po dojściu do władzy popełniają te same błędy. Dlatego że są zajebistymi matematykami. Potrafią jedynie odejmować, dzielić i mnożyć swoje. Mam dosyć tych palantów – grzmi. – Dlatego mamy psie życie, że idziemy do budek wyborczych i nie mamy z kogo wybierać. Z dwóch pajaców wybieramy lepszego. I tak od 25 lat.

Historyk rzuca, że gdyby to on choć na tydzień został prezydentem, odebrałby politykom „luksusowe samochody, ulgi i dacze". – By zwykły nauczyciel żył jak prezydent, a prezydent jak zwykły nauczyciel – mówi.

Monolog nagrywa jeden z uczniów i wrzuca do sieci, gdzie filmik robi furorę. Ukraińcy przez internet zrzucają się nauczycielowi na kampanię wyborczą i tak Gołoborodźko zostaje głową państwa.

Tak zaczyna się polityczna kariera głównego bohatera popularnego ukraińskiego serialu „Sługa narodu", którego pierwszy sezon miał premierę w 2015 r. Premiera trzeciego sezonu ma się odbyć pod koniec tego miesiąca, tuż przed wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na 31 marca. Tym razem Gołoborodźko ma jednak spore szanse zostać prawdziwym, a nie filmowym prezydentem.

Uwierzyć w bajkę

W rolę nauczyciela w serialu, który potrafił zgromadzić przed telewizorami nawet 20 mln widzów, a w internecie kilkakrotnie więcej, wciela się aktor i kabareciarz Wołodymyr Zelenski. To może być jego ostatnia rola filmowa, przynajmniej na najbliższe pięć lat. Od tygodni jest faworytem wszystkich sondaży, zgodnie z nimi żaden z 43 jego konkurentów nie miałby z nim szans w drugiej turze. O miejsce w niej zacięcie walczą ze sobą urzędujący prezydent Petro Poroszenko i szefowa partii Batkiwszczyna Julia Tymoszenko. W pierwszej piątce są też reprezentujący prorosyjskie środowiska Jurij Bojko i były szef resortu obrony Anatolij Hrycenko. Z ostatniego sondażu kijowskiego Centrum „Monitoring Socjalny" wynika, że Zelenskiego popiera niemal 20 proc. Ukraińców. Tymoszenko i Poroszenko mogą liczyć na 13 proc.

Zelenski obrał nietypową dla ukraińskiej polityki strategię. Nie krytykuje swoich rywali i nie daje się wciągnąć w publiczne kłótnie, których uczestnicy często przekraczają wszelkie granice. Prowadzi kampanię razem z kolegami ze swojego kabaretu Kwartał 95, znanymi ukraińskimi aktorami. Jeżdżą po miastach, spotykają się z rozmaitymi ekspertami, organizują okrągłe stoły, wszystko nagrywają i publikują w sieci. Zresztą program wyborczy Zelenskiego pod hasłem „Ukraina moich marzeń" był również tworzony online, uzupełniany przez wszystkich chętnych. Udział w dyskusji na temat postulatów wzięło ponad 120 tys. internautów.

Wymarzona Ukraina Zelenskiego to kraj, w którym już nie ma ogłoszeń „praca w Polsce", lecz w Polsce są ogłoszenia „praca na Ukrainie". Chce całkowicie pozbawić immunitetu prezydenta, deputowanych Rady Najwyższej i sędziów. Proponuje zalegalizować nielegalnie zdobyte majątki oligarchów, jednorazowo umożliwiając im wypełnienie tzw. zerowej deklaracji podatkowej, w zamian za co mieliby przekazać budżetowi państwa 5 proc. majątku. Obiecuje wprowadzenie książeczek dla noworodków, na które państwo do ukończenia przez dzieci 18. roku życia przelewałoby pieniądze z nadwyżki budżetowej.

Inną obietnicą jest zero tolerancji dla łapówkarzy. Podejrzany o korupcję nie mógłby wyjść z aresztu po wpłaceniu kaucji, co dziś często się zdarza. Gdyby zapadł prawomocny wyrok, skazany straciłby cały majątek. Program Zelenskiego zakłada też, że sprawy najwyższej wagi państwowej będą rozstrzygane w drodze referendum. Wcześniej sugerował, że w ten sposób miałby być rozstrzygnięty problem Donbasu, ale zaznaczał, że żadnych godzących w państwo ukraińskie ustępstw wobec Rosji „być nie może". Jeden z jego spotów wyborczych przedstawiał Ukraińców oglądających w telewizyjnych wiadomościach relację z ukraińskiego Krymu.

Demokracja bezpośrednia ma kwitnąć. Zelenski zapowiada, że to wyborcy w trakcie publicznej dyskusji zdecydują, kto ma objąć kluczowe stanowiska w państwie w przypadku jego sukcesu. Komik nie ma sobie równych w prowadzeniu kampanii w mediach społecznościowych. Zaangażował do niej mnóstwo młodych specjalistów. Nadal koncertuje ze swoją załogą kabaretową po miastach i wypełnia sale zarówno na zachodzie, jak i wschodzie kraju.

A na horyzoncie jest już wspomniany trzeci sezon „Sługi narodu". Plakaty zapowiadające go od tygodni wiszą w Kijowie. W mediach pojawiły się spekulacje, że ludzie związani z administracją prezydenta Poroszenki na wszelkie sposoby próbują uniemożliwić emisję serialu. Komitet Wyborców Ukrainy, organizacja pozarządowa monitorująca wybory, zarzucił nawet aktorowi łamanie zasad prowadzenie kampanii. Efekt? Poparcie dla kabareciarza wzrosło.

Żaden z kijowskich analityków nie ma wątpliwości, że bez serialowego Gołoborodźki nie byłoby kandydata na prezydenta Zelenskiego. Nikt z ekspertów jednoznacznie nie jest w stanie też stwierdzić, czy oddając swój głos na aktora, Ukraińcy nie będą podświadomie głosować na „uczciwego prezydenta" z filmu. – Zelenski zbierze głosy tych, którzy zazwyczaj głosują „przeciwko wszystkim". Jego wynik wyborczy będzie zależał też w dużej mierze od tego, czy młodzież uda się do lokali wyborczych – tłumaczy znany kijowski politolog Wołodymyr Fesenko. – Jeżeli wygra te wybory, wszystkie pozostałe siły polityczne będą chciały obezwładnić niezrozumiałego i nieprzewidywalnego prezydenta. Zakładam, że Rada Najwyższa będzie chciała przeforsować przekształcenie Ukrainy w republikę parlamentarną. O tym już od dawna mówi się w Kijowie – dodaje.

Miliony, setki milionów

Zelenski w rzeczywistości ma niewiele wspólnego z filmowym „zwykłym nauczycielem". Startuje na prezydenta jako dobrze prosperujący biznesmen. Stoi na czele korporacji Kwartał 95, jednej z największych prywatnych wytwórni filmowych w państwach byłego ZSRR. Założył tę firmę w 2003 r., gdy wrócił z kolegami z Moskwy do rodzimego Krzywego Rogu na wschodzie Ukrainy.

W Rosji Zelenski zabłysnął na scenie, występując w programie humorystycznym „KWN" (Klub Wesołych i Pomysłowych), który do dzisiaj transmituje rządowy Pierwyj Kanał. W jednym z wywiadów wspominał, że mógł zostać w rosyjskiej stolicy i zrobić wielką karierę, ale pod warunkiem że porzuciłby kolegów i swój kabaret. Wybrał kolegów, ale karierę i tak udało mu się zrobić. Zagrał w wielu rosyjskich filmach, wyprodukował kilka własnych komedii, które zrobiły furorę nie tylko na Ukrainie, ale też w Rosji, Kazachstanie i na Białorusi.

Po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 r. i rychłym wybuchu wojny w Donbasie zamknął moskiewską filię swojej firmy, która, jak sam twierdził, przynosiła spore pieniądze. Wspierał finansowo ukraińską armię i występował przed żołnierzami jej jednostek na wschodzie kraju. Przez to był mocno krytykowany w Rosji, ale filmy z jego udziałem nadal można zobaczyć w tamtejszych stacjach.

W swojej deklaracji kandydata na prezydenta ujawni, jak twierdzi, wszystko co ma. Ponad milion dolarów na rachunkach bankowych, dom i trzy mieszkania. Wraz z żoną wynajmują też mieszkanie w Wielkiej Brytanii. Stać go na prowadzenie kampanii wyborczej, ale w porównaniu z Poroszenką wydaje się biedakiem. Prezydent przyznał się do majątku wartego nieco ponad 30 mln dolarów (800 mln hrywien), ale ukraiński „Forbes" szacuje go na ponad 850 mln dolarów. Na czas prezydentury Poroszenko przekazał zarządzanie nim zagranicznej firmie.

Była premier Julia Tymoszenko również złożyła skromną deklarację, zgodnie z którą nieruchomości nie posiada, a na rachunku ma jedynie 760 tys. dolarów. Jeszcze w 2017 r. dziennikarze śledczy z popularnego programu „Naszi Hroszi" (Nasze pieniądze) odkryli jednak, że Tymoszenko jeździ mercedesem, który jest zarejestrowany na firmę jej męża, i mieszka w luksusowej willi, która należy do jej ciotecznej siostry.

Zemsta oligarchy

Nie jest tajemnicą, że ukraińska scena polityczna jest od lat w dużej mierze podzielona pomiędzy oligarchów, często rywalizujących ze sobą. Ci najbogatsi mają swoje frakcje w parlamencie, swoich ludzi w sądach i prokuraturze. Mają też swoje media i właśnie dlatego od miesięcy krążą plotki, że Zelenski jest marionetką jednej z takich wpływowych postaci.

Spektakl kabaretu Zelenskiego „Wieczernij Kwartał" w każdą sobotę transmituje prywatna stacja 1+1. To za jej pośrednictwem kabareciarz zwrócił się do Ukraińców tuż przed północą 31 grudnia 2018 r. i ogłosił, że wystartuje na prezydenta. Wymowne jest to, że w tym samym czasie inne stacje transmitowały noworoczne orędzie głowy państwa. Wielu dziennikarzy i analityków na Ukrainie uważa, że to nie był przypadek. Kluczem do zrozumienia sytuacji może być fakt, że stacja należy do mocno skłóconego z Poroszenką miliardera Ihora Kołomojskiego, który oprócz ukraińskiego ma jeszcze obywatelstwo Izraela i Cypru.

Gdy w 2014 r. Rosja anektowała Krym, a na wschodzie kraju wybuchła wojna, Kołomojski, wówczas jeszcze będący blisko prezydenta, został przez niego mianowany gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego.

Uważa się, że to dzięki niemu w ówczesnym Dniepropietrowsku (obecnie Dniepr) nie doszło do powtórki sytuacji z Doniecka i Ługańska. Podobno zainwestował własne środki w utworzenie kilku batalionów ochotniczych, utrzymanie których kosztowało go 10 mln dolarów miesięcznie. Z doniesień medialnych wynika, że wypłacał też 10 tys. dolarów nagrody za każdego złapanego prorosyjskiego separatystę.

Na początku 2015 r. ukraińskie media nazywały już jednak Kołomojskiego głównym zagrożeniem dla rządów Poroszenki. Konflikt między nimi zaczął się od utraty przez oligarchę udziałów w państwowej spółce Ukrtransnafta. Wkrótce prezydent odwołał go ze stanowiska, a władze w Kijowie oskarżyły o nielegalne wyprowadzenie środków z PrivatBanku (niegdyś największy prywatny bank w kraju), którego był jednym z dwóch współwłaścicieli. Był, bo pod koniec 2016 r. bank został ostatecznie znacjonalizowany i od tamtej pory procesuje się z Kołomojskim o zwrot wyprowadzonych aktywów. Na razie bezskutecznie.

Oligarcha od kilku lat mieszka w Szwajcarii i stamtąd obserwuje wybory prezydenckie na Ukrainie. W jednym z ostatnich wywiadów zapewniał, że z Zelenskim wiążą go wyłącznie relacje biznesowe. Kabareciarz z kolei wyśmiewa plotki o swoich związkach z oligarchą i zapowiada, że nie zamierza zwracać Kołomojskiemu banku, jeżeli zostanie prezydentem.

Swój stosunek do pieniędzy komik opisał pod koniec grudnia w obszernym wywiadzie, którego udzielił popularnemu dziennikarzowi Dmitrijowi Gordonowi. Opowiedział historię z lat 2010–2012, gdy był głównym producentem stacji telewizyjnej Inter. Zbiegły już do Rosji ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz miał zaprosić go do swojej podkijowskiej rezydencji i „próbować upić". Z opowieści Zelenskiego wynika, że większość miejscowych mediów w tamtym czasie sprzyjała prezydentowi, ale nie jego kabaret, który wyśmiewał wszystkich bez wyjątku. W zamian za „przyjaźń" Janukowycz miał zaproponować mu 100 mln dolarów, a Zelenski – odmówić. – Jeżeli położyć tę kwotę po jednej stronie wagi, a z drugiej wszystko, co mam, to więcej dla mnie waży moja rodzina i reputacja – zapewniał.

– Nie zgodzę się z tymi, którzy mówią, że jest marionetką Kołomojskiego, byłoby to zbyt dużym uproszczeniem. Na pewno oligarcha ma jakiś wpływ na poszczególnych ludzi z jego ekipy, ale sam jednocześnie wspiera Tymoszenko. Gdyby Zelenski był marionetką, jego reklam wyborczych nie pokazywałyby stacje Wiktora Pinczuka (ukraiński miliarder i zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy – red.), który nie znosi Kołomojskiego – mówi Wołodymyr Fesenko. – Oligarchowie chcą zabezpieczyć się przed wyborami i stawiają na kilku graczy – dodaje.

Minister wie, co się święci?

Wiele wskazuje na to, że im większe poparcie dla Zelenskiego widać w sondażach, tym większy narasta rozłam w obozie Poroszenki. W reelekcję prezydenta coraz mniej wierzy m.in. szef MSW Arsen Awakow. W ostatni poniedziałek oświadczył, że obok sztabu wyborczego Zelenskiego przy ul. Białoruskiej w Kijowie policja znalazła sprzęt do podsłuchu. Jeden z ochroniarzy kabareciarza miał zauważyć człowieka montującego jakieś urządzenie na dachu budynku. Doradca Awakowa Anton Heraszczenko sprecyzował nawet, że sprzętu takiego nie można kupić w dowolnym sklepie i że licencję na jego zakup i użycie wydaje wyłącznie Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Nie byłoby to ciosem w Poroszenkę, gdyby nie fakt, że to on mianuje szefa tej służby i nadzoruje jej działalność.

Wcześniej Awakow mówił o związkach SBU ze skrajnie prawicową i radykalną ukraińską organizacją C14. A kilka dni temu oświadczył, że dotychczas wszczęto ponad 100 spraw karnych w sprawie „naruszenia kodeksu wyborczego" przez ludzi Tymoszenko i Poroszenki, którzy od tygodni nawzajem się oskarżają o przekupywanie wyborców.

Awakow zapewne dobrze wyczuwa nastroje społeczeństwa. Partia Narodny Front, którą reprezentuje, jest koalicjantem Bloku Petra Poroszenki. Z dotychczasowych sondaży wynika, że w jesiennych wyborach parlamentarnych ugrupowanie ministra nie przekroczy nawet progu wyborczego. Nie będzie już też raczej rządziła partia prezydenta, która zajmuje dopiero trzecią, a często nawet czwartą pozycję w badaniach opinii społecznej. Drugie siłą polityczną jest obecnie Batkiwszczyna Tymoszenki.

Prowadzi ugrupowanie Zelenskiego, choć kabareciarz dopiero zaczyna je tworzyć. Najwyraźniej wyborcom wystarcza jednak, że nazwa partii jest identyczna z tytułem serialu: Sługa narodu.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA