fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wyobcowane elity

pexels.com
Choć ocenę zmian w sądownictwie pozostawiam prawnikom, nie mógł umknąć mojej uwadze ciekawy aspekt ekonomiczny całej sprawy. Otóż większość parlamentarna chce wysłać na wysoką emeryturę część sędziów Sądu Najwyższego – a oni nie chcą z tego skorzystać! Ponieważ rządowej propagandzie wyraźnie wyczerpały się pomysły na radzenie sobie z tak totalną opozycją, ośmielam się podrzucić nowy.

Trudno o bardziej oczywisty dowód wyobcowania prawniczych elit i ich oderwania od narodu, niż dąsanie się na tak hojną propozycję. Wiadomo przecież, że głównym marzeniem każdego uczciwego Polaka jest to, by tak szybko, jak tylko się da, rzucić pracę i przejść na emeryturę. Jak wielkim trzeba być degeneratem, by domagać się prawa do pracy, kiedy można sobie siedzieć w domu, oglądać znakomite seriale telewizji publicznej i spokojnie czekać, aż na konto wpłynie świadczenie?

Może jednak nasz rząd wie, co robi, trzymając się jak najdalej od problemu emerytur. Zatrważające wieści przyszły właśnie zza wschodniej granicy: mimo odbudowy potęgi Rosji, upokorzenia USA, aneksji Krymu i awansu Sbornej do ćwierćfinału, wystarczyło, by Kreml wspomniał tylko o możliwości podniesienia wieku emerytalnego do 63/65 lat, a pozornie niewzruszone poparcie dla prezydenta Putina natychmiast spadło o 14 punktów procentowych.

Lekcja dla polityków całego świata jest oczywista – w sprawie emerytur trzeba iść w zaparte, kłamać, a już na pewno nie podejmować żadnych działań. Bo przecież do końca najbliższej kadencji system emerytalny jakoś dotrwa, a potem choćby potop.

Wiem, że to nudne, ale powtórzę po raz kolejny trzy smutne prawdy dotyczące systemu emerytalnego. Po pierwsze, pieniądze na emerytury nie biorą się znikąd – trzeba je zebrać, opodatkowując pracujących albo gromadząc dodatkowe oszczędności. Po drugie, obecna wysokość obowiązkowych składek emerytalnych (19,5 proc.), wbrew naiwnym wyobrażeniom ludzi, nie wystarczy na przyzwoitą emeryturę.

Przy wieku emerytalnym 60/65 lat, który łaskawie ofiarował nam rząd, wycofując wprowadzone przez poprzedników zmiany, w momencie przejścia na emeryturę przed przeciętną Polką są jeszcze 22, a przed Polakiem 18 lat życia. Łatwo sobie policzyć, że nawet zebrany przez całe 40 lat kapitał emerytalny (ze składki 19,5 proc.) podzielony przez oczekiwane lata życia wystarczy na emeryturę w wysokości zaledwie 35–45 proc. płacy. Dokładne obliczenia, biorące też pod uwagę zmniejszającą się liczbę pracujących Polaków, mówią o jeszcze silniejszym spadku – do 30 proc. płacy w roku 2050.

Po trzecie, niech nikt nie wierzy bzdurnym wyliczeniom mówiącym o tym, jak ów kapitał emerytalny może wzrosnąć dzięki zainwestowaniu go w papiery wartościowe lub akcje. Jeśli inwestycje są bezpieczne, uzyskany zwrot da nam niewiele ponad zjadającą realną wartość kapitału inflację, a tylko z największym trudem może dogonić wzrost płac.

Innymi słowy: bez wydłużenia czasu pracy lub znacznego dodatkowego oszczędzania emerytury Polaków za 30 lat spadną do głodowego poziomu. Ale sza, lepiej o tym nie mówić, bo się jeszcze zaliczy wpadkę, taką jak Władimir Putin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA