fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Rok rządów PiS: Ziobro mniej mówi, za to więcej robi - komentarz Ewy Usowicz

Zbigniew Ziobro, łącząc stanowisko w rządzie z funkcją prokuratora generalnego, wyrósł na superministra.
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
To chyba rekordzista pod względem liczby zmian w prawie. Często zupełnie niegłupich.

W tej kadencji rządu PiS Zbigniew Ziobro raczej unika publicznych występów i kategorycznych stwierdzeń typu „już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Trzeba mu jednak oddać, że słynny doktor G. został ostatecznie skazany za część zarzutów korupcyjnych.

Minister sprawiedliwości jest z pewnością jednym z najmniej lubianych w tym rządzie i często „dla zasady" krytykowanym. Tymczasem przez ten rok resort sprawiedliwości wykonał kawał pracy – są zmiany złe, ale i sporo dobrych.

Relacje ministra sprawiedliwości z sędziami są fatalne – to akurat zupełnie tak samo jak za poprzedniego urzędowania Zbigniewa Ziobry. Tym razem minister przygotował dla nich jednak liczne zmiany, a to przecież jeszcze nie koniec. Nowe kary dyscyplinarne dla sędziów przewidują m.in. możliwość ucięcia im od 5 do 20 proc. wynagrodzenia, i to nawet przez dwa lata. Sędziowie uważają, że to element nacisku na tych, którzy nie będą orzekać po myśli ministra. Mają też składać jawne oświadczenia majątkowe, przeciwko czemu bardzo protestują. Ale przecież robią to już prokuratorzy.

Planowane są też zmiany polegające na losowaniu przez sędziów spraw do orzekania – aby uniknąć kumoterstwa. I nowe zasady powoływania członków Krajowej Rady Sądownictwa. Powstał też specjalny wydział w Prokuraturze Krajowej ścigający przestępstwa popełniane przez sędziów i prokuratorów. Zdaniem sędziów, tego rodzaju zmiany mają stwarzać wrażenie, że jest z nimi jakiś większy problem. Krótko mówiąc – to pewnie „banda kolesi"...

W dodatku, jak chmura burzowa, wisi nad nimi zmiana ustawy o ustroju sądów powszechnych. Poza jedynym pewnikiem – spłaszczeniem struktury sądownictwa (co może przynieść dobre skutki), cała reszta to jedynie przebąkiwania ministra, z których nie wynikają żadne konkrety, a jedynie ferment wśród sędziów. Zbigniew Ziobro powiedział m.in., że zmienią się zasady przyjmowania do zawodu, wydalania z niego i awansowania. Czyli... chyba rewolucja. Dodał, że zmiany są gotowe, ale najpierw musi zostać rozwiązany „problem Trybunału", bo ten mógłby je blokować.

Zbigniew Ziobro niewątpliwie wyrósł na superministra, łącząc stanowisko w rządzie z funkcją prokuratora generalnego. Niebywale szybko zmienił strukturę prokuratury, dokonując przy okazji czystek kadrowych. Kilkudziesięciu zdegradowanych prokuratorów „niepokornych" poskarżyło się do Strasburga, argumentując, że minister nie uzasadnił swoich decyzji, a oni nie mogli się od nich odwołać. Tyle że w prokuraturze obowiązuje hierarchiczne podporządkowanie, więc działanie prokuratora generalnego wcale nie musi się okazać bezprawne. Szeregowych prokuratorów oburzają raczej nowe, uznaniowe zasady awansu. Prokurator generalny może awansować każdego, bez wymaganego wcześniej stażu pracy.

Niestety, wraz z troskliwym pochyleniem się ministra nad sędziami nie idzie w parze pochylenie nad sądami. Wyłączywszy, rzecz jasna, plany podporządkowania sobie sądowych finansów. Minister chce zlikwidować konkursy na dyrektorów sądów, którzy mieliby podlegać bezpośrednio jemu.

Po roku urzędowania Zbigniewa Ziobry ewidentnie brakuje istotnych reform dotyczących usprawnienia orzekania – a to one są najbardziej istotne dla każdego Polaka. Dobrym pomysłem MS na odciążenie sądów jest „wyprowadzenie" z nich wykroczeń. Takich spraw, dotyczących m.in. odwołania od mandatów za przekroczenie prędkości czy... picia piwa w parku, wpływa rocznie aż 500 tysięcy! Ale to kropla w morzu potrzeb.

Sędziowie i prokuratorzy mają też pod górkę z procedura karną. Wycofanie się ministra sprawiedliwości z wielkiej reformy, jaką był proces kontradyktoryjny, spowodowało, że pracują oni w trzech reżimach prawnych – sprzed reformy, po jej wprowadzeniu i po jej skasowaniu. W k.p.k. zapisano za to wyraźnie możliwość wykorzystywania tzw. owoców zatrutego drzewa – czyli m.in. dowodów z nielegalnych podsłuchów.

Zbigniewowi Ziobrze stawiane są ostatnio zarzuty ręcznego sterowania procesem karnym. Chodzi o możliwość zwrotu sprawy do prokuratury na każdym etapie postępowania – bez możliwości zaskarżenia. Jeśli zawnioskuje o to prokurator, sąd musi się zgodzić. Jeśli do przekazania dojdzie na etapie postępowania odwoławczego, sąd II instancji musi uchylić wyrok I instancji. Ministerstwo argumentuje, że ta zmiana ma odwrócić negatywne skutki procesu kontradyktoryjnego, a sam przepis jest epizodyczny – dotyczy tylko spraw wniesionych do sądu do sierpnia 2016.

Dobrym pomysłem jest natomiast wydawanie przez Ziobrę wytycznych dla prokuratorów w sprawach, w których dotychczas nie działali dobrze. Stało się tak w przypadku ścigania przestępstw finansowych, które prokuratorzy przez lata traktowali jak gorący kartofel, a, jak twierdzi minister, „są afery większe niż Amber Gold". Prokuratorzy mają tu żądać wysokich kar.

Do surowszego karania minister chce zmobilizować również sądy. Planowane zmiany w kodeksie karnym podwyższają górną granicę kary pozbawienia wolności z 25 do 30 lat. Do 15 lat (a nie – jak dotąd – 12) ma grozić za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu czy komunikacyjne. W przypadku dożywocia nie będzie możliwe warunkowe przedterminowe zwolnienie. Resort sprawiedliwości tłumaczy, że choć 80 proc. orzekanych kar to pozbawienie wolności, to większość z nich jest obecnie zawieszana.

Z kolei zmiany w kodeksie karnym wykonawczym zakładają więcej pracy dla skazanych (m.in. ulgi dla zatrudniających ich przedsiębiorców) – obecnie w Polsce pracuje zaledwie 34 proc. więźniów, podczas gdy np. na Węgrzech czy w Niemczech aż 80 proc. To dobry pomysł także dlatego, że może obniżyć o jedną trzecią koszty utrzymania więźniów przez podatników.

Sporo jest też innych sensownych zmian. Ma powstać rejestr pedofilów – nie przesądzono jeszcze, jak miałby wyglądać do niego dostęp. Pełne upublicznienie (np. zamieszczenie go na stronach MS), które budzi wątpliwości prawników, raczej nie będzie konieczne. Rzecz w tym, aby było gdzie sprawdzić, czy osoba skazana za pedofilię nie zamierza np. zostać nauczycielem.

Przydadzą się też surowsze kary dla pseudokibiców. Planowane są m.in. areszty domowe – przed, w trakcie i po meczach. Wyższe kary – i słusznie – dotkną pijanych kierowców, podobnie jak tych wsiadających za kółko pod wpływem narkotyków. Sporo zamieszania wywołała też ostatnio komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji. Skala nieprawidłowości w Warszawie jest tak ogromna, że jej działalność może okazać się pomocna. Ale pod warunkiem, że będzie poddana kontroli sądu.

Dobrym pomysłem są też zalecenia dotyczące lepszej weryfikacji biegłych, bo w tej chwili na sądowe listy trafiają często przypadkowe osoby. Choć przydałaby się wreszcie ustawa o biegłych, której brakuje od lat.

Jednym z gorszych pomysłów tego resortu są natomiast plany wprowadzenia tzw. konfiskaty rozszerzonej, pozwalającej na wprowadzenie do spółki przymusowego zarządu. Podobnie – traktowanie wyłudzenia VAT jak zbrodni zagrożonej karą nawet 25 lat pozbawienia wolności. Przedsiębiorcy nie zostawili na tych rozwiązaniach suchej nitki.

W tej kadencji zdecydowanie więcej jest też osobistych interwencji ministra. A to wysyła prokuratorów, by wyciągnęli z aresztu młodych ludzi, którzy zdewastowali nagrobek Bieruta. A to staje w obronie drukarza skazanego za odmowę wydrukowania plakatu organizacji LGBT. Albo wnioskuje o umorzenie sprawy 87-letniego partyzanta AK, który nielegalnie posiadał broń. To Ziobro zapowiedział wznowienie śledztwa w sprawie Jolanty Brzeskiej – prawdopodobnie spalonej żywcem ofierze dzikiej reprywatyzacji.

Podnosił też konieczność sporządzenia apelacji od wyroku umarzającego sprawę błędów w oświadczeniach majątkowych prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który nie mógł się doliczyć posiadanych mieszkań.

Natomiast 6 grudnia Sąd Najwyższy rozpatrzy kasację prokuratora generalnego w sprawie Romana Polańskiego, który zdaniem ministra, powinien zostać wydany USA, bo nie doszło tam do przedawnienia karalności.

Zbigniew Ziobro ma też, rzecz jasna, swój udział w bojach o Trybunał. Choć nie dał się sprowokować prezesowi TK, gdy ten nazywał go „panem Zbyszkiem", to jednak wskazywał na przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez Andrzeja Rzeplińskiego. W efekcie – wszczęto postępowanie. Chodziło o niedopuszczenie do orzekania trójki sędziów wybranych przez PiS i zaprzysiężonych przez prezydenta oraz wyciek projektu wyroku TK z 9 marca br.

To wszystko głośne sprawy. Nie podejrzewam jednak ministra o chęć zabłyśnięcia w mediach, gdy ogłosił, że pieniądze z programu 500+ przekaże siedmioletniemu niepełnosprawnemu Filipowi. To był ładny gest, na który niektórzy jego koledzy z rządu w życiu nie wpadną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA