fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jacek Trela: Zdarzyło się po raz pierwszy w wolnej Polsce

Barbara Nowacka, wobec której policjant użył gazu pieprzowego
Posłanka Barbara Nowacka, wobec której policjant użył gazu pieprzowego
AFP
Rząd przekonuje, że przestrzega praworządności, choć przykładów jej łamania mamy ostatnio wiele.

Nie gasną dyskusje o działaniach policji wobec protestujących. Policja jest powołana między innymi do tego, aby dbać o zachowanie porządku publicznego. To znaczy, że policjanci nie tylko mają pilnować przestrzegania prawa, ale sami muszą prawo respektować.

W czasie ostatnich manifestacji w Warszawie policja wprawdzie nie używała już pałek teleskopowych, jak 18 listopada, ale nadal stosowała gaz pieprzowy i to w sytuacjach, kiedy używanie go wobec pokojowo manifestujących jest bardzo wątpliwe prawnie. Przypadki, w których można stosować środki przymusu bezpośredniego, a do nich zalicza się także miotacze gazów obezwładniających, są wymienione w art. 11 ustawy z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej. W żadnym z tych zapisów nie znajdziemy upoważnienia do stosowania miotaczy gazów wobec pokojowych manifestacji.

Jedną z pokrzywdzonych jest posłanka Barbara Nowacka, wobec której policjant użył gazu pieprzowego z bardzo bliskiej odległości, pomimo okazania przez nią legitymacji poselskiej. Kilka dni wcześniej gaz pieprzowy użyty został przeciwko posłance Magdalenie Biejat, zresztą też w momencie, kiedy pokazywała policji swoją legitymację poselską.

Czytaj też:

Mandat za pomoc

Policja stosuje ostatnio swoisty sposób zabezpieczania porządku publicznego. Otacza ludzi kordonem i jednocześnie wzywa do rozejścia się. Demonstrujący – co oczywiste – nie mają w takiej sytuacji możliwości wykonania polecenia. To z kolei daje pretekst do legitymowania, a także zatrzymywania osób, którym stawia się zarzuty z kodeksu wykroczeń i nakłada mandaty karne bądź kieruje wnioski o ukaranie do sądu.

O takim sposobie działania opowiedziały w wywiadzie prasowym dwie adwokatki (ze Słupska i z Warszawy), które wraz z wieloma innymi młodymi adwokatami zaangażowały się w udzielanie pomocy prawnej zatrzymywanym demonstrantom. Którym – przypomnijmy – przysługuje prawo do adwokata jako element konstytucyjnie gwarantowanego prawa do obrony. Standardy te określa dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/48/UE z 22 października 2013 r.: osobie zatrzymanej przysługuje prawo do adwokata od samego początku czynności podejmowanych wobec niej. Tymczasem jedna ze wspomnianych adwokatek podczas udzielania pomocy prawnej osobie zatrzymywanej sama została ukarana mandatem karnym, mimo okazania legitymacji adwokackiej i poinformowania policjanta, że wykonuje czynności zawodowe. Sprawa trafi do sądu z uwagi na odmowę przyjęcia mandatu. Taka próba karania adwokata przy pracy jest naruszeniem praw osoby, której pomoc jest udzielana, bo uniemożliwia jej udzielenie. To także naruszenie ustawowej zasady (art. 7 ust. 1 prawa o adwokaturze), że adwokat podczas i w związku z wykonywaniem obowiązków zawodowych korzysta z ochrony prawnej, podobnie jak sędzia i prokurator.

Nie patrzą na legitymację

W czasie manifestacji 23 listopada zatrzymano dziennikarkę wykonującą pracę reporterską. Ona również, bezpośrednio przed zatrzymaniem, okazała funkcjonariuszowi legitymację prasową, a mimo to została zatrzymana przy użyciu środków przymusu bezpośredniego. Zatrzymanie dziennikarki było bezprecedensowe. Próbowano to tłumaczyć użyciem przez nią flesza aparatu fotograficznego, co rzekomo miało naruszyć nietykalność cielesną policjanta. Negatywnej oceny tego zdarzenia nie zmienia to, że policja dość szybko wycofała się ze swojego stanowiska.

Nie tak dawno zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych zażądał z Sądu Rejonowego w Poznaniu dokumentów związanych ze sprawą, w której sąd ten zawiesił wykonalność postanowienia prokuratora o zastosowaniu środków zapobiegawczych, w tym zakazu wykonywania zawodu, wobec jednego z adwokatów. Zażądanie dokumentów i wszczęcie postępowania wyjaśniającego przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego nastąpiło kilka dni przed wyznaczonym terminem posiedzenia, na którym miało być rozpoznane zażalenie na zastosowane przez prokuraturę środki zapobiegawcze.

Takie działanie zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów, współbrzmiące z ogłoszoną w prasie przez zastępcę prokuratora generalnego krytyką sądu, który zajmował się sprawą, musi być oceniane jako wywieranie nacisku na orzekających w konkretnej sprawie sędziów. To jaskrawy przykład naruszenia niezależności sądów od wszelkiej władzy, w tym wykonawczej, której przedstawicielem jest zastępca prokuratora generalnego podległy ministrowi sprawiedliwości. Sąd Rejonowy w Poznaniu nie uległ presji: 3 grudnia wydał postanowienie uchylające postanowienie prokuratora o zastosowaniu środków zapobiegawczych.

Wszystkie te zdarzenia – użycie gazu wobec pokojowo protestujących, mandat karny dla adwokatki udzielającej pomocy prawnej demonstrującym, zatrzymanie dziennikarki wykonującej swoje obowiązki zawodowe i relacjonującej protesty uliczne, nacisk na sąd w prestiżowej dla prokuratury sprawie, nierespektowanie prawa do poselskiej interwencji – dzieją się w czasie, gdy przedstawiciele polskiego rządu starają się przekonać Komisję Europejską, że praworządność w Polsce jest przestrzegana, i grożą wetem wobec budżetu unijnego na kolejne siedem lat. Ci sami przedstawiciele usiłują wmówić Polakom, że weto jest w naszym interesie, że jest obroną naszej suwerenności. Wszystko to dzieje się w wolnej Polsce po raz pierwszy.

Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA