fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Handel w niedziele: w Europie myśli się inaczej

123RF
Od pewnego czasu władza lubuje się w porównaniach z zagranicą. Rządzący próbują wykazać, że zmiany w polskim prawie nie tylko nie są szkodliwe, a wręcz zbliżają nas do zachodnich standardów. Zestawienia te są jednak albo celowo zniekształcane, albo niezgodne z panującymi trendami. Jednym z takich przykładów jest zakaz handlu w niedziele.

Kiedy premier Morawiecki szumnie ogłaszał publikację „Białej księgi" na temat wymiaru sprawiedliwości, twierdził że upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa nie różni się niczym od jej hiszpańskiego odpowiednika, a skarga nadzwyczajna to rozwiązanie zbliżone do tego z Francji. Podobny wydźwięk miały debaty towarzyszące zakazowi handlu w niedziele. Solidarność (i wtórujący im PiS) przekonywali, że zamknięte sklepy to zachodni standard i – w zależności od stanu wiedzy – podawali różne przykłady z państw UE. W dyskusjach najczęściej przewijały się Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Holandia.

Co łączy te wszystkie porównania? Albo zostały one celowo zniekształcone, albo pokazują rozwiązania w kontekście statycznym – bez uwzględnienia obowiązujących trendów przeciwnych do wprowadzanych w Polsce zmian. Hiszpanie informują o planach odpolitycznienia swojej KRS. Francuski prokurator nie może wnieść ichniejszej skargi nadzwyczajnej na korzyść państwa – czyli przeciwko obywatelom. Argumenty rządu obalono po kilku godzinach od publikacji „Białej księgi".

Przykłady wzięte z sądownictwa dotyczyły jednak małego wycinka prawa. Zakaz handlu to instytucja bardziej rozbudowana – umożliwia to bardziej wszechstronne porównanie. Mozaika rozwiązań funkcjonujących w UE nie pozwala tak łatwo twierdzić (jak robią to rządzący), że handlu w niedziele nie ma w kraju X, Y i Z. Zakaz zakazowi nierówny.

Od ponad dekady prawo do regulowania godzin otwarcia sklepów w Niemczech przeniesiono na szczebel lokalny. Pozwoliło to na uelastycznienie zakazu, którego korzenie sięgają konstytucji weimarskiej z 1919 r. W Anglii i Walii sklepy o powierzchni mniejszej niż 280 m2 mogą działać bez ograniczeń; pozostałe mają do tego prawo przez 6 godzin w każdą niedzielę. W Belgii, Francji czy Grecji zezwolono na całodobowy handel w rejonach turystycznych. Przepisy są więc różnorodne, a ich szczegółowa analiza zapewne dorównywałaby objętością pracy dyplomowej.

Sytuacja wygląda podobnie, jeśli weźmie się pod uwagę panujący w UE trend deregulowania godzin otwarcia sklepów w niedziele. W ostatnich latach 7 państw Unii całkowicie zniosło lub mocno ograniczyło omawiane restrykcje bądź planuje to zrobić w najbliższym czasie. Oprócz znanego przykładu Węgier – w których Orbán wycofał się z zakazu po 13 miesiącach w obawie przed porażką wyborczą – warto zwrócić uwagę na działania Holendrów. Jak wynika z raportu Detailhandel Nederland, już w 68 proc. gmin w tym kraju (wzrost o 13 pkt proc. w dwa lata) wprowadzono odstępstwa od zakazu handlu w niedziele. Dotyczy to też regionu nazywanego „pasem biblijnym", który ciągnie się od zachodu po północny wschód Holandii, i w którym zamieszkuje najwięcej chrześcijan. Organizacja szacuje, że w ciągu najbliższych 5–10 lat restrykcje w niedzielnym handlu zostaną zniesione w całym kraju. To jaskrawy przykład na to, jak samorządy mogą prowadzić własną politykę z korzyścią dla lokalnych przedsiębiorców. Nie stoją temu na przeszkodzie nawet wartości religijne.

Ustawa o zakazie handlu w niedziele, obowiązująca w Polsce od marca, nie tylko idzie wbrew trendom europejskim. Jej treść budzi wątpliwości drobnych przedsiębiorców, ale również dużych graczy i sędziów. Symptomatyczne jest to, że lektura przepisów z innych państw – w tłumaczeniu na angielski – pozwala w kilka minut zorientować się nie prawnikom w tym, co wolno w niedziele a czego nie. Próbując przetłumaczyć polską ustawę, nie sposób zrobić tego poprawnie. Lista błędów czy niedookreślonych pojęć dyskwalifikuje ten akt już na wstępie i nawet doświadczony tłumacz będzie miał znaczne trudności w przekazaniu, co ustawodawca miał ma myśli. Nie dziwi więc szczerość resortu pracy, który w trakcie prac legislacyjnych przyznał, że nie ma narzędzi do monitorowania skutków ustawy, jak i to że po kilku miesiącach ogłoszono próby jej „uszczelnienia".

Podobne wątpliwości miał sąd w Bartoszycach, który wprawdzie skazał właścicielkę sklepu za handel w niedziele, ale odstąpił od wymierzenia kary. W uzasadnieniu skrytykował on samą ideę zakazu handlu, gdyż nie pozwala on małym sklepom konkurować z dużymi przedsiębiorcami. Sąd był też sceptyczny jeśli chodzi o tempo prac i brak jakiekolwiek kampanii informacyjnej towarzyszącej wejściu w życie tego aktu. To tylko potwierdza, że prowadzona przez FOR akcja „Bubel roku" okazała się prorocza.

„Przywracamy cywilizowane standardy" – grzmiał w marcowym występie w mediach publicznych Piotr Duda, szef NSZZ Solidarność. Nie, panie Duda, robicie coś kompletnie przeciwnego.

Patryk Wachowiec jest analitykiem prawnym Forum Obywatelskiego Rozwoju i prezesem Fundacji Centrum Analiz dla Rozwoju

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA