fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Lasota: Swój do swego

Irena Lasota
Fotorzepa, Darek Golik
W lutym zmarł były sekretarz generalny ONZ Boutros Boutros-Ghali.

Nie był to najbardziej udany sekretarz – za jego administrowania doszło do rzezi w Rwandzie, wojen w Somalii, Jugosławii i Angoli, za które go obwiniano, ale prawdę mówiąc, to nie ONZ te wojny rozpętała. ONZ jest nadętym eunuchem – organizacją zbędną i pasożytniczą. A jej struktura, wymyślona właściwie 100 lat temu (Liga Narodów) i pozmieniana po drugiej wojnie światowej, jest przestrogą, czym może się skończyć Unia Europejska, jeśli nie ograniczy swych ambicji politycznych i geograficznych.

Z pozoru ONZ jest piękną i idealistyczną strukturą. Rząd świata, który pilnuje pokoju, dobrobytu i wzrostu ekonomicznego. Rząd bardzo demokratyczny, który każdemu państwu daje takie same prawa. Ideał Lenina – nawet kucharka może być premierem. Wystarczy spojrzeć na Radę Praw Człowieka (poprzednio Komisję Praw Człowieka) ONZ. Rada jest oficjalnie najwyższym światowym autorytetem w sprawach praw człowieka i w tym roku między innymi delegaci Chin, Kuby, Rosji czy Arabii Saudyjskiej bronią praw człowieka na całym świecie. Samo to powinno wystarczyć, by rozpędzić ONZ i być może odtworzyć – za dużo mniejsze pieniądze – kilka instytucji, które mogą się do czegoś przydać, na przykład Urząd do spraw Uchodźców.

Ale wracając do Boutrosa-Ghalego. Był on Egipcjaninem, pierwszym mieszkańcem Afryki, który dosłużył się tak wysokiego stanowiska, w przeszłości wiceministrem spraw zagranicznych. Miał więc pogrzeb super- uroczysty, państwowy: laweta, konie, a prezydent Abdel Fatah al-Sisi, generałowie i tysiące ludzi odprowadzili go w ostatnią drogę. Ceremonia rozpoczęła się w jednym z najbardziej znanych meczetów w Kairze w obecności głównego szejka sunnitów Ahmeda al-Tajiba, a zakończyła w koptyjskiej katedrze Piotra i Pawła chrześcijańską mszą odprawioną przez papieża Koptów Tawadrosa II. Wszyscy wymienieni i wielu innych składali kondolencje wdowie Lei Marii, z domu Nadler.

Piszę o tym z satysfakcją, bo jest to namacalny dowód na to, o czym mówię od dawna – że nie wszyscy muzułmanie są tacy, jakimi ich opisują przeciwnicy islamu, i że nie we wszystkich krajach o większości muzułmańskiej panuje nietolerancja wobec innych religii.

Boutros Boutros-Ghali pochodził z bardzo starej rodziny Koptów (czyli chrześcijan), wśród których było wielu polityków i dyplomatów – jego dziadek był nawet premierem Egiptu w latach 1908–1910. Jego żona Leia Maria urodziła się w rodzinie Żydów egipskich i jako młoda kobieta przeszła na katolicyzm.

Pijąc wino i zagryzając wieprzowymi kabanosami z Baltimore, rozmawiałam o tym pogrzebie z moją przyjaciółką, Amerykanką egipskiego pochodzenia, profesor Hebą el-Shazli. Dla Heby nie było w tym ekumenizmie nic dziwnego. Jest muzułmanką, w Kairze mieszkała w znanej dzielnicy Shubra, gdzie obok siebie stały kościoły i meczety. Mama Heby, która później została dyplomatą, też była muzułmanką i chodziła do liceum prowadzonego przez francuskie zakonnice. Gdy ktoś z rodziny i znajomych umierał, szła z małą Hebą do kościoła koptyjskiego, gdzie zapalała świeczkę. Każdą świątynię dowolnego wyznania uważała za dom Boży. I Heba jest przykładem takich muzułmanów, których znam co najmniej od ćwierć wieku. Wielu z nich to moi przyjaciele. Z Egiptu, Azji Centralnej, z Krymu czy Azerbejdżanu. Religia jest dodatkiem do ich człowieczeństwa i nie wymaga nienawidzenia innych religii.

W dniu, w którym popijałam z Hebą, zadałam na Facebooku pytanie, czy w czasie postu się baluje. Naprawdę było ono spontanicznie niewinne, niepolityczne, choć rzeczywiście fotografia znanego polityka na balu wywołała moje zainteresowanie. Odpowiedzi były różne. Jedne rzeczowe, choć różniące się między sobą, w innych chodziło o to, by przywalić politykowi z fotografii lub go bronić. Dwie były inne od reszty. Pan AP odpowiedział (ja w każdym razie tak zrozumiałam) tak, jak odpowiedziałaby Heba: „Zależy, w co się wierzy". Natomiast pan AS – masochista, który mnie nie lubi, ale mnie czyta, zaczął od: „a Pani jest katoliczką?", by po mojej odpowiedzi dodać: „zawsze mnie zadziwia troska niekatolików (szerzej – nie chreściaj) o na Kościół i wartości chrześcijańskie" (pisownia oryginalna).

Rzeczywiście, najlepiej niech każdy troszczy się o siebie i swoich i zamilknie na temat innych. Na przykład muzułmanów.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA