fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Prof. Stanisław Sołtysiński: Początek państwa totalitarnego czy końca dobrej zmiany

Prof. Stanisław Sołtysiński
Prof. Stanisław Sołtysiński
tv.rp.pl
Chciałbym się mylić, lecz obawiam się długiego kryzysu i konfrontacji osób kwestionujących wyrok Trybunału mgr Przyłębskiej z aparatem władzy - pisze prof. Stanisław Sołtysiński.

Masowe demonstracje w ostatnim tygodniu wywołały głęboki kryzys i zaskoczyły również rządzącą koalicję. Po raz pierwszy zawiódł talent polityczny Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście główną przyczynę protestów stanowił wyrok tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego („TK"), który orzekł o niezgodności z Konstytucją jednej z przesłanek dopuszczalności aborcji w razie poważnej i nieuleczalnej wady płodu. Tchórzliwa i pozornie przebiegła decyzja wnioskodawców do TK, podpisanego głównie przez przedstawicieli rządzącej partii, wywołała gniew nie tylko kobiet, lecz także innych obywateli i co zrozumiałe przede wszystkim młodzieży. Protesty objęły również rolników niezadowolonych z ustawy ograniczającej hodowlę zwierząt futerkowych przeznaczonych na rzeź i inne propozycje złagodzenia losu zwierząt (tzw. piątka Kaczyńskiego). W protestach uczestniczą także przedstawiciele innych środowisk.

Od dawna zadawano pytanie, czy Polska jest nadal państwem demokratycznym. Proces zapewnienia PIS, a później szerszej koalicji rządzącej, pełnej dominacji był realizowany planowo i szybko. Rozpoczął go Prezydent Duda odmawiając powołania trzech sędziów wybranych do TK, mimo że poprzedni TK uznał legalność tego wyboru, a jednocześnie zakwestionował pozostałych kandydatów wybranych przez opozycję. Prezydent Duda powołał pospieszenie tzw. dublerów, a Premier Szydło wsparła to rozwiązanie długo opóźniając publikację wyroku TK potwierdzającego, że opozycja była uprawniona wybrać trzech sędziów Trybunału. Obie decyzje naruszały Konstytucję. Upływ kadencji kolejnych członków TK pozwolił rządzącej koalicji zapewnić większość w tym organie.

Czytaj też:

Naród mówi Kaczyńskiemu "odejdź"

Kontrowersje w sprawie aborcji

Konstytucyjna niekonstytucyjność

Wzorem wielu prawników użyłem terminu „tak zwany Trybunał Konstytucyjny" również nie tylko z uwagi na wskazane wyżej naruszenia Konstytucji. Na jakiej podstawie były prokurator PRL został uznany za „osobę wyróżniającą się wiedzą prawniczą" (por. art. 194 ust. 1 Konstytucji)? Pytanie to jest tym bardziej aktualne w odniesieniu do Prezes Przyłębskiej. O Pani mgr wiadomo, że orzekała przez kilka lat w sądzie rejonowym, gdzie jej wyroki ulegały często uchyleniu. Uzasadniając jej wybór J. Kaczyński oświadczył publicznie, że stanowi ona jego „odkrycie towarzyskie". Czy należało to uznać za istotny powód powierzenia jej funkcji Prezesa Trybunału?

Polska stała się kulawym państwem demokratycznym, gdy doszło do jaskrawego naruszenia konstytucyjnej zasady podziału i równoważenia trójpodziału władz (art. 10 Konstytucji). Obowiązek równoważenia władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej podważyło postanowienie TK z dnia 20 stycznia 2020 r. (Kpt 1/20). Tak zwany Trybunał postanowił w nim wstrzymać wykonywanie przez SN kompetencji do wydawania uchwał, dotyczących zgodności z prawem międzynarodowym oraz orzeczeniami sądów międzynarodowych. Tak szerokie ograniczenie kompetencji Sądu Najwyższego stanowiło reakcję na orzeczenie wydane przez połączone Izby Sądu Najwyższego, które zostało wydane w następstwie wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC) z 24.06.2019 r. ETPC zajął w nim stanowisko w sprawie zgodności nowej ustawy o SN, która uzależnia powołanie sędziów od rekomendacji KRS, organu, który budzi wątpliwości co do swej niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej, co stanowi warunek niezawisłości sądów. Zawieszone orzeczenie SN przewiduje, że przesłanek wymaganych przez orzecznictwo unijne i art. 10 Konstytucji mogą nie spełniać poszczególni sędziowie powołani przez KRS, organ całkowicie zależny od większości parlamentarnej, zdominowanej przez PIS. Dotyczy to w szczególności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która obecnie pełni funkcję organu wymierzającego sankcję wobec sędziów niezależnych, wyrażających krytyczne opinie wobec wielu kontrowersyjnych posunięć koalicji rządowej, Ministra Sprawiedliwości oraz organów ścigania (np. CBA). Postanowienie TK z 28.01.2020 r. pomija oczywiście okoliczność, że wstrzymuje ono na czas nieokreślony skutki orzeczenia SN, które ma na celu zapewnienie niezależności władzy sądowniczej, podporządkowanej obecnie KRS, organowi nie spełniającemu gwarancji zapewnienia niezależności i niezawisłości sędziów (art. 186 ust. 1). Tak zwany TK pominął okoliczność, że ograniczenie kompetencji Sądu Najwyższego trudno pogodzić z orzeczeniem ETPC, którego kompetencje wynikają z ratyfikowanych przez Polskę postanowień umowy z UE oraz art. 91 ust. 1-3 Konstytucji. Dotychczasowe orzecznictwo TK, podobnie jak Izby Dyscyplinarnej, służy zapewnieniu kontroli obozu rządzącego nad „kastą" sądowniczą, której nie udało się dotąd całkowicie podporządkować.

Zasady podziału władz i ich równoważenia są uważane w wielu państwach UE jako przesłanki demokratycznego państwa prawnego. Podkreśla je m.in. prawo francuskie i niemieckie. Oczywiście zasady te odrzucała konstytucja PRL. Obecnie władza jednego człowieka wydaje się w Polsce nie mniej silna niż pierwszych sekretarzy PZPR po 1970 r. Ówczesnych pryncypiów konstytucyjnych nie przestrzegało jednak w PRL wielu twórców. Podobnie jak dziś, władze miały również kłopot ze znaczną liczbą krnąbrnych prawników (np. sędziów i adwokatów). Nawet jednak po wprowadzeniu stanu wojennego nie zapadały dość często oczekiwane przez władze wyroki. Zwraca na to uwagę prof. Strzembosz podkreślając, że wyroki uniewinniające wydawali także sędziowie należący do PZPR. Dziś krytykujący postępowania prokuratury i CBA zwracają uwagę, że w okresie PRL nie ułatwiano wykonywania obowiązków adwokatom dysydentów. Trudno jednak znaleźć, nawet w owym okresie, przykład tak bezprawnej, a przy tym tak niezdarnej próby zastraszenia adwokata, jak w przypadku Giertycha, aby uniemożliwić mu wystąpienie nazajutrz w procesie jako pełnomocnik właściciela prywatnego banku, który nagrał rozmowę z szefem Komisji Nadzoru Finansowego żądającego korzyści majątkowej. Czy ktoś chciał skompromitować w taki sposób Wicepremiera J. Kaczyńskiego, który objął właśnie nadzór nad resortami sprawiedliwości i służb specjalnych? Czy Prezes PIS-u chciał zemścić się na odważnym adwokacie, który sprawił mu tyle kłopotów i jednocześnie pragnę pokazać co grozi obrońcom podejmującym się spraw kłopotliwych dla władzy?

Należę do osób trochę zaskoczonych skalą protestów wobec tzw. piątki Kaczyńskiego. Rozumiem potrzebę poprawy sytuacji zwierząt. Sprawa budzi moją sympatię. Jednakże skala protestów rolników wspierających dotąd obóz PIS stanowi wynik niedocenienia przez Lidera potrzeby uprzednich konsultacji z dotkniętymi gospodarczo hodowcami i przecenienia skuteczności własnych rozkazów wobec zdyscyplinowanych dotąd członków PIS i jej tradycyjnego elektoratu.

Osoby nawołujące do respektowania orzeczenia Trybunału p. Przyłębskiej abstrahując od tego, że w jego składzie uczestniczyli dublerzy mimo prawidłowego wyboru przez Sejm trzech sędziów wyróżniających się wiedzą prawniczą. Prawidłowość tego wyboru potwierdził poprzedni TK przed upływem swego mandatu. Premier Szydło zwlekała z ogłoszeniem tego orzeczenia TK do czasu aż Prezydent Duda uścisnął dłoń owym dublerom biorącym dziś udział w posiedzeniach Trybunału, któremu przewodniczy mgr J. Przyłębska.

Niezależność obecnego Trybunału budzi nie mniejsze wątpliwości niż zdolność KRS do pełnienia funkcji organu, który „stoi na straży niezależności i niezawisłości sędziów (art. 186 ust. 1 Konstytucji). Praktyka dowodzi, że najważniejszym kryterium powołania większości członków obu tych organów było posiadanie zaufania większości koalicji rządowej.

Rozmiar obecnych protestów jest tak znaczny, że potrzebę ugaszenia pożaru wyrażają nie tylko czołowi publicyści umiarkowanej i otwartej dla obu stron politycznego sporu Rzeczpospolitej. Wśród sygnatariuszy wniosku do Trybunału, który miał szybko udzielić spodziewanej odpowiedzi i ograniczyć prawo kobiet do decydowania o aborcji w razie poważnej i nieusuwalnej wady płodu wyręczając w tej sposób ustawodawcę, pojawiają się głosy, że konflikt można rozwiązać w parlamencie doprecyzowując przesłankę aborcji z przyczyn embriopatologicznych. Uzyskanie konsensusu nawet w łonie koalicji rządowej wydaje się bardzo trudne. Konstytucja wymaga „niezwłocznego ogłoszenia" orzeczenia Trybunału (art. 190 ust. 2 i 3), co spowoduje jego wejście w życie. Osiągnięcie kompromisu nie zadowoli ani radykalnych inicjatorów wniosku do Trybunału, ani tym bardziej kobiet. Znaczny procent obywateli opowiada się za liberalizacją przesłanek aborcji (ponad 20%) podczas, gdy zaostrzenie obowiązujących przepisów popiera tylko kilka procent. Kompromisowi sprzeciwia się obecnie J. Kaczyński, który po raz pierwszy nie panuje nad sytuacją, lecz trudno oczekiwać jego zgody na kompromis ustawodawczy w świetle jego fundamentalistycznych wypowiedzi uzasadniających skazywanie kobiet na noszenie nieuleczalnie chorego płodu, aby zapewnić mu katolicki pogrzeb. Tego typu wypowiedzi miały na celu spłacenie długu Kościołowi po najważniejszych wyborach. Sojusz tronu z ołtarzem nie służy jednak od dawna również Kościołowi. W okresie PRL jego autorytet wzrósł właśnie dzięki krytyce łamania praw człowieka. Kościół był otwarty dla prześladowanych, w tym niewierzących. Dziś wielu duchownych wspiera autorytarne zapędy PIS i nie reaguje na łamanie praworządności. Kościół kompromituje skala pedofilii ujawnionych w dokumentach filmowych i publikacjach osób świeckich. Utratę autorytetu pogłębia ujawnienie faktów ukrywania duchownych - pedofilów przez niektórych biskupów. Mimo tych okoliczności organizatorzy protestów powinni unikać blokady kościołów i nie utrudniać praktyk wierzącym. Wczorajszy histeryczny apel Prezesa PIS w obronie zagrożonego rzekomo istnienia Kościoła i Państwa może jedynie nasilić konflikt. Bezpieczne funkcjonowanie Kościoła Katolickiego powinna zapewnić policja, a nie nacjonalistyczne ugrupowania, strojące się w piórka „żołnierzy wyklętych".

Krótkowzroczność wykazali niemal wszyscy sygnatariusze listu do tzw. TK, w tym posłowie Porozumienia J. Gowina i Konfederacji, opowiadający się dziś za kompromisem legislacyjnym, który miałby mieć szanse uzyskania aprobaty większości elektoratu. Czy nie zdawali sobie sprawy z tego, że ów trybunał został powołany z naruszeniem Konstytucji, a jego fatalny autorytet pogłębiają nie tylko sędziowie dublerzy, lecz również osoby o takiej reputacji i rzekomo „wyróżniające się wiedzą prawniczą", jak były prokurator PRL S. Piotrowicz lub prof. K. Pawłowicz, osoba znana z subtelnych manier i dyplomatycznego języka o fladze Unii Europejskiej („szmata")?

Rozsądne propozycje redaktorów Rzeczpospolitej, a także stanowisko wyrażone w wywiadzie przez J. Gowina mają małe szanse realizacji, biorąc pod uwagę, że Sejmem kieruje pełen empatii wobec opozycji Marszałek Terlecki, a istotny zwrot w PIS jest mało prawdopodobny w świetle ostatniego oświadczenia J. Kaczyńskiego.

Kompromisu nie ułatwia również wzrost poparcia społecznego dla lewicy i postulatów pełnej bądź poszerzonej liberalizacji, popieranej zwłaszcza przez młode pokolenie wzmocnione przez sukces masowych demonstracji. Nawet, gdy unikniemy całkowitego chaosu, nowy kształt polityczny Państwa i prawa aborcyjnego powstanie dopiero po dłuższym kryzysie i miejmy nadzieję, po wyborach, podczas których „Naczelnik" i Minister Ziobro mogą wykorzystać TK i własne doświadczenie przeciwko opozycji jak dokonać prorządowej wykładni Konstytucji.

Szybsze, istotne zmiany mogą nastąpić po wyborach prezydenckich w USA. Sukces Bidena, który wcale nie jest pewny, może doprowadzić do istotnego osłabienia dzisiejszej koalicji prawicy. Utrzymanie prezydentury przez D. Trumpa ułatwi jej utrzymanie i pogorszy nasze relacje z UE, powodując znaczną emigrację najzdolniejszych.

Chciałbym się mylić, lecz obawiam się długiego kryzysu i konfrontacji osób kwestionujących wyrok Trybunału mgr Przyłębskiej z aparatem władzy. To samo dotyczy lekarzy zapowiadających udzielanie pomocy kobietom. Co uczyni Prokuratura, gdy pójdą oni w ślady dyr. Chazana, który odmówił pacjentce prawa aborcji w świetle obowiązującej wówczas ustawy, powołując się na pierwszeństwo etyki lekarskiej i własnego sumienia. Niemal pewne, że wzrośnie nielegalna aborcja i korzystanie z niej za granicą.

W czasie, gdy tak zwany TK dokonywał wykładni Konstytucji w sprawie aborcji, Polska przystąpiła do zainicjowanej przez Stany Zjednoczone Deklaracji Genewskiej, która ma chronić zdrowie kobiet i planowanie rodziny. W istocie jednak, jak wyjaśnia dyplomacja amerykańska, Deklaracja ma na celu zapewnienie państwom - sygnatariuszom wyłącznych kompetencji w zakresie aborcji i wykluczenie wpływu prawa międzynarodowego na tym obszarze. Podkreśla się również, że inicjatywa ta ma na celu pozbawienie finansów organizacji ONZ i fundacji, które pragną zapewnić kobietom prawo do aborcji. Nic dziwnego, że Deklarację podpisały przede wszystkim państwa islamskie, lub w których panują rządy autorytarne i dyktatury nie respektujące ograniczeń swych kompetencji płynących z prawa międzynarodowego. Deklarację podpisała m.in. Indonezja, w której kobiety są narażone w niektórych sytuacjach na sankcje cielesne w razie popełnienia aborcji. Większość sygnatariuszy tej Deklaracji to państwa islamskie, w których obowiązuje często całkowity zakaz aborcji lub jej wykluczenie w razie braku zgody małżonka. Deklarację podpisały np. Arabia Saudyjska, Oman, Jemen, Pakistan, Irak, Libia, Turcja, Kongo, Cameroon, Bahrajn, Egipt, Uganda, Burkino Fasso i Dżibutti. W tym doborowym towarzystwie znalazły się nieliczne państwa europejskie np. Polska, Węgry i Białoruś. W ten sposób realizujemy hasło „Mińsk – Warszawa wspólna sprawa". Polska dyplomacja nie spopularyzowała szerzej tego sukcesu.

Prof. Stanisław Sołtysiński, radca prawny, Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA