fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nikt nie broni sędziego Cichockiego - pisze jego pełnomocnik, Piotr Paweł Urbanek

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Żaden z autorytetów, które mówiły nam, co jest dla nas dobre, nie zająknął się w sprawie zniszczenia wizerunku sędziego. Pozwolili mediom się nad nim pastwić.

Sędzia Arkadiusz Cichocki korzysta z pełni praw, jakie mu przysługują, tak jak inni sędziowie. Ale czy inni sędziowie stosują się do pełni praw, które ich obowiązują?

Widać z perspektywy dość krótkiego czasu, że afera Emigate miała na celu destabilizację polskiego wymiaru sprawiedliwości, będącego w trakcie reformy. Jednakże warto mieć na uwadze, że wbrew mniemaniu wielu – w tym pewnej części sędziów – autorytet sądu nie bierze się z konstytucji czy z ustawy. Bierze się z dwóch elementów – sprawiedliwych wyroków i osobistych przymiotów sędziego, który ma odwagę, nie tylko cywilną, ale również prawną, wydać orzeczenie – również kontrowersyjne.

Szacunek do sądu nie bierze się z godła państwowego i wydawania wyroków „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej". Szacunek bierze się z tego, jak sąd traktuje obywatela, dla którego jest stworzony.

Postulaty te można sprowadzić do nakazu pokory wobec ludzi i pokory wobec stanów faktycznych, bo tylko pokora może być trwałym fundamentem wyrokowania.

Wyrokowanie zaś opiera się na analizie i wnioskowaniu ze stanu faktycznego, na podstawie logiki i doświadczenia życiowego. W tym miejscu powtórzę to, co mówiłem przed wieloma składami sędziowskimi, parafrazując Immanuela Kanta, że w każdym wyroku jest tyle sprawiedliwości, co w nim logiki.

Czytaj także:

Z jednej strony brak reakcji

Niestety w dniu dzisiejszym logika „poszła w las". Zostały emocje – złe emocje, które nie tylko nie przynoszą chluby sędziom, ale też powodują, że odbudowa autorytetu sądów będzie trwała latami i nie mamy żadnej gwarancji, że będzie ona skuteczna.

Ten stan rzeczy wyraża się przede wszystkim nierównością ocen środowisk sędziowskich, które z punktu widzenia zwykłego obywatela są niesprawiedliwością, tak w wymiarze ludzkim, jak i w wymiarze zawodowym – na gruncie prawa.

Z jednej strony mamy całkowity brak reakcji środowisk sędziowskich na ewidentne przykłady nepotyzmu, „korupcji w Sądzie Najwyższym" czy zarzutów korupcyjnych wobec byłego już prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

W pierwszym przypadku upubliczniono nagranie z podsłuchu, a więc wysoce wiarygodny materiał dowodowy, który ujawnił, że przewodniczący jednego z wydziałów w Sądzie Najwyższym miał instruować kolegę sędziego-pośrednika, jak poprawić konkretną kasację, by Sąd Najwyższy mógł ją przyjąć do rozpoznania (co się stało!). W drugim przypadku zarzuty formułowała niezależna prokuratura, powołując się na już zweryfikowany i obszerny materiał dowodowy.

Ferują wyroki bez dowodów

Z drugiej strony mamy falę uchwał kolegiów i zgromadzeń sądów oraz stowarzyszeń sędziowskich, w stosunku do grupy sędziów kojarzonych z reformami wymiaru sprawiedliwości, na podstawie niesprawdzonych informacji medialnych, które de facto dotyczą zmanipulowanej i zniekształconej korespondencji prywatnej, czyli w żaden sposób nieupublicznianej.

Niezrozumiałym jest, jak środowiska sędziowskie, żyjące z ustalania i udowadniania, bez żadnych ustaleń i wiarygodnych dowodów, a nawet prawomocnych orzeczeń, ferują swoje oceny i opinie. Jak potem możemy wejść na salę sądową z przekonaniem, że taki mechanizm nie będzie zastosowany w naszej sprawie?

Powyższego nie można oceniać inaczej, jak jako „walkę z systemem (reform)", ale niestety głęboko godzącą w poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości każdego z nas.

Znak czasów

Środowisko sędziowskie – mam nadzieję, że nie bezpowrotnie – straciło nimb „tych sprawiedliwych", z czego znaczna część chyba nie zdaje sobie sprawy, osobiście angażując się w bezpośrednie popieranie bądź wzywanie czy to do instytucjonalnego nieposłuszeństwa poprzez deprecjonowanie organów działających na podstawie prawa ustanowionego, czy też do bezpodstawnych rozstrzygnięć incydentalnych poprzez zadawanie nieuzasadnionych pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej lub uznawanie nienależycie obsadzonego składu sądu.

Cóż, chyba jest to znak czasów, w jakich żyjemy, gdyż żaden z autorytetów, które mówiły nam, jak mamy żyć, co jest dla nas dobre a co złe, nie zająknął się w sprawie zniszczenia wizerunku sędziego Arkadiusza Cichockiego. Może się wydawać, że dla tych wszystkich autorytetów oraz części środowisk sędziowskich pastwienie się niektórych mediów nad sędzią i jego rodziną jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia celu – tylko jakiego i jakimi metodami?

Na koniec wypada nieśmiało napomknąć, że jeżeli autorytety milczą, upadają ideały.

Autor jest adwokatem, pełnomocnikiem sędziego Arkadiusza Cichockiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA