fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jakie mamy szanse na dogonienie Zachodu

Fotorzepa, Marta Bogacz
Bez korekt polityki gospodarczej wzrośnie ryzyko silnego spowolnienia, a nawet wstrzymania doganiania przez Polskę wysoko rozwiniętej części UE.

W światowej czołówce technologicznej – USA, Europie Zachodniej i Japonii – o innowacyjności decyduje globalny strumień innowacji najnowszej generacji, który zależy od wielkości światowego sektora badań i rozwoju (R&D), a tylko w umiarkowanym stopniu od inwestycji w gospodarkach narodowych. W efekcie trend tempa wzrostu PKB na mieszkańca różni się w tych krajach tylko nieznacznie. Przez ostatnie dwa wieki to tempo było stabilne, 1,0–1,5 proc. rocznie.

W krajach mniej rozwiniętych tempo wzrostu PKB na mieszkańca zależy od zdolności do wykorzystywania technologii zgromadzonych w krajach wysoko rozwiniętych. Ta zdolność zależy od polityki gospodarczej, zwłaszcza od wielkości inwestycji w relacji do PKB, jakości instytucji i kwalifikacji pracowników. Ta polityka w krajach doganiających jest silnie zróżnicowana, więc tempo wzrostu PKB na mieszkańca też jest zróżnicowane, zwykle 1–10 proc. rocznie. Jaka na tym tle jest sytuacja Polski?

W ostatnich 30 latach przeciętne tempo wzrostu PKB na mieszkańca wynosiło u nas 3,3 proc. Jest kilka krajów na świecie z wyższymi lub nawet dużo wyższym niż u nas poziomem inwestycji w relacji do PKB, a w rezultacie z dużo wyższym tempem wzrostu PKB i na ogół też wzrostu PKB na mieszkańca. To głównie Chiny i Indie.

W 1989 r. PKB (PPP) na mieszkańca Polski wynosił 30,1 proc. poziomu USA, podczas gdy w Niemczech (bez NRD) 84,2 proc., wynika z danych MFW. Zmiana systemu i reorientacja powiązań gospodarczych i technologicznych zmniejszyły bariery ograniczające dopływ do Polski innowacji technologicznych. Polska stała się krajem doganiającym. O dużym sukcesie świadczy to, że według danych MFW PKB (PPP) na mieszkańca w 2019 r. wyniósł 51,4 proc. poziomu USA i 60,9 proc. Niemiec (łącznie z b. NRD).

W latach 2016–2018 tempo wzrostu PKB było jednak dużo wyższe niż długofalowy trend. W rezultacie faktyczny PKB przesunął się z poziomu nieco poniżej trendu w 2015 r. o 1,6 pkt proc. powyżej w 2018. Oto przyczyny:

– lepsza niż przeciętnie koniunktura gospodarcza w UE, pobudzająca polski eksport i zwiększająca stopień wykorzystania zdolności wytwórczych;

– szybki wzrost konsumpcji prywatnej, stymulowany większymi transferami socjalnymi i szybkim wzrostem dochodów z pracy, zwiększający stopień wykorzystania zdolności wytwórczych;

– duża imigracja zarobkowa z Ukrainy i Białorusi, zwiększająca zatrudnienie;

– wysokie inwestycje finansowane środkami zagranicznymi, prywatnymi i unijnymi.

W latach 2020–2021 powinien nastąpić powrót PKB do trendu z lat 1989–2019, z ryzykiem spadku poniżej w następnych kilku latach. Przyczyny są następujące:

– niskie tempo wzrostu PKB UE i prawdopodobna recesja w Wielkiej Brytanii, co przełoży się na znacznie niższy wzrost, może nawet niższy poziom polskiego eksportu;

– znaczny spadek liczby Polaków w wieku produkcyjnym i niski, może nawet malejący, stopień aktywności zawodowej,

– prawdopodobny spadek liczby pracowników z Ukrainy,

– nieunikniony duży spadek inwestycji unijnych po 2022 r.

Scenariusz na najbliższe pięć lat

W najbliższych latach najbardziej kosztowne dla rozwoju gospodarczego Polski będą nie tylko skutki obniżenia wieku emerytalnego, ale także spadek podaży pracy osób młodych z dobrym wykształceniem, eliminacja dopływu netto środków UE oraz wzrost ryzyka prawnego dla inwestorów prywatnych, krajowych i zagranicznych w razie podtrzymania przez rząd polityki odchodzenia od konstytucyjnej i unijnej zasady trójpodziału władzy oraz w razie wprowadzenia zapisów o odpowiedzialności karnej dla zarządów i właścicieli firm w ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych.

MFW w 2017 r. zwrócił uwagę na trzy zjawiska w Polsce: populacja ludzi w wieku produkcyjnym maleje od 2012 r. w tempie 1 proc. rocznie, inwestycje w środki trwałe polskich firm prywatnych wynosiły w latach 2004–2016 tylko 11 proc. PKB, a tempo wzrostu łącznej produktywności głównych czynników produkcji, pracy i kapitału spadło z 2,4 proc. w latach 2003–2007 do 1 proc. w 2013–2016.

Doktryna ekonomiczno-prawna rządów Zjednoczonej Prawicy w latach 2016–2019 zwiększyła ryzyko inwestycyjne dla polskich firm, co może spowodować dalszy spadek udziału w PKB ich inwestycji w środki trwałe. W 2016 r. udział w PKB wszystkich inwestycji w środki trwałe wynosił nieco ponad 17 proc., a w 2018 – dzięki dużemu wzrostowi inwestycji publicznych – 18 proc.

Po wejściu Polski do UE w 2004 r. ważną rolę modernizacyjną odgrywało finansowanie na poziomie ok. 2,5 proc. PKB ponad połowy inwestycji publicznych przez UE. Po 2022 r. ulegnie ono dużemu zmniejszeniu. Od 1994 r. do 2018 ważną rolę w rozwoju sektora eksportowego i dopływie do gospodarki technologicznych innowacji odgrywały inwestycje zagraniczne (średnio 3,3 proc. PKB rocznie). Ale doktryna PiS traktuje je jako zagrożenie dla narodowej suwerenności. Rezultatem może być zmniejszenie ich i roli także tego ważnego czynnika wzrostu.

Potrzebne korekty

O tempie rozwoju gospodarczego decydują na dłuższą metę dwa czynniki: procentowa zmiana liczby pracujących i tempo zmian jakościowych. Na liczbę pracujących ostatnio wpływała negatywnie malejąca liczba Polaków w wieku produkcyjnym (wg GUS Polaków w wieku produkcyjnym będzie w 2020 r. o 484 tys. mniej niż w 2018 i o 1,2 mln mniej niż w 2015), a pozytywnie – duża imigracja netto. W przyszłości negatywnie będą wpływać szybko malejąca liczba ludności Polski i rosnący udział w niej emerytów. Z kolei na tempo zmian jakościowych w krajach doganiających, do których Polska należy, wpływa głównie udział inwestycji w PKB. Ponieważ udział w PKB zagranicznych oszczędności i inwestycji będzie niemal na pewno malał, potrzeba działań, które zwiększą krajowe oszczędności i inwestycje.

W tym celu, obok instytucji typu PPK oraz proinwestycyjnego podatku CIT, potrzebna byłaby niemal całkowita eliminacja deficytu sektora finansów publicznych (poprawa jego wyniku średnio o ok. 3 proc. PKB). Druga potrzebna korekta powinna dotyczyć uznania roli zagranicznych inwestycji bezpośrednich za ważną w tworzeniu wysokowydajnych, technologicznie zaawansowanych i wysokopłatnych miejsc pracy.

Potrzebne byłyby także działania, które zwiększą efektywny wiek emerytalny, czyli podtrzymają zainteresowanie pracą ludzi osiągających formalny wiek emerytalny. Aby zwiększyć szanse utrzymania pracy, potrzebna jest szybsza niż dotąd rozbudowa szkolnictwa zawodowego. Bez tych korekt wzrośnie ryzyko silnego spowolnienia, a z czasem zatrzymania się w najbliższych 10–15 latach procesu zmniejszania luki dochodowej wobec wysoko rozwiniętej części UE.

Na podaż pracy wpłyną:

– zmniejszenie formalnego wieku emerytalnego z (perspektywicznie) 67 lat do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn,

– wielkość imigracji netto,

– tempo przepływu mało aktywnej części ludności wiejskiej do miast i zawodów pozarolniczych.

Już widać silnie negatywny wpływ obniżki ustawowego wieku emerytalnego i niżu demograficznego na podaż pracy. Dotąd były one kompensowane napływem pracowników z Ukrainy i Białorusi i w mniejszym stopniu – przepływem pracowników z rolnictwa. Bez tego już teraz silnie osłabłoby tempo wzrostu zatrudnienia, wzrostu PKB, pojawiłby się inflacyjny wzrost płac i pogorszyła sytuacja finansów publicznych.

W krajach wysokorozwiniętych oczekiwane długofalowe tempo wzrostu PKB na mieszkańca w najbliższych dziesięcioleciach to 1,2–1,5 proc. rocznie. Jest jednak duże zróżnicowanie wewnątrz krajów, pomimo tej samej polityki gospodarczej: w Wielkiej Brytanii i we Włoszech – między Południem a Północą, w Niemczech –Zachodem i Południem a Wschodem, w USA –Kalifornią i miastami na Wschodnim Wybrzeżu a stanami centralnymi. To zwykle różnice w skali 1:2, ale czasem nawet 1:5.

Istnieją mniejsze różnice między krajami, które wynikają z dużego zróżnicowania poziomu kapitału ludzkiego i fizycznego. W UE są kraje wysokorozwinięte z wysokim poziomem PKB na mieszkańca (grupa A) i te z wyraźnie niższym (B). Grupa A to głównie Niemcy (bez d. NRD), Wielka Brytania, Holandia, Belgia, Skandynawia oraz Irlandia. Do grupy B należą Włochy, Hiszpania, d. NRD, być może także Grecja, Słowenia, Czechy i Portugalia.

Zakładam, że Polska, ze swoimi preferencjami konsumpcyjnymi i inwestycyjnymi mieszkańców, prawdopodobnie jest zdolna znaleźć się w grupie B, a w wariancie optymistycznym, choć mniej prawdopodobnym, w A.

Trzy warianty wzrostu

W głównym scenariuszu dla Polski zakładam, że średnie tempo wzrostu PKB na mieszkańca wyniesie 2,5 proc. do 2030 r. i 2 proc. w latach 2030–2040. To scenariusz wynikający z założenia, że Polska stanie się krajem grupy B w 2040 r., kiedy dojdzie do eliminacji luki dochodowej (w przeliczeniu na mieszkańca) wobec Hiszpanii i Włoch. W wariancie optymistycznym do 2030 r. to tempo jest o 0,5 pkt proc. wyższe (tzn. 3 proc. rocznie), a w wariancie pesymistycznym o 0,5 pkt proc. niższe (tj. 2 proc. rocznie).

Przy tych założeniach pozycja Polski byłaby następująca: w wariancie III (pesymistycznym) kraj przestaje zmniejszać dystans rozwojowy do krajów bogatych już za 10–15 lat, z dochodem przeciętnym na mieszkańca ok. 65 proc. dochodu mieszkańca Niemiec (bez d. NRD). W wariantach I (optymistycznym) i II (standardowym) zmniejszanie luki dochodowej trwa do 2040 r., kiedy przeciętny dochód w Polsce wynosiłby 70–75 proc. dochodu w Niemczech (bez d. NRD) w wariancie II i 80–85 proc. w I. Każdemu z wariantów odpowiada inna polityka gospodarcza.

W wariancie I celem powinny być stabilna liczba pracujących w sektorze poza rolnictwem, solidne finanse publiczne (średni deficyt bliski zera) oraz wysoki (raczej 20–25 proc. PKB niż 15–20 proc.), udział inwestycji w dochodzie narodowym. Wszystkie trzy warianty mają charakter orientacyjny. Prognoza dotyczy przeciętnego tempa wzrostu do 2040 r. Wokół trendu mamy zwykle fluktuacje: przy trendzie 3,0 proc. rocznie w wariancie I do 2030 r. rzeczywiste tempo wzrostu wynosiłoby 1–5 proc., zwykle zapewne 2–4 proc.

Realizowany przez rząd w latach 2016–2019 program gospodarczy jest raczej prokonsumpcyjny niż proinwestycyjny. Dzieje się tak pomimo podkreślania przez premiera Morawieckiego znaczenia inwestycji krajowych dla rozwoju gospodarczego. Ponadto obniżka wieku emerytalnego oznacza znaczny spadek liczby pracujących (700 tys. w 5–10 lat). Oznacza także ryzyko silnego wzrostu dotacji budżetu dla systemu emerytalnego. Trudniej będzie sprostać kryteriom budżetowym wejścia do strefy euro.

Przy pozytywnym zbiegu okoliczności gospodarczych wokół Polski, tak jak w latach 2018–2019, możliwy jest rozwój szybszy niż w wariancie I. Ale w razie poważnego kryzysu na rynkach światowych lub wyjątkowo złej polityki gospodarczej rządu w Polsce, prowadzącej do przekroczenia przez dług publiczny konstytucyjnego progu 60 proc. PKB, możliwy jest rozwój wydarzeń gorszy niż wariant III, czyli superpesymistyczny wariant IV. Możliwe jest w nim nawet przejściowe zwiększenie luki dochodowej wobec Niemiec.

Rosnące napięcia

W finansach publicznych mamy od lat nadmierny deficyt i nadmierny poziom długu publicznego w relacji do PKB, zbyt bliski konstytucyjnego progu 60 proc. (zamiast poniżej 40 proc., jak w Czechach). W latach szybkiego wzrostu gospodarczego, jak w latach 2017–2019, powinniśmy byli mieć znaczną nadwyżkę budżetową, a mieliśmy deficyt.

Pod tym względem odbiegamy od większości krajów UE. Stosunkowo komfortową sytuację finansów publicznych zawdzięczamy głównie opisanym wcześniej „szokom dodatnim" i wycofaniu się rządu z trzech flagowych obietnic wyborczych: przewalutowania kredytów hipotecznych w walutach obcych po kursach początkowych, dużego wzrostu kwoty wolnej od podatku i powrotu do niższej stawki VAT

Trzeba brać pod uwagę, że w czasie dobrej koniunktury wpływy z VAT, kluczowego źródła dochodów publicznych, rosną szybciej niż PKB, a w okresie słabej – wolniej. To tzw. efekt procykliczności. W swoich zeznaniach przed Komisją Sejmową ds. VAT wyjaśniałem źródło tego efektu: silną zależność wpływów VAT od importu, a importu od popytu wewnętrznego i zagranicznego, czyli właśnie od koniunktury.

Ignorowanie tej zależności doprowadziło do pojawienia się mitu o jakoby dużych stratach w VAT w latach 2009–2015 i wielkich efektach uszczelnienia w 2016–2019. Pewne uszczelnienie prawdopodobnie miało miejsce, ale sądząc z utrzymania się w latach 2007–2018 relacji dochodów z VAT do PKB w wąskim przedziale 6,8–8,3 proc., nie mogło być bardzo duże. Ponadto uszczelnienie w latach 2016–2018 nastąpiło po części na skutek działań prawnych i kontrolnych zainicjowanych wcześniej.

W najbliższych latach będziemy mieć do czynienia z rosnącą presją w kierunku pogorszenia stanu finansów publicznych, a to z racji oczekiwanego, także przez rząd, spadku tempa wzrostu PKB oraz zapowiadanego przez wszystkich polityków silnego wzrostu wydatków na transfery socjalne, opiekę zdrowotną, obronę narodową, ochronę środowiska i system emerytalny. Pojawiły się także propozycje partii obniżenia wpływów podatkowych. Ich realizacja wobec niskiego wzrostu gospodarczego doprowadzić musiałaby do dużego wzrostu deficytu sektora finansów publicznych, być może znacznie powyżej unijnego limitu 3 proc. PKB, oraz do silnego wzrostu relacji długu publicznego do PKB.

Autor jest członkiem PAN i Narodowej Rady Rozwoju, a także głównym ekonomistą BCC

Artykuł jest częścią szerszego tekstu, który ukaże się w grudniu 2019 r. lub na początku roku 2020 w piśmie „Rocznik Strategiczny". Autor dziękuje za pomocne uwagi profesorom Leszkowi Balcerowiczowi, Marianowi Goryni i Andrzejowi Koźmińskiemu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA