fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Kobylański: Zemsta na prośbę fiskusa

Adobe Stock
Płacenie za pracę bez umowy nie jest dobre. Nie jest też jednak czymś właściwym ograniczanie walki z tym zjawiskiem do zachęcania, by składać donosy na przedsiębiorców.

Od wynagrodzenia płaconego „pod stołem" nie odprowadza się podatków i nie uiszcza składek, a pracownikowi nie przysługuje ubezpieczenie. Jest to więc nielegalny sposób obniżenia kosztów działalności, co narusza konkurencję w gospodarce. Są przecież firmy, które wszystko płacą jak należy, a obniżenia kosztów funkcjonowania szukają zgodnie z prawem.

Chociażby ze względu na takich przedsiębiorców warto coś z problemem zrobić. Ma na to pomysł Ministerstwo Finansów: zamierza ograniczyć szarą strefę poprzez zmiany w podatkach. Miałoby być tak. Pracownik, który się przyzna, że był zatrudniony na czarno, uniknie podatku od uzyskanego w tym czasie dochodu. Będzie go musiał, wraz z odsetkami, zapłacić pracodawca. To jeszcze nie koniec. Zapłaci też, jako ekstrasankcję, podatek od minimalnego wynagrodzenia. Dodatkowo żadnego z tych wydatków nie będzie mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

Pomysł sprytny, ale czy właściwy? Na pewno będą mogli z takiego rozwiązania skorzystać pracownicy zatrudnieni na czarno, którzy zostaną zwolnieni. Również ci, którzy sami odejdą i będą chcieli po prostu zrobić swojemu byłemu pracodawcy na złość. Oni nie poniosą konsekwencji, tylko przedsiębiorca.

Trzeba też pamiętać, że z inicjatywą zatrudnienia bez umowy niejednokrotnie występuje nie właściciel firmy szukający sposobu na obniżenie kosztów, ale sam pracownik, który woli dostać wypłatę „pod stołem", by np. nie stracić jakiegoś zasiłku lub innego świadczenia, płacić niższe alimenty na dzieci albo ukryć się przed egzekucją komorniczą. W takiej sytuacji bywa, że przedsiębiorcy, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy trudno o ludzi do pracy, decydują się na zatrudnienie poza listą płac.

Zaproponowane przez resort rozwiązanie może okazać się skuteczne, bo przecież niemało osób lubi się odegrać na pracodawcy czy zrobić na złość szefowi. A jeśli do tego otrzymywałyby pieniądze bez formalnej podstawy, to dostaną od państwa doskonałe narzędzie zemsty. Czy o to powinno chodzić w walce z szarą strefą? Czy jedyny sposób to odwołać się do niskich pobudek? Przecież od lat mówi się o konieczności obniżenia kosztów pracy. I nic. Podobno budżetu na to nie stać. Ale na wielomiliardowe rządowe programy pieniądze jakoś się znajdują. Może jednak byłoby z czego sfinansować obniżkę kosztów pracy, gdyby legalne zatrudnianie zaczęło popłacać, a wpływy z dotychczas ukrywanych wynagrodzeń znacząco zasiliły państwową kasę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA