fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Migalski: Gierkowszczyzna 2.0

Zdjęcie prezydentów Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy stało się symbolem polityki podporządkowania Polski USA
fot. Biuro prasowe Białego Domu
Czeka nas powtórka roku 1976? Warchołów i wichrzycieli TVP już zaczęła wskazywać.

Obecny obóz władzy, choć sam chce być porównywany do budowniczych II RP, coraz bardziej przypomina ekipę Edwarda Gierka. W formie i w treści. Ci, którzy znają dekadę 1970–1980 z własnego doświadczenia lub z książek albo z filmów, muszą mieć dojmujące uczucie déja vu, że gdzieś już widzieli te obrazki, które państwo PiS serwuje nam co krok. Przeświadczenie, że obecne czasy to jakaś uwspółcześniona wersja tamtego okresu, jest z każdym miesiącem trwania partii Jarosława Kaczyńskiego u władzy coraz bardziej się narzucające. Jakby ktoś chciał sparodiować tamtą epokę i w ramach działań rekonstrukcyjnych przybliżyć ją młodzieży.

Ustrój jest podobny – partia rządzi, a rząd wykonuje polecenia partii. Mniej istotne jest to, kto sprawuje urząd premiera, natomiast fundamentalne znaczenie ma to, kto kieruje partią. Tamta epoka nazywana jest dekadą Gierka, choć przecież nie on był wówczas premierem czy przewodniczącym Rady Państwa. Był jedynie szefem partii. Podobnie dziś – wszak o rządzących od 2015 roku nie mówimy jako o ekipie Szydło czy Morawieckiego, ale jako o ludziach Kaczyńskiego.

Budowę Huty Katowice czy Dworca Centralnego w Warszawie zastępują dziś zapowiedzi wielkich inwestycji w Centralny Port Komunikacyjny czy inne sztandarowe budowle socjalizmu – przepraszam, solidaryzmu.

Dzisiejsi inżynierowie Karwowscy mają uwijać się nie na zawalonej deskami budowie Trasy Łazienkowskiej, lecz na wszelkiego rodzaju inwestycjach centralnych. Plan lat 70. samochodu dla każdego, czyli Fiata 126, zastąpił pomysł miliona aut elektrycznych. Polska przedstawiana jest, tak jak przed pół wiekiem, jako jedna z potęg gospodarczych świata, przed którą drżą państwa Wschodu i Zachodu.

Balkony bez barierek

Równie Barejowskie w formie i treści są wysiłki rządu budowy mieszkań dla potrzebujących. Zapowiedzi były szumne, a zamiary ambitne, ale z planu oddania 100 tysięcy lokali ostała się realizacja niewielu ponad 800. Reżyser serialu „Alternatywy 4" nie powstydziłby się kadrów z obecnych „Wiadomości", na których premier Morawiecki ogłaszał sukces programu budowy mieszkań, a za nim widać było lokatorów siedzących na balkonach... pozbawionych barierek.

Nieodłączną częścią tej „gierkowszczyzny 2.0" jest nachalna i tępa propaganda telewizji państwowej połączona z ludycznością programu. Telewizja Jacka Kurskiego do złudzenia przypomina tę kierowaną przez Macieja Szczepańskiego – łączy lizusostwo wobec władzy, przedstawianie jej w samych superlatywach, relacjonowanie wizyt gospodarskich decydentów i uderzanie w opozycję, z prymitywną rozrywką oraz tanią sensacją.

Obecni pracownicy TVP są parodią swych poprzedników z lat 70.: sławią na każdym kroku władzę, chwalą wszystkie jej posunięcia, brutalnie obchodzą się z jej krytykami oraz serwują widzom wulgarną rozrywkę. Kurski i jego hunwejbini okazują się nieślubnymi dziećmi prezesa Szczepańskiego i Włodzimierza Sokorskiego.

Wielki Brat

Widać także analogie w polityce zagranicznej – choć wektorowo odmienne, to identyczne w formie. O ile PRL Gierka była wiernopoddańcza wobec Związku Radzieckiego i w tamtym właśnie okresie do Konstytucji PRL wpisano wieczną przyjaźń z tym krajem, o tyle dziś ekipa PiS całkowicie podporządkowała się interesom Stanów Zjednoczonych.

Choć sama idea ścisłego związania się z najpotężniejszym państwem świata jest dobrym pomysłem, to jednak jej wykonanie jest fatalne. Poprzez pełną powolność wobec USA zepsuliśmy sobie relacje z innymi partnerami zachodnimi, kupujemy za bajońskie sumy amerykański sprzęt wojskowy, a za jakiś czas pewnie bez szemrania i długiej deliberacji poprzemy atak Waszyngtonu na Iran.

Symbolem tej polityki jest zdjęcie, na którym Donald Trump i Andrzej Duda podpisują dokument o współpracy – ten pierwszy siedzi na owym zdjęciu za swym biurkiem, podczas gdy ten drugi stoi i na stojąco właśnie składa swój podpis.

Z kolan na baczność

Jak widać, polityka „wstawania z kolan" zakończyła się „staniem na baczność" w obecności siedzącego amerykańskiego prezydenta. Wyglądać chyba zatem należy wpisania sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi do nowej konstytucji, jeśliby tylko PiS rządziło drugą kadencję.

Żarty jednak na bok – ten powrót do gierkowskiej dekady, w formie i trochę w treści, jest niepokojący, bowiem za fasadą propagandy, wielkich słów i takichż inwestycji centralnych może skrywać się taka sama pustka jak przed półwieczem. I może już wkrótce nastąpić bolesna weryfikacja tych snów o potędze. Jeśliby pociągnąć zaproponowaną analogię, to mamy obecnie 1974 rok – Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej (przynajmniej w państwowej propagandzie). Obyśmy nie doczekali się powtórki z 1976 roku. A wiele wskazuje, że część rządzącej ekipy ma na taką rekonstrukcję ochotę. Bo warchołów i wichrzycieli już władza i jej telewizja zaczęły wskazywać.

Autor jest dr. hab. politologiem na UŚ, kandydauje do Senatu z list KO

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA