Potrzebny rządowy program targowy

Dzieje się rzecz paradoksalna: w czasie najlepszej koniunktury dla światowego biznesu, w okresie najszybszego rozwoju polskiej gospodarki targi w Polsce obumierają.

Aktualizacja: 24.06.2019 21:14 Publikacja: 24.06.2019 21:00

Potrzebny rządowy program targowy

Foto: materiały prasowe

Targi zmieniają świat. Angażują i scalają gospodarkę, oferują najnowsze rozwiązania. Pierwszym startupem w niepodległej Polsce w 1920 roku były właśnie Targi Poznańskie. Tymczasem polski przemysł targowy kurczy się. Coraz słabiej wspiera gospodarkę i nie podpowiada nowych pomysłów na biznes. Kiedyś był inkubatorem przedsiębiorczości, dziś stał się mało widoczny. Rozmija się ze swoimi czasami. Targi, instytucja wielce zasłużona dla naszej gospodarki i niezastąpiona w budowaniu dobrego wizerunku Polski, utknęły w poważnym kryzysie. Wyjątek stanowią targi w Kielcach, Krakowie i Ptak Warsaw Expo w Warszawie.

Dwadzieścia lat temu tradycyjne, czerwcowe Międzynarodowe Targi Poznańskie nazwano ITM Polska, czyli Innowacje Technologie Maszyny. Żeby iść z duchem czasu. W tym roku ponownie zmieniono nazwę na ITM Europe Industry Europe – żeby podkreślić ponadnarodowy charakter imprezy i wyrazić aspiracje organizatorów. Frekwencji to jednak nie zmieniło.

Widać to w gospodarce, która ma się nadzwyczaj dobrze w porównaniu z rozwiniętymi państwami Europy, ale pod względem innowacyjności przemysłu, automatyzacji produkcji i nowych technologii jesteśmy daleko w tyle. Bez innowacyjności nie ma konkurencji na międzynarodowych rynkach. A od oferowania nowych technologii są właśnie targi.

W Europie sektor nowych technologii odpowiada za 2,3 proc. wartości dodanej brutto. W Polsce mamy 20,2 proc. aktywnych firm innowacyjnych, co daje nam 21. miejsce w rankingu gospodarek światowych. Liderami są Korea Płd., Szwecja i Niemcy.

Tymczasem z targowej mapy Polski znikają prężne i znaczące dla regionu ośrodki targowe. Przykładem tego zjawiska są Międzynarodowe Targi Szczecińskie, które wiosną tego roku zaprzestały działalności. Targi w Polsce zostały zepchnięte z głównego traktu gospodarki. Jeszcze dziesięć lat temu mieliśmy w kraju ponad 20 miast targowych, około 30 organizatorów targów i prawie 350 imprez targowych. Dziś została z tego ledwie połowa.

Polski przemysł targowy ma 30 lat

Źródłem narodzin targów i początkiem przemysłu targowego była tzw. ustawa Wilczka z 23 grudnia 1988 r., która uwolniła rynek i zalegalizowała prywatną działalność gospodarczą. Ustawa uchylała również dotychczasowe prawo targowe ustanowione przez PRL, czyli państwowy monopol targowy i państwowy nadzór nad targami. Międzynarodowe Targi Poznańskie straciły wyłączność na organizację takich imprez.

Już pięć lat później, w 1994 r., mieliśmy w kraju 49 miast targowych, około 90 organizatorów targów, ponad 500 imprez targowych, 700 tys. mkw. powierzchni ekspozycyjnej i 2,3 mln zwiedzających, z których – jak deklarowali organizatorzy – półtora miliona wykupiło bilety wstępu.

Nasza targowa statystyka od kilku lat się nie zmienia, a odnotowane zwyżki są tak niewielkie, że mieszczą się w granicach błędu statystycznego. W ostatnim raporcie „Targi w Polsce 2017" wydanym przez Polską Izbę Przemysłu Targowego napisano, że „Polska nie ustępuje największym rynkom targowym, takim jak Niemcy, Włochy, Francja, Wielka Brytania czy Hiszpania". Tymczasem w Globalnym Barometrze Targowym UFI wyliczono, że na 16 przebadanych rynków w Europie Polska ulokowała się na 11. miejscu i należy do nas zaledwie 2,9 proc. rynku. Kraj, który liczy 38 mln mieszkańców, wyprzedza tylko Austrię, Czechy i Grecję, państwa czterokrotnie od nas mniejsze. Polska dysponuje powierzchnią targową o wielkości 449 tys. mkw., a wspomniane Niemcy 3,23 mln mkw., Włochy 2,3 mln mkw. i Francja 2,25 mln mkw. Istotnie, „nie ustępujemy największym rynkom targowym".

Świat targowy ucieka z Polski do Niemiec, Turcji, Rosji, Czech i gdzie się da. Wystawcy odchodzą, bo polskie targi są drogie, bez kupców i nie przynoszą im spodziewanych korzyści. Na światowych targach większość wystawców rezerwuje miejsca na lata przyszłe i składa zapotrzebowanie na większe stoiska. W Polsce ubywa wystawców i partnerów handlowych.

Samoograniczający się samorząd targowy

Wykwit targów zrodził ideę powołania samorządu targowego. W czerwcu 1993 r. w pawilonie MTP odbyło się zebranie założycielskie Polskiej Korporacji Organizatorów Targów i Wystaw Gospodarczych, przemianowanej po latach na Polską Izbę Przemysłu Targowego. Pierwszy samorząd targowy skupiał 150 organizacji, w tym 58 organizatorów targów. Dziś jest 17.

Prezesem samorządu został szef Międzynarodowych Targów Poznańskich, co okazało się grzechem pierworodnym samorządu. Odtąd jest to stanowisko dziedziczne, zarezerwowane dla prezesa MTP, co zdecydowanie wspiera poznańskie targi w walce o rynek. Ze stratą dla innych.

Samorząd targowy miał być platformą współpracy wszystkich instytucji targowych w kraju, organizacji rządowych i gospodarczych w celu promocji i rozwoju rynku targowego, kreowania nowoczesnej przedsiębiorczości, wspomagania gospodarki i wspierania eksportu. I długo tak było. Ponad 20 lat, aż we wspólnocie samorządowej zaczęły przeważać prywata, egoizm i brak solidarności. Zaczęło się od okrawania kodeksu etycznego, wymazywania misji i poprawiania statutu.

Samorząd targowy uwolnił się z misji wspierania targów, wyalienował i zamknął w obszarze administrowania samym sobą. Polska Izba Przemysłu Targowego wycofała się z debaty publicznej i obecności w mediach.

Od wielu lat nie bada się rynku targowego w kraju, nie rozpoznaje potrzeb i trendów, nie rozwija marketingu wystawienniczego, nie prowadzi edukacji i nie debatuje o sytuacji targów. Zaniechano nawet kampanii promocyjnych, bo trudno za taką nazwać internetową akcję „Targi dają więcej".

Od kilku lat samorządowcy prześcigają się w egoizmie i partykularyzacji. Dochodzi do naruszeń etycznych wewnątrz Izby, przywłaszczania tytułów targowych i wręcz niszczenia imprez, że wspomnę historię nieistniejących już targów Złoto Srebro Czas i likwidację Międzynarodowych Targów Szczecińskich wiosną tego roku. Samorząd Targom Szczecińskim nie pomógł, choć długo były jego członkiem.

Kończy się pierwsze półrocze 2019 r. Polska Izba Przemysłu Targowego nie zdążyła jeszcze opublikować corocznego raportu „Targi w Polsce" za ubiegły rok, choć walne zgromadzenie zdążyło już udzielić absolutorium samemu sobie. Dlatego w programie działań na 2019 r. nie zapisano niczego istotnego, bo do końca roku zostało ledwie sześć miesięcy, a ostatni obraz statystyczny przemysłu targowego dotyczy sytuacji sprzed dwóch lat.

Tymczasem „Rzeczpospolita" zdążyła już podliczyć i ogłosić wyniki kolejnej edycji rankingu Lista 500. Poznaliśmy też 30 przedsiębiorstw, które rozkwitły w 30-leciu. Targów na żadnej liście nie ma. Również „Dziennik Gazeta Prawna" opublikował wyniki 24. Rankingu Firm TSL – rynku transportu, spedycji i logistyki w Polsce. Też bez członków PIPT, choć jest to rynek mocno z targami związany.

Czas na rewitalizację

Siła targów zależy od tego, jaki samorząd za nimi stoi. Targi są bardzo ważnym narzędziem władzy, są instrumentem państwowotwórczym i wizerunkowym. Na otwarciu targów w Hanowerze tradycyjnie już na podium obok kanclerz Angeli Merkel stawali Donald Tusk, Beata Szydło i Mateusz Morawiecki. Byt polskich targów możliwy jest tylko przy współpracy z państwem.

W kraju mamy ponad milion firm, z których jedna dziesiąta ma charakter wybitnie rynkowy, a więc targowy. Ponad 100 tysięcy polskich firm nie jest zainteresowanych targami, bo nikt ich do targów nie przekonał. I mają złe doświadczenia. Tymczasem całe polskie targi od wielu lat opierają się zaledwie na 28 tys. wystawców.

Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, powiedziała publicznie, że polskie targi jej nie interesują, bo nie wyszły jeszcze z poprzedniego wieku. Co prawda, to prawda.

Dlatego czas, aby za przykładem innych branż polskie targi trafiły do programu rządowego. Same gwarancje prawne nie wystarczą, by chronić i rozwijać przemysł targowy w Polsce. Dobre prawo targowe powinno się przekładać na kształt i jakość relacji między targami a rządem oraz między targami a uczestnikami targów.

Trudno sobie wyobrazić przyszłość polskiego przemysłu targowego bez strukturalnego wsparcia państwa. Targi to jest przemysł jak żaden inny.

Przede wszystkim potrzeba nam wizji i strategii rozwoju targów w Polsce, zwłaszcza sposobów konkurencji na rynku targów międzynarodowych.

Brakuje koncepcji, myśli głównej, jak konkurować z targami w Europie, wykorzystując nasze atuty, nie mówiąc już o konkurencji globalnej. Ponadto – jak przeciwdziałać marginalizacji polskich targów w kształtowaniu polityki gospodarczej i promocyjnej naszego rządu. Dalej – jak zmienić mechanizmy finansowania promocji polskiego eksportu, skoro targi są w tym najlepsze. I najlepiej rewitalizują miasta oraz regiony. Herman Distel, wybitny architekt niemiecki żyjący w latach 1875–1945, który m.in. zaprojektował pawilony wystawowe i kongresowe w Hamburgu, powiedział kiedyś: „Czym dla firmy jest reklama, tym dla państwa są wystawy i targi".

Ciekawym przykładem stanowienia prawa targowego są dzieje II Rzeczypospolitej. Ponieważ targi dla odradzającego się państwa i gospodarki były bardzo ważnym instrumentem propagandy, prezydent Rzeczypospolitej wydał 17 listopada 1927 r. rozporządzenie o wystawach i targach gospodarczych, a 28 czerwca 1939 roku uchwalono ustawę o wystawach i targach gospodarczych oraz aukcjach.

Przedwojenne prawo targowe było bardzo restrykcyjne. Ustawa o targach w Polsce jest konieczna. Interesem samorządu branżowego nie jest interes państwa i gospodarki, choć nie każdy samorząd jest tak słaby.

W 1933 roku z inspiracji zarządu MTP powstała tzw. Rada Interesantów – samorządowa organizacja zrzeszająca wystawców targowych. Członkami Rady było 159 najpoważniejszych organizacji gospodarczych. Rada Interesantów była największym zrzeszeniem gospodarczym w II Rzeczypospolitej. To dobry przykład.

Alojzy Kuca jest związany z targami ponad 40 lat, autor kilkuset publikacji o targach, ich historii oraz marketingu targowym. Twórca Polskiego Instytutu Targowego. Współzałożyciel polskiego samorządu targowego, wieloletni wiceprezes. W 2015 r. zrezygnował z honorowego członkostwa w Polskiej Izbie Przemysłu Targowego.

Targi zmieniają świat. Angażują i scalają gospodarkę, oferują najnowsze rozwiązania. Pierwszym startupem w niepodległej Polsce w 1920 roku były właśnie Targi Poznańskie. Tymczasem polski przemysł targowy kurczy się. Coraz słabiej wspiera gospodarkę i nie podpowiada nowych pomysłów na biznes. Kiedyś był inkubatorem przedsiębiorczości, dziś stał się mało widoczny. Rozmija się ze swoimi czasami. Targi, instytucja wielce zasłużona dla naszej gospodarki i niezastąpiona w budowaniu dobrego wizerunku Polski, utknęły w poważnym kryzysie. Wyjątek stanowią targi w Kielcach, Krakowie i Ptak Warsaw Expo w Warszawie.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację