fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Michał Romanowski: Koronawirus zainfekował umowy przekształcając je w umowy dławiące

Adobe Stock
Umowa nie może dławić jednej ze stron, czyli daję abyś dał.

Zamrożenie przez rząd gospodarki motywowane zwalczaniem koronawirusa zainfekowało umowy zawierane przez uczestników obrotu profesjonalnego. Maseczki, gumowe rękawiczki i izolacja nie pomogą. Infekcja koronawirusem oznacza, że jedna ze stron umowy ponosi straty. Są to straty, wywołane okolicznościami niemożliwymi do przewidzenia przy zawieraniu umowy. Kto ten koszt powinien ponieść? Państwo zamrażając gospodarkę w dobrej wierze dokonało najdalej idącej ingerencji w reguły wolnego rynku. Pozostawiając problematykę roszczeń przedsiębiorców wobec Państwa (jest to złożona kwestia wobec faktu, iż nie wprowadzono w Polsce stanu wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej), chciałbym skoncentrować się na odpowiedzi na pytanie czy umów zawartych w innej rzeczywistości rynkowej należy dotrzymywać. Fundamentem prawa umów jest zasada pacta sunt servanda (umów należy dotrzymywać), której zrozumienie wydaje się niskie. Jej znaczenie prymitywizuje się. Parafrazując paremię dura lex sed lex (twarde prawo, ale prawo) sprowadza się ją do zasady dura pactum sed pactum (twarda umowa, ale umowa). Jeżeli tak, to oznaczałoby to przyzwolenie na funkcjonowanie umów dławiących, gdzie wskutek okoliczności takich jak COVID-19 jedna ze stron wykonująca swoje świadczenie skazuje się na bankructwo, a druga strona mając wiedzę o tym przeprowadza bezwzględną egzekucję swoich uprawnień wobec drugiej strony nie bacząc na skutki z tym związane. Otoczenie w jakich umowa jest zawierana może i ulega raz na kilkadziesiąt lat nadzwyczajnej zmianie z powodu czynników, na które żadna ze stron nie miała wpływu.

COVID-19 to nie mój ból, ale twój ...

Szczepionką może być adaptacja umowy do zmienionych warunków, ale do tanga trzeba dwojga. Klauzula rebus sic stantibus ze względu na paraliż wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest fikcją. Ponadto zakłada ona konflikt. Reset gospodarki powinien wymuszać reset umowy. Niestety praktyka obrotu prowadzi do wniosku, że króluje prawo pięści z powołaniem się na postanowienia umów zawartych przed COVID-19. Widoków na szczepionkę, a więc na piękno tango nie ma. Tytułem przykładu w relacjach między galeriami handlowymi a dzierżawcami sklepów, kin, restauracji, placów zabaw dla dzieci, salonów fryzjerskich, kwiaciarni, klubów fitness, kawiarni, galerie handlowe w odpowiedzi na prośby o reset prawny umów dostosowujący je do resetu gospodarki uruchamiają gwarancje bankowe, kaucje pieniężne, „aresztują" pod osłoną nocy towary w sklepach, nakładają kary umowne, zapowiadają pozwy, eksmisje, komorników itd. Powiadają dura pactum sed pactum. COVID-19 to twój ból nie mój parafrazując piosenkę Kazika. Silni przeżyją, a słabi umrą. Chociaż być może ci, którym wydaje się, że są silni także nie przeżyją? Wolna wymiana rynkowa to system naczyń połączonych. Wierzyciel potrzebuje dłużnika, a dłużnik wierzyciela. Wszyscy wszak jesteśmy wierzycielami i dłużnikami. Silny potrzebuje słabszego, a słabszy silniejszego. Wystarczy to zrozumieć. Ojciec kapitalizmu Adam Smith napisał dwie książki o teorii uczuć moralnych i o bogactwie narodów. Adam Smith zbudował fundamenty kapitalizmu na połączeniu moralności i dążeniu do realizacji własnych interesów. Na takich samych założeniach jest zbudowane prawo umów.

Umowa nie jest grą o sumie zerowej

Gra o sumie zerowej to gra, gdzie interesy graczy są przeciwstawne. Sytuacja win win jest niemożliwa. Zysk jednego gracza to przegrana drugiego. Gra o sumie zerowej ilustruje model konfliktu, który wyklucza współpracę między graczami.

Zasada pacta sunt servanda jest różnie wyjaśniana. Filozofia prawa odwołuje się do koncepcji: realistycznej, ekonomicznej i teorii zaufania. Koncepcja realistyczna wyjaśnia, że umów warto przestrzegać, aby uniknąć sankcji za ich złamanie. Jak mawiał Milton Friedman ludzie dzielą się na dobrych, złych i between. Przestrzeganie umów wyłącznie ze względu na sankcję za ich niedotrzymanie oznacza przyjęcie perspektywy „złego człowieka". Nie sposób mówić wówczas, że zasada pacta sunt servanda jest wartością. Jest to czysta kalkulacja oparta np. na założeniu paraliżu wymiaru sprawiedliwości.

Koncepcja ekonomiczna poszukuje uzasadnienia dla zasady pacta sunt servanda w efektywności. W świetle tej koncepcji zawierając umowę zobowiązujemy się do jej wykonania albo do zapłaty odszkodowania jako surogatu wykonania umowy. Koncepcja ta uzasadnia doktrynę tzw. efektywnego złamania umowy. Zgodnie z nią, strona, która zawarła daną umowę, przez co pozbawiła się szansy na zawarcie innej, korzystniejszej, jest uprawniona, do złamania pierwszej umowy za wypłatą odpowiedniego odszkodowania, i zawarcia umowy korzystniejszej. Business is business. Doktryna efektywnego złamania umowy, jest nie do zaakceptowania dla prawa cywilnego jako prawa życia codziennego, które zakłada moralny obowiązek dotrzymywania złożonych przyrzeczeń. Wszak surogat wykonania umowy w postaci zapłaty odszkodowania jest protezą, a nie oryginałem. Umowę zawieramy nie po to, aby ją załamać i zapłacić odszkodowanie, ale po to, aby ją wykonać. Sztuczna noga nie jest ekwiwalentem naturalnej nogi.

Zasada pacta sunt servanda odwołuje się do zaufania. Zaufanie, jakie pokładają w nas inni powinno być chronione poprzez przymus dotrzymywania zaciągniętych zobowiązań. Na straży zaufania ma obowiązek stać Państwo tworząc prawo i sądy je stosując. W przeciwnym razie system gospodarki wolnorynkowej i prawo cywilne legnie w gruzach. Zaufanie, jakie poprzedza zawarcie umowy, zakłada, że umowa nie jest grą o sumie zerowej. Prawo umów zakłada, że obie strony umowy odniosą korzyść z zawarcia umowy. Umowa jest wtedy należycie wykonana, jeżeli czyni zadość interesowi drugiej strony. W istotę umowy wpisana jest sytuacja win win. Każda ze stron umowy musi mieć szansę odniesienia korzyści z jej zawarcia. W przeciwnym razie umowa byłaby śmiertelnym zagrożeniem jak koronawirus, tsunami, polem minowym czy pułapką zastawianą przez stronę silniejszą, sprytniejszą wobec drugiej strony.

Prawo umów jest prawem życia codziennego. Każdy z nas od dziecka do śmierci zawiera umowy. Prawo cywilne wymaga działania zgodnego z systemu moralnym. Nie tylko nie jest to sprzeczne z tym, że zawierając umowę kierujemy się własnym interesem, ale jest to spójne z założeniem, że obie strony umowy powinny mieć szansę na realizację własnych interesów. Prawo cywilne jako prawo życia codziennego jest skonstruowane tak, aby mogło oddychać wartościami i słusznością.

Prawo umów sprzeciwia się prawu pięści

Zasada pacta sunt servanda nie oznacza, iż umów należy dotrzymywać bez względu na wszystko. Zasada ta nie ma nic wspólnego z założeniem „dura pactum sed pactum". Już rzymscy prawnicy podnosili, że umowa upada, gdy stan rzeczy, który zakładały strony przy jej zawarciu uległ w okresie jej wykonywania drastycznej zmianie. Natura umowy musi respektować wartości, które określają trzy fundamentalne zasady prawa prywatnego: wolność, słuszność i bezpieczeństwo. Prawo cywilne nakazuje kształtowanie i wykładnię treści umowy w sposób odpowiadający wymogowi słuszności. Umowa zakłada współpracę, a nie walkę. Od stron umowy wymaga się przestrzegania dobrych obyczajów, rzetelności postępowania i lojalności wobec kontrahenta. Strona umowy spełnia wymóg działania w dobrej wierze, jeżeli traktuje drugą stronę w sposób słuszny, należycie uwzględniając jej uzasadnione roszczenia, a nie działa z pozycji siły. Prawo umów chroni uczciwość w biznesie. Dlatego podręcznikowa definicja świadczenia wymaga, aby zachowanie jednej stron umowy było ukierunkowane na realizację słusznego interesu drugiej strony, czyli celu zawarcia umowy. Prawo umów zapewnia sprawiedliwy rozkład szans i ryzyk związanych z wykonaniem umowy. Biznes jest wtedy kiedy obie strony mogą zarobić na współpracy. Umowy zakłada poszanowanie słusznych interesów partnera. Natura umowy zakazuje takiego kształtowania jej treści oraz wykładni, które dopuszczałoby do sytuacji, w której zakładana równowaga korzyści jednej ze stron umowy osiąganej kosztem obciążenia drugiej strony jest dowolnie naruszana albo gdy wyłączne ryzyko związane z umową ponosi tylko jedna strona. Prowadzi to do zakłócenia mechanizmu kontraktowego, zgodnie z którym każda strona umowy powinna mieć szansę uzyskania korzyści z zawarcia umowy w ramach racjonalnego ryzyka kontraktowego. Umowa nie może być pułapką dla jednej ze stron. Jak trafnie zwrócił uwagę Sąd Najwyższy w uchwale z 22 maja 1991 r. (III CZP 15/91) „natura umowy [...] sprowadza się [...] do tego, że wyraża ona i pozwala realizować interes każdej ze stron". Zasada ta obowiązuje przez cały czas życia umowy.

Umowa nie może dławić jednej ze stron, bo ta strona umrze

COVID-19 zmusza do szukania sposobu przetrwania. Wielu przedsiębiorców powiada, że nie może wykonywać umowy na dotychczasowych warunkach, bo umowa stałaby się dla nich dławiącą. Walczą o życie. Druga strona broniąc swoich interesów powiada, że COVID-19 to twój problem. Partnerstwo umiera. Zaczyna się walka z pozycji siły. Czas zapraszania na grilla to przeszłość. Widać to na przykładzie opisywanej w mediach walce galerii handlowych z dzierżawcami. Wystarczy sięgnąć po podręcznik do zobowiązań dla III roku studentów wydziału prawa, nie wspominając o pozycjach takich jak System Prawa Cywilnego czy System Prawa Prywatnego, aby właściwie ocenić sytuację. Kto sięgnie ten przeczyta czego od lat jako profesorowie prawa cywilnego nauczamy studentów. Świadczenie jest to zachowanie się dłużnika zgodne z treścią zobowiązania i czyniące zadość interesowi wierzyciela, i na odwrót. Oznacza to, że na pojęcie świadczenia jednej ze stron umowy składa się cel jej zawarcia. Cel-interes obu stron umowy wyjaśnia nam np. dlaczego dzierżawca decyduje się płacić czynsz w określonej lokalizacji na określonym poziomie, a galeria handlowa ma prawo żądać czynszu w takiej wysokości. Co więcej, galeria handlowa buduje wysokość tego czynszu przekonując dzierżawcę, że jej świadczenie pozwala mu zrealizować jego interes, czyli cel. Chyba wszyscy rozumieją dlaczego czynsz przy ulicy handlowej np. Piątej Avenue w Nowym Jorku, Oxford Street w Londynie, w Złotych Tarasach, Galerii Mokotów, Arkadii w Warszawie, czy na Krupówkach w Zakopanem jest tak wysoki. Cel umowy odczytujemy wprost z jej treści albo z jej funkcji ekonomicznej. Interes strony umowy, a przez to jej cel nie musi być zdefiniowany w treści umowy. Sąd ma obowiązek odtwarzać go z uwzględnieniem funkcji ekonomicznej umowy, a więc celu jej zawarcia. Na ustalenie czy cel umowy może być osiągnięty mają wpływ zmienione okoliczności wykonywania umowy. Jest to typowe dla zobowiązań o charakterze ciągłym jak najem czy dzierżawa, gdzie kryterium czasu określa treść i rozmiar świadczenia. Odwołanie się do interesu obu stron umowy, a nie tylko jednej z nich, pozwala uchwycić funkcje ekonomiczną umowy jak partnerstwa. Jeżeli wskutek okoliczności zawinionych albo niezawinionych przez dłużnika, wierzyciel nie ma szansy uzyskać korzyści ze świadczenia dłużnika i nie mieści się to w granicach typowego ryzyka gospodarczego, wartość jednej ze stron umowy traci znaczenie dla drugiej. Interes każdej ze stron umowy stanowi uzasadnienie powstania, ale i dalszego istnienia umowy.

Wracajmy do źródeł, czyli Seneki Młodszego i Adama Smitha

Filozof rzymski Seneka Młodszy wskazywał, że przesłanką mocy wiążącej przyrzeczenia jest trwanie warunków jakie istniały w chwili jego złożenia. Nie rozumiem opinii prawników, którzy twierdzą, że COVID-19 jest to element zwykłego ryzyka gospodarczego obciążającego wyłącznie jedną ze stron umowy. Nie podjąłbym się przekonywania sądu ani nikogo rozsądnie myślącego, że COVID-19 to część normalnego ryzyka gospodarczego oraz że COVID-19 to wyłączny problem jednej ze stron umowy. Wszak np. umowy dzierżawy powierzchni handlowych nie należą do kategorii umów hazardowych. Można zaklinać rzeczywistość, bo papier wszystko wytrzyma, ale po co udawać, że wierzy się w coś w co nikt rozsądny nie uwierzy. Wierzę w zdrowy rozsądek sędziów, do których trafi wiele spraw w związku z COVID-19 i ich znajomość fundamentów prawa umów. Wierzę w zdolność do porozumienia, która uczyni zbędnym interwencję sądów. Chodzi o współpracę, a nie konflikt. Umowa ma być sytuacją win win.

Ponadczasową wizją Adama Smitha, ojca kapitalizmu, sformułowaną w Bogactwie Narodów w XVIII w. było spostrzeżenie, że podstawą umowy jest, aby obie strony mogły osiągnąć z niej korzyść. Każda ze stron umowy dążąc do osiągnięcia własnego interesu promuje interes drugiej strony i społeczeństwa, ponieważ wymiana towarów i usług musi odbywać się przy założeniu osiągnięcia wzajemnej korzyści. Du ut des, czyli daję, abyś dał.

prof. dr hab. Michał Romanowski adwokat w kancelarii Romanowski i Wspólnicy w latach 2006-2015 członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA