fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Mironczuk: Gdzie jest cena równowagi

Bloomberg
Ryzyko kredytowe rośnie, a stopy procentowe banku centralnego, spadając, ciągną w dół rentowność kredytów.

Z końcem marca i na początku kwietnia Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżeniu podstawowych stóp procentowych NBP. To klasyczne działanie stosowane w ostatnich stu latach przez banki centralne, aby pobudzić koniunkturę. Powinno ono zachęcić przedsiębiorców do inwestycji dzięki tańszemu kredytowi. Decyzja ta ma też wpływ na inwestorów i osoby, które mają oszczędności, bo przy niższych stopach procentowych zwykle mniej inwestują, a więcej wydają na konsumpcję. Motywacja do oszczędzania spada. To klasyczne działanie tego mechanizmu.

Z klasycznej teorii ekonomii opisywanej przez krzywe popytu i podaży wiadomo, że krzywe przecinają się i wyznaczają cenę równowagi. Teoria wygląda prosto, w realnej gospodarce to bardziej skomplikowane, zwłaszcza w świecie finansów, popytu i podaży pieniądza. Pieniądz ma wiele cech, które powodują, że jego cena wyrażona stopą procentową jest zjawiskiem skomplikowanym i wielowymiarowym.

Skutki dla banków

System finansowy będzie odczuwał problemy wywołane przez Covid-19. Obniżka stóp procentowych NBP dodatkowo naruszyła stabilność cen równowagi na rynku pieniężnym, pomiędzy popytem i podażą pieniądza.

Obniżka stóp procentowych ogranicza możliwości płynnościowe (podaż pieniądza powinna spaść). Banki w Polsce przez ostatnie 20 lat miały nadwyżkę płynności. Operacje otwartego rynku NBP służyły im do lokowania 70–90 mld zł pieniądza, z którym nie miały co zrobić. Ale był to swoisty bufor bezpieczeństwa.

Problem nadpłynności może się rozwiązać, bo mniejsza będzie skłonność do oszczędzania. Ale jak pokazuje praktyka, wraz ze spadkiem stóp procentowych w złotych zmniejszyła się rentowność banków w Polsce. Jeszcze dziesięć lat temu marża odsetkowa sektora bankowego wynosiła około 3,3 proc. Teraz oscyluje na poziomie 2,5–2,9 proc.

Obecnie, gdy cięcie stóp nastąpiło z poziomu 1,5 proc. rocznie do 0,5 proc., rentowność kredytów w zasadzie automatycznie przesunie się o 1 proc., bo prawie wszystkie kredyty w Polsce są indeksowane do wskaźników referencyjnych. Na tych poziomach stóp procentowych koszt pozyskania finansowania nie zmniejszy się o tą samą wartość, gdyż zero procent w przypadku depozytów stanowi naturalną silną barierę kosztu pasywów.

W klasycznej teorii obniżenie cen (stóp procentowych) powinno wywołać wyższy popyt. Jednak wstępne wyniki sprzedaży nowych kredytów wskazują, że popyt na nie spadł. A te, które zostały udzielone, mają wyższą marżę. Udział nowych kredytów w portfelach banków będzi się e zmieniał znacznie wolniej niż dotychczas.

Na rynku depozytowo-kredytowym rozpoczęło się poszukiwanie nowych cen równowagi. Zapewne w tym procesie obniżka stóp przez NBP będzie generowała dodatkowy koszt dla systemu bankowego.

Przytoczone argumenty oznaczają, że marża odsetkowa netto banków może się zmniejszyć o kilkadziesiąt punktów bazowych. Każde 0,1 proc. rocznie, czyli 10 punktów bazowych oznacza spadek przychodów (a właściwie wzrost kosztu działania banków) o 2 mld zł! To dużo.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na retorykę adresowaną do przedsiębiorstw, w której słychać o „konieczności obniżenia obciążeń kosztowych". Bank to też przedsiębiorstwo i niewiele osób dostrzega, że w obecnych warunkach obniżka stóp procentowych dla banków oznacza przyjęcie nowych obciążeń kosztowych. Dodatkowym kosztem dla systemu bankowego będzie podwyższone ryzyko portfela kredytowego. System zapewne to wytrzyma, ale kosztem deformacji cen. Wyższe koszty funkcjonowania banków będą prawdopodobnie musiały zostać pokryte przez opłaty i prowizje. W takim scenariuszu stopa procentowa jako cena zaczyna tracić swoją wartość informacyjną.

Banki desperacko szukają szans na zachowanie rentowności bieżącej, ale nie mają nawet przestrzeni na szukanie ceny równowagi. Nikt nikogo nie rozlicza z tego, czy długoterminowy koszt finansowania był obliczony właściwie czy nie. Ważne, by przeżyć najbliższe kilka kwartałów i pokazać dobre wyniki krótkoterminowe. Kryzysy zdarzają się co kilka lat, a naprawdę poważne – co kilkadziesiąt, raz na pokolenie.

Cena równowagi z teorii ekonomii jest pojęciem trudnym do obserwowania, wymaga dłuższej perspektywy czasowej, zwłaszcza na rynku finansowym. Niewłaściwa cena oznacza tu problemy. Dowody na to znajdujemy w analizach wszystkich kryzysów.

Stabilność w gospodarce i finansach jest dużą wartością. Pomaga właściwie określić cenę równowagi dla popytu i podaży. W warunkach, w których banki centralne decyzją administracyjną próbują przesuwać tę cenę, zadanie to jest znacznie trudniejsze i łatwiej o pomyłkę.

Jak domek z kart

W czasach stabilnego funkcjonowania gospodarki i braku istotnych zakłóceń taka polityka banków centralnych przeważnie się sprawdza(ła). Teraz chyba jednak nadchodzi czas, kiedy dotychczasowe założenia ich interwencji mogą się rozsypać jak domek z kart z powodu ceny pieniądza.

Ryzyko kredytowe rośnie, a stopy procentowe banku centralnego, spadając, ciągną w dół rentowność kredytów. Jak znaleźć cenę równowagi dla kredytów i jednocześnie właściwie chronić nasze oszczędności? To trudne, ale zapewne banki sobie z tym poradzą.

Autor był członkiem zarządu PKO BP, a także prezesem Banku Gospodarstwa Krajowego i Banku Polskiej Spółdzielczości. Obecnie w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA