fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Czy Polska jest handlową kolonią Unii Europejskiej

Adobe Stock
Udział w międzynarodowych relacjach gospodarczych nie jest grą o sumie zerowej, w której jeden kraj tyle może zyskać, ile inne stracą. Te relacje z reguły są korzystne dla obu stron.

Napięcia związane z prawdopodobnym zawetowaniem przez Polskę i Węgry unijnego budżetu wzmagają dyskusję nie tylko na temat sytuacji, w jakiej znajdzie się Polska po zawetowaniu budżetu, ale w ogóle na temat korzyści z przynależności do UE. Europoseł Jacek Saryusz-Wolski dowodzi, że weto postawi Polskę w korzystniejszej sytuacji, gdyż będziemy otrzymywać nawet ponad 23 proc. środków więcej, niż gdyby budżet został uchwalony.

Wtóruje mu znawczyni finansowych mechanizmów UE europosłanka Beata Kempa. Szkoda, że europosłowie nie mówią, ile zyskalibyśmy, rozwalając całkowicie UE lub też z niej występując, skoro tylko sparaliżowanie jej funkcjonowania byłoby dla nas tak korzystne.

Ofensywa w sieci

W internecie z kolei można zauważyć niespotykaną dawno aktywność trolli kwestionujących korzyści z naszej przynależności do UE. Obserwując ten wzmożony ruch, można się domyślić, że uruchomione zostały krajowe zastępy internautów w celu obrzydzania rodakom Unii Europejskiej, wskazując, że do ekonomicznej eksploatacji naszego kraju przez silniejszych partnerów z UE dojdą działania mające na celu pozbawienie narodu polskiego jego kultury, tradycji, historii, religii itd.

Zważywszy na liczbę wpisów negujących sens naszego członkostwo w UE, można także sądzić, że logistycznego wsparcia udzielają również rosyjscy wielbiciele PIS-u, którzy chcą wspomóc premiera Morawieckiego w jego walce o rzeczywistą demokrację i praworządność w UE. Zważywszy, że tę trudną walkę premier Morawiecki prowadzi wspólnie z Viktorem Orbánem, który od dawna cieszy się uznaniem, przyjaźnią i wsparciem niezłomnego obrońcy demokracji Władimira Putina, hipoteza ta wydaje się tym bardziej uzasadniona.

Kwestionowanie korzyści z przynależności do UE należy do ulubionych działań PiS w przypadku napięć na linii Polska–Komisja Europejska. W poprzedniej kadencji Sejmu posłanka Krystyna Pawłowicz miała nawet powołać parlamentarny zespół do sporządzenia bilansu korzyści i kosztów związanych z przynależnością do UE. Zespół ten chyba nie został nawet ostatecznie ukonstytuowany, a na pewno nie opublikował żadnych wyników swoich prac – nie wiem, czy nic ciekawego nie ustalono, czy też chwilowe ocieplenie stosunków z unijnymi partnerami zmniejszyło zapotrzebowanie na antyunijne pamflety.

Najważniejszym chyba argumentem wysuwanym przez przeciwników UE jest ten mówiący, że Polska, przystępując do Unii, otworzyła swoje granice, godząc się na niekontrolowany napływ towarów i usług z innych krajów, niszczący polską gospodarkę, dając równocześnie korzyści naszym partnerom, jeżeli w ogóle o partnerstwie może w tym przypadku w ogóle być mowa. Zwolennicy tej tezy twierdzą zatem, że pozostałe kraje, zwłaszcza Niemcy, w razie wystąpienia Polski z UE poniosłyby olbrzymie straty.

Nie mam oczywiście zamiaru twierdzić, że Niemcy oraz inne kraje nie czerpią korzyści z istnienia UE. Uczestniczenie w międzynarodowych relacjach gospodarczych nie jest grą o sumie zerowej, w której jeden kraj tyle może zyskać, ile inne stracą. Te relacje z reguły są korzystne dla obu (lub więcej) stron w nich uczestniczących.

Oczywiście także Niemcy poniosłyby określone straty w przypadku wystąpienia Polski z UE, ale – o czym radzę pamiętać – my również stracilibyśmy, pewnie nawet więcej. Zobaczmy zatem, jak kształtowały się relacje handlowe pomiędzy Polską a UE w okresie od przystąpienia do ugrupowania.

Co mówią liczby

Jak wynika z danych dotyczących polskiego handlu zagranicznego w latach 2005–2019 wartość polskiego eksportu wyniosła 2229,1 mld euro, z tego 76,8 proc. stanowił eksport do krajów UE. Z kolei wartość importu wyniosła 2346,3 mld euro, z tego import z krajów UE stanowił 61,6 proc. W całym analizowanym okresie polski handel zagraniczny zanotował 117,2 mld euro deficytu. Na wyraźne podkreślenie zasługuje jednak, że deficyt bilansu handlowego z krajami spoza UE wyniósł 459,2 mld euro, natomiast saldo handlu z krajami UE było dodatnie i wyniosło 342 mld euro.

Oznacza to, że z Polski wysłaliśmy w tym okresie towary o wartości 342 mld euro wyższej, niż sprowadziliśmy. Upraszczając nieco, możemy stwierdzić, że gdyby nie nadwyżka uzyskana w handlu z krajami UE, dziś Polska byłaby dodatkowo zadłużona na ponad 342 mld euro lub też nie moglibyśmy ponieść wydatków równych tej kwocie.

Można postawić pytanie, w jakim stanie byłaby dziś polska gospodarka, gdyby nie otrzymała takiego zastrzyku dewiz, które umożliwiły powiększenie i zmodernizowanie naszego aparatu produkcyjnego, jaka byłaby dynamika wzrostu PKB, poziom życia ludności itp.

Na marginesie warto zauważyć, że największą nadwyżkę handlową notujemy z naszymi sąsiadami zza Odry. W roku 2019 wyeksportowaliśmy do Niemiec towary o wartości 66 mld euro, a sprowadziliśmy za 51,8 mld euro. Nadwyżka w bilansie handlowym z Niemcami wyniosła więc 14,2 mld euro.

Taka sytuacja utrzymuje się od wielu lat. Od przystąpienia do UE nadwyżka w handlu z Niemcami przekracza 70 mld euro. W tym samym czasie saldo handlu z Rosją, której wielbiciele często mówią, że handel z tym krajem stwarza wręcz nieograniczone możliwości eksportu, zanotowaliśmy deficyt w wysokości około 140 mld euro.

Wygrana rolnictwa

Przed wejściem do UE jednym z najważniejszych argumentów przeciwników akcesji był argument, że skutkiem będzie całkowita niemal likwidacja polskiego rolnictwa. Tymczasem po przystąpieniu do UE polski eksport towarów rolno-spożywczych zaczął gwałtownie rosnąć. Zwiększało się także dodatnie saldo handlu tymi towarami. W 2005 r. wartość polskiego eksportu rolno-spożywczego wynosiła 7,2 mld euro i do 2019 zwiększyła się do 31,8 mld euro. Dodatnie saldo handlu tymi produktami wyniosło w 2005 r. 1,7 mld euro i do 2019 wzrosło do 10,5 mld euro.

Zarówno eksport, jak i saldo handlu produktami rolno-spożywczymi rosły w decydującej mierze dzięki wzrostowi eksportu do krajów UE. Dziś udział eksportu tych produktów do krajów UE przekracza 82 proc., a dodatnie saldo wynosi około 11,2 mld euro, podczas gdy saldo handlu tymi produktami z krajami spoza UE jest ujemne i wynosi około 670 mln euro. Dobrze byłoby, żeby informacje te dotarły do polskich rolników, którzy w razie pogorszenia naszych relacji z UE, nie mówiąc już o wystąpieniu, byliby najbardziej poszkodowaną grupą społeczną.

Nie mam zamiaru twierdzić, że kraje UE nie odnoszą korzyści z tytułu członkostwa Polski w UE. Pamiętajmy jednak, że i my odnosimy określone korzyści. W ogóle proponowałbym oparcie dyskusji na ten temat na łatwo dostępnych danych liczbowych, publikowanych przez polskie rządowe instytucje.

Prof. dr hab. Jan Czekaj pracuje na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, w przeszłości był członkiem Rady Polityki Pieniężnej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA