fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Kubisiak: Koronapokolenie

Adobe Stock
Czy młodzi, bezrobotni i sfrustrowani zmienią nasz świat?

Zamieszki, protesty i rosnące tarcia społeczne w ostatnich miesiącach to nie tylko efekt napięć etnicznych i pokoleniowych. To jeden z efektów ubocznych pandemii Covid-19, która wywołała niespotykaną od II Wojny Światowej skalę recesji. A ta dotyka szczególnie młodych. Wybuchowa mieszanka kryzysu gospodarczego i młodości może doprowadzić do radykalizacji poglądów politycznych i pchnąć świat w niebezpiecznym kierunku.

Na początku lipca pod jednym z najbardziej prestiżowych apartamentowców na Manhattanie, gdzie swoje nieruchomości mają najbogatsi nowojorczycy, wybuch protest. Miał zwrócić uwagę na sytuację pracowników podstawowych (m.in. transportu, usług czy handlu), którzy nie mogli ubiegać się o pomoc państwową czy stanową, przyznawaną za utratę pracy lub dochodów w czasie pandemii. Ponad połowa z nich to nowojorscy imigranci. Kiedy spojrzeć na szacunki kwietniowe okaże się, że 9 na 10 z nich padło ofiarą kryzysu pandemicznego. Jasne jest, dlaczego to właśnie oni pikietowali.

Ale to były już tylko echa tego, co działo się w USA w maju i czerwcu. Śmierć Afroamerykanina George'a Floyda w wyniku brutalnego zatrzymania przez policję pokazały prawdziwą skalę frustracji i niezadowolenia w USA. I choć demonstracje spod znaku Black Lives Matter rozpoczęły się na tle rasowym, to ich skala i zasięg nie byłyby tak silne bez wyraźnych bodźców wywołanych nierównościami społecznymi i ujściem emocji po lockdownie. Te właśnie bodźce są wspólnym mianownikiem dla wszystkich kolejnych demonstracji, które przetoczyły się przez świat w ostatnich miesiącach.

Niemcy - najpierw Stuttgart, potem Frankfurt nad Menem. Ludzie rozbijali szyby, rzucali śmietniki na ulice, plądrowali sklepy. Protesty miały podłoże etniczne i pokoleniowe. Ale... „Koronawirus jest niczym łatwopalny środek" – komentował w rozmowie z Deutsche Welle dr Stefan Luft z Uniwersytetu w Bremmie, stawiając podobną tezę. Tu nie chodzi tylko o kolor skóry.

W Serbii czy Senegalu protestowano przeciwko wprowadzeniu godziny policyjnej. W Hiszpanii protestowali medycy, żądając poprawy warunków pracy. W Madrycie kilkuset kierowców sparaliżowało całe miasto, a w Korei Południowej protestujący kontestowali dystans społeczny, noszenie maseczek oraz restrykcje wynikające z reżimu sanitarnego. Z kolei w Sztokholmie mieszkańcy sprzeciwiali się szwedzkiej liberalnej strategii walki z koronawirusem, co miało wpływ na wzrost zachorowań i śmiertelności. W Rzymie na początku września protestowano przeciwko „dyktaturze sanitarnej", negując w ogóle istnienie pandemii.

Jeszcze innym przykładem jest Izrael, gdzie wystąpienia społeczne wyraźnie wiązały epidemię z sytuacją gospodarczą. W lipcu liczba zachorowań zaczęła mocno rosnąć, a społeczeństwo zaczęło zarzucać rządowi, że nie dość, że nie panuje na sytuacją epidemiczną (ponad 2 tys. zakażeń dziennie) to jeszcze doprowadził do wzrostu bezrobocia sięgającego ponad 20 proc.

Skąd ta eskalacja

To nie sam COVID19 jest winien, ale skutki gospodarcze, jakie wywołał w pierwszej fazie kryzysu. W samej Unii Europejskiej PKB spadł średnio o ponad 14 proc., a zatrudnienie straciło 4,5 mln obywateli krajów członkowskich. W tym samym czasie PKB w USA zmalał o 9,5 proc., co przełożyło się na wzrost bezrobocia do poziomów sięgających niemal 15 proc. Warto też dodać, że od początku kryzysu po zasiłki dla bezrobotnych zgłosiło się łącznie ponad 56 mln Amerykanów, a obecne uderzenie w rynek pracy już wielokrotnie przekroczyło swoją skalą efekty kryzysu z 2008 r.

Po drugie, koronakryzys najsilniej uderzył w młodych. Według analiz OECD w krajach rozwiniętych poziom bezrobocia wśród młodych wzrósł w wyniku obecnego kryzysu z poziomu 11,3 proc. do 17,9 proc. Taki obraz nie jest przypadkowy. Osoby rozpoczynające karierę na rynku pracy często nie mają silnego zabezpieczenia umownego i podejmują zatrudnienie w oparciu o niestandardowe kontrakty. Co więcej, ich kompetencje nie są jeszcze na tyle rozbudowane, by były kluczowe dla organizacji. To powoduje, że w warunkach kryzysowych to właśnie młodzi są pierwszym wyborem przy ograniczaniu zatrudnienia.

Eskalacja napięć to po prostu wybuchowa mieszanka kryzysu gospodarczego i młodości. W poszczególnych krajach miała ona różne proporcje.

W pierwszej fazie kryzysu największy spadek zatrudnienia w USA nastąpił w usługach hotelowych i gastronomicznych, edukacji i zdrowiu oraz handlu detalicznym. To sektory, w których zatrudnione są przeważnie osoby młode, które w warunkach amerykańskich nie mogły liczyć na okresy wypowiedzeń. To doprowadziło do wzrostu bezrobocia wśród młodych sięgającego obecnie 18,6 proc., a w kwietniu nawet 27,4 proc., co było najwyższym wynikiem od II Wojny Światowej. Jeszcze na początku roku odsetek bezrobotnych w tej grupie wiekowej sięgał 7,7 proc.

Również Europie można dostrzec podobny trend. W Irlandii, gdzie bezrobocie w pierwszej fazie kryzysu wystrzeliło z poziomów 5 proc. na początku roku do nawet 28 proc., osiągając historyczne maksima, ponad 41 proc. osób pozostających bez pracy stanowią właśnie osoby młode. Również w Szwecji odnotowano wzrost bezrobocia z 7,3 proc. do 9,3 proc., a największy wzrost odnotowano w grupie wiekowej 15-24 lata.

Z podobnym zjawiskiem, choć na mniejszą skalę, mamy do czynienia w Polsce. Na przestrzeni ostatniego roku bezrobocie wśród młodych rosło ponad trzykrotnie szybciej niż w przypadku osób w wieku powyżej 50 lat. Co więcej, udział tych grup wiekowych w ogólnej puli bezrobotnych uległ wyraźnej zmianie, bo obecnie młodzi stanowią 27,2 proc. ogółu bezrobotnych (wzrost o 2,3 pkt proc. w ciągu roku), podczas gdy osoby 50+ stanowią obecnie 25,1 proc. (spadek o 2,2 pp. w ciągu roku). Oznacza to, że koronakryzys zamienił proporcje i dominujący udział bezrobotnych z osób w wieku przedemerytalnym na młodych.

Stracone pokolenie siłą napędową niezadowolenia

Sytuacja młodego pokolenia, które znalazło się na obrzeżach rynku pracy, często bez zapewnienia bezpieczeństwa materialnego, jest dość powszechna i to bez względu na miejsce zamieszkania. Różne kraje, różne kontynenty, a mechanizm podobny. Epidemia koronawirusa i kryzys jaki wywołała przełożyła się na ferment wśród młodych, a to doprowadziło do wzrostu napięć społecznych. Musimy też pamiętać, że zwykle to właśnie młodzi wychodzą na ulice i protestują przeciwko zastanej rzeczywistości. Ale to nie tylko bunt pokolenia, co raczej reakcja na brak perspektyw i jasnej wizji, co będzie dalej. To również sposób na odreagowanie lęku i napięć wywołanych lockdownem oraz niepokojem o zdrowie własne i bliskich.

Czy lockdown, koronawirus i kryzys gospodarczy to doświadczenie formujące pokolenie w sensie socjologicznym? Zaryzykuję tezę, że tak. Poprzednio mieliśmy do czynienia ze „straconym pokoleniem" – które co kolejną wojnę lub kryzys było używane przez media i pisarzy – tuż po rozpoczęciu kryzysu finansowego.

W przeszłości termin ten był używany do określenia okresu od końca I Wojny Światowej do początku Wielkiego Kryzysu. W Stanach Zjednoczonych jest także używany do określenia pokolenia ludzi, którzy dojrzewali niedługo po końcu I Wojny. W Europie znani są także jako „Pokolenie 1914" ze względu na rok rozpoczęcia I Wojny. We Francji nazywani są czasem Génération au Feu, „Pokoleniem w ogniu". Teraz najwyraźniej wyrasta nam „koronapokolenie".

Daleka droga i przykre konsekwencje

Za nami dopiero pierwsza faza kryzysu. Dotychczasowe diagnozy pozwalają głównie na ocenę strat i ewaluację podjętych działał w pierwszych miesiącach pandemii. Według MFW głębokość recesji w skali globalnej może sięgnąć –4,9 proc., co będzie oznaczało największą redukcję PKB w od czasów Wielkiego Kryzysu lat 20. ubiegłego wieku. Co więcej, już dziś wiemy, że wiosenne zamrożenie wiodących gospodarek przełożyło się na dziesięciokrotnie silniejsze uderzenie w rynki pracy niż w przypadku kryzysu finansowego z lat 2008-2009.

Prognozy na przyszły rok dla większości gospodarek zakładają odbicie, ale odrabianie zaległości potrwa wiele kwartałów. Dopóki ludzkość nie pozna i nie upowszechni metod walki z wirusem, trudno będzie mówić o powrocie do normalności. Musimy też pamiętać, że odbicie gospodarki i poprawa kluczowych parametrów makroekonomicznych z opóźnieniem wpłynie na nastroje na rykach pracy i odbudowę poziomów zatrudnienia sprzed pandemii. To zjawisko (jobless recovery) było już obserwowane m.in. w Unii Europejskiej po kryzysie finansowym 2008-2009. Oznacza to, że młodzi z koronapokolenia będą musieli wchodzić lub odnaleźć się na początkowym stadium kariery zawodowej w bardzo trudnych warunkach, co może rzutować na ich szanse na rynku pracy w długofalowej perspektywie.

Co więcej, długoterminowe utrzymywanie się takich nastrojów może rzutować również na postawy polityczne. Młodzi co prawda nie są aż tak liczną grupą wyborców i ich zaangażowanie w sprawy publiczne bywa mniejsze niż w innych grupach wiekowych, ale ich radykalizacja poglądów będzie miała znaczenie. Młodzi bowiem wykorzystując nowe formy komunikacji, nadają nowe znaczenia bieżącym zjawiskom. To z kolei może sprzyjać narastaniu poparcia dla skrajnych ugrupowań i przesuwania części mainstreamu w stronę dotychczas zagospodarowaną przez bardziej radykalne frakcje.

Stracone pokolenie lat 20. XX wieku z powodu strukturalnych problemów politycznych, gospodarczych i społecznych rozpętało konflikt jakiego jeszcze nie widział świat. Dzisiaj grożą nam „tylko" duże zmiany polityczne, których pewnie jeszcze nie umiemy ani przewidzieć ani nazwać.

Andrzej Kubisiak jest wicedyrektorem Polskiego Instytutu Ekonomicznego specjalizującym się od lat w rynku pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA