fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Mateusz Rzemek: OFE, czyli pokusa nie do odparcia

Adobe Stock
Ciągnąca się od ponad czterech lat likwidacja otwartych funduszy emerytalnych może rzucić cień na powodzenie pracowniczych planów kapitałowych.

Jak tłumaczył podczas debaty w Sejmie Waldemar Buda, wiceminister funduszy i polityki regionalnej, wprowadzenie opłaty, która byłaby potrącana przy przenoszeniu pieniędzy z otwartych funduszy emerytalnych na indywidualne konta emerytalne, miało zapobiec opodatkowaniu tych środków w przyszłości. Zabrzmiało to tak, jakby rząd, potrącając kilkanaście miliardów złotych z oszczędności przeszło 15 mln Polaków w OFE, działał w trosce o ich kieszenie. Chroniąc ich w ten sposób przed zakusami opozycji, która mogłaby dojść do władzy w bliżej nieokreślonej przyszłości, by położyć swoje ręce na tych pieniądzach.

Nie będę tu rozstrzygał, czy rzeczona opłata jest haraczem – jak nazywa ją większość opozycji – czy stanowiła „tylko" naliczenie podatku od tych pieniędzy, jaki nie został potrącony, gdy jako składki emerytalne zostały przekazane do OFE. Z pewnością te przeciętnie 1,5 tys. zł na koncie przyszłego emeryta lepiej by pracowało na jego korzyść w IKE niż w budżecie wydane na bieżące potrzeby. A te w czasie kryzysu gospodarczego wywołanego epidemią koronawirusa są ogromne. Zadłużony wskutek pandemii na setki miliardów złotych budżet pęka bowiem w szwach. A przed nami np. ulgi podatkowe przewidziane w Polskim Ładzie.

Rzecz w tym, że rząd, zapowiadając zwolnienia podatkowe dla emerytów i wprowadzenie 30 tys. zł kwoty wolnej od podatku, sam wytrącił sobie argumenty za potrąceniem opłaty od pieniędzy przekazywanych do IKE. Pozostawienie jej w nowej wersji projektu likwidującego OFE, jaki ma jeszcze w czerwcu zostać przyjęty przez rząd, będzie tylko wodą na młyn dla opozycji punktującej niekonsekwencje w polityce PiS dotyczącej oszczędzania przez Polaków na przyszłe emerytury.

Problem jednak w tym, że rezygnacja z opłaty przekształceniowej nie ma dla rządu żadnego finansowego sensu. A cała reforma sprowadzi się wtedy do zmiany tabliczek z OFE na IKE przy wejściu do budynków, w których mieszczą się te instytucje finansowe.

Ciekaw jestem, czy w nowej ustawie likwidującej OFE rząd nie zaproponuje więc zmiany domyślnego mechanizmu przeniesienia 157 mld zł, tak by zamiast do IKE trafiały z automatu do ZUS. Wtedy rząd zyska kontrolę nad spółkami notowanymi na Giełdzie Papierów Wartościowych, których akcje stanowią obecnie praktycznie całość portfeli inwestycyjnych OFE. Prawdopodobnie skończy się to przeceną tych walorów.

Pytanie, czy na koniec dnia ciągnąca się od ponad czterech lat likwidacja OFE położy się cieniem na powodzenie pracowniczych planów kapitałowych. A przypomnę, że obie te inicjatywy zostały ogłoszone przez Jarosława Kaczyńskiego na konwencji PiS jeszcze w lutym 2017 r. Jeśli okaże się, że przedstawiona wtedy Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju sprowadziła się do wykiwania milionów Polaków na kilkanaście miliardów złotych albo przejęcia kontroli nad rynkiem kapitałowym, to jak rząd zamierza budować zaufanie tych samych Polaków i instytucji finansowych do oszczędzania na przyszłość w PPK. Może więc już lepiej zostawić OFE w spokoju i zachęcać do oszczędzania w PPK?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA