fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Polska - Austria 0:0. Niesmak pozostał

AFP
Dwa jesiennie mecze to zimny prysznic na głowy Polaków. Miało być przypieczętowanie awansu, zaczyna się oglądanie na rywali.

Po krytyce – zasłużonej dodajmy – jaka spadła na zespół po porażce ze Słowenią selekcjoner Jerzy Brzęczek zareagował. Zmienił nie tylko personalia, ale i ustawienie. Jego drużyna wróciła do systemu z jednym, wysuniętym napastnikiem – Robertem Lewandowskim. W poprzednich meczach kapitan kadry był zdecydowanie zbyt często zajęty walką w środku pola, rozgrywaniem, a także schodzeniem na skrzydła. Robił to wszystko, co powodowało, że nie było go tam, gdzie jego gra przynosi najwięcej korzyści – pod bramką rywali. Tym razem Krzysztof Piątek trafił na ławkę rezerwowych, na papierze obok Lewandowskiego ustawiony został Dawid Kownacki, ale w praktyce biegał on po skrzydle.

To właśnie zawodnik Fortuny Dusseldrof był nową twarzą w zespole w porównaniu z jedenastką z Lublany, a kolejną Krystian Bielik, który zajął miejsce obok Grzegorza Krychowiaka w środku pomocy. Jeśli można mówić o jakichkolwiek pozytywach tego dwumeczu, to trzeba powiedzieć, że Bielik jest wygranym tego zgrupowania. Najpierw dał bardzo dobrą zmianę w Lublanie, następnie wskoczył do wyjściowego składu i radził sobie dobrze. Więcej wnosił w grę ofensywną i w konstruowanie akcji niż Mateusz Klich, a i w defensywie spisywał się bez zrzutów i wykonywał nakreślone zadania. Wygląda na to, że niezależnie od wyników, Bielik miejsce w podstawowej jedenastce na październikowe mecze zachowa. Ostatnią zmianą w składzie był powrót Kamila Glika, który mecz ze Słowenią opuścił z powodu urazu.

I faktycznie Lewandowski miał w końcu sytuacje – takie, jakich nie miał w spotkaniach, gdy przed nim biegał Piątek. Po pół godzinie gry Polacy przedostali się pod pole karne rywali w charakterystyczny dla drużyny Brzęczka sposób, czyli serią czterech, superszybkich podań. Piłka trafiła na skrzydło do Kamila Grosickiego, ten dośrodkował zewnętrzną częścią stopy i Lewandowski stojący sam przed bramką, rzucił się szczupakiem by uderzyć głową piłkę, ale jego strzał poleciał minimalnie nad bramką. Pod koniec pierwszej połowy kapitan kadry sam sobie stworzył okazję, gdy dwa razy puścił piłkę między nogami pilnującym go Austriakom, a w 52 minucie – znów po szybkim wypadzie i akcji Grosickiego z Tomaszem Kędziorą – świetnie zgrywał do niego piłkę Kownacki. W ostatniej jednak chwili austriacki obrońca wybił piłkę spod nóg Lewandowskiego. Znów cisnęło się na usta – w Bayernie (albo „normalnie”) by strzelił.

Nie zmienił się pomysł i sposób gry, jakiego wymaga od tego zespołu Brzęczek. Polacy długimi momentami oddawali inicjatywę i piłkę rywalom, i tylko czekali na szybkie akcje. Kibice na Stadionie Narodowym przecierali oczy ze zdumienia, gdy Austriacy wymieniali między sobą kolejne podania, w bezpośredniej okolicy naszego pola karnego – tiki-taka po austriacku, aż na tyle pozwolili zawodnicy Brzęczka w poniedziałkowy wieczór. Ostatnim rywalem, który z taką swobodą rozgrywał na tym stadionie piłkę i wymieniał między sobą tyle podań, to byli Niemcy, którzy w październiku 2014 roku przyjechali do Warszawy w glorii mistrzów świata. Z tą różnicą, że drużyna Adama Nawałki wówczas tych Niemców pokonała.

Austriacy stworzyli sobie więcej sytuacji i to lepszych. Już w 10 minucie w spojenie słupka z poprzeczką trafił Marko Arnautović. Były kolega klubowy Łukasza Fabiańskiego z West Hamu tego wieczora jeszcze przynajmniej dwukrotnie stawał z nim oko w oko. Tuż po przerwie – w 49 minucie – Fabiański fantastycznie wyszedł i świetnie interweniował w sytuacji sam na sam z napastnikiem, który latem odszedł do Chin. W ogóle Fabiański był bohaterem reprezentacji i to jemu zawdzięczają biało-czerwoni ten jeden, niespecjalnie dobrze smakujący i nieprzynoszący chluby, a jednocześnie nie do końca zasłużony, punkt. W pierwszej połowie kapitalnie interweniował jeszcze po uderzeniu z ostrego kąta Valentino Lazaro, a w drugiej przeniósł piłkę nad poprzeczką po strzale z dystansu Floriana Grillitscha.

Po czterech meczach wydawało się, że awans zespół Jerzego Brzęczka ma w kieszeni. Po wrześniowych meczach sytuacja zaczyna się komplikować. Polacy zachowali pierwsze miejsce w grupie, ale Słowenia (która wygrała 3:2 z Izraelem) ma tylko dwa punkty straty, a Austria trzy. Inna sprawa, że biało-czerwonych czeka jeszcze tylko jeden trudny wyjazd (w listopadzie z Izraelem), a w ostatniej – być może decydującej – kolejce podejmą Słoweńców u siebie. Niemniej jednak po jesiennych meczach niesmak pozostał.

Polska – Austria 0:0

Słowenia – Izrael 3:2 (B. Verbić 43 i 90, R. Bezjak 66 – B. Natcho 50, E. Zahavi 63)

Łotwa – Macedonia Płn. 0:2 (G. Pandev 14, E. Bardhi 17)

1. Polska               6 13 8-2

2. Słowenia           6 11 12-5

3. Austria              6 10 6-7

4. Macedonia Płn.  6 8 8-8

5. Izrael               6 8 11-11

6. Łotwa               6 0 1-21

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA