fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Magdalena Papiernik, Dominika Durchowska: Koronawirus. Inwestor pozwie za legislacyjny chaos?

Adobe Stock
W walce z COVID-19 doszliśmy do momentu, w którym przy zamkniętych granicach każde państwo próbuje samodzielnie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Pandemia koronawirusa i drastyczne działania rządu mające na celu spowolnienie jej rozprzestrzeniania, znacząco odbiją się na przychodach firm i całej gospodarce.

Chociaż trudno zaprzeczyć konieczności wielu z tych działań, nie oznacza to jednak, że panuje pełna dowolność we wprowadzaniu ograniczeń. Każdy kraj, w tym Polska, musi liczyć się z ewentualnością żądań odszkodowań na podstawie prawa międzynarodowego ze strony zagranicznych inwestorów, którzy poniosą straty wskutek chybionych decyzji rządu.

Pandemia koronawirusa ogłoszona przez WHO na początku kwietnia objęła już ponad 204 kraje. Próbując stawić jej czoła, rządy kolejnych państw wprowadzają daleko idące ograniczenia działalności gospodarczej.

Nowe restrykcje pojawiają się niemal codziennie. Nierzadko wprowadzane są za pomocą pośpiesznie sporządzanych i pełnych nieścisłości aktów prawnych, bez właściwej analizy ich skutków gospodarczych. Choć mają one na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa i ochronę części firm przed nadchodzącą zapaścią gospodarczą, mogą okazać się zabójcze dla tych przedsiębiorców, których ochronne działania nie obejmą.

Środki przyjęte przez polski rząd mają dwojaki charakter. Po pierwsze, zmierzają do zminimalizowania interakcji społecznych poprzez ograniczenie możliwości opuszczania miejsca zamieszkania i zawieszenie działalności w obszarach niezwiązanych z zaspokajaniem podstawowych potrzeb. Po drugie, obejmują pomoc państwa w celu zrekompensowania przedsiębiorstwom strat, które ponoszą (i będą ponosić) w związku z nieuniknioną recesją (tzw. tarcza antykryzysowa).

W Polsce powszechne są głosy, że tak daleko idące ograniczenia swobód uzasadnione byłyby jedynie wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego. Przyjęte restrykcje diametralnie zmieniają nie tylko codzienne życie, ale także dotychczasowe zasady gry na rynku. Nie tylko wywołują milionowe straty, ale też niejednokrotnie uniemożliwiają dalsze funkcjonowanie biznesu. Jednym z podawanych powodów braku wprowadzenia stanu klęski żywiołowej jest między innymi obawa przed koniecznością naprawienia szkody, jaką stan taki mógłby wyrządzić podmiotom gospodarczym, co wynika z art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 22 listopada 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela.

Jednakże, również bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, przyjęte obostrzenia powodują nadmierne ograniczenia praw własności przedsiębiorców w wielu branżach. Niektóre narzędzia dyskryminują firmy zagraniczne względem krajowych. Dotychczas wprowadzone ograniczenia poskutkowały zminimalizowaniem lub zatrzymaniem aktywności w sektorze gastronomii, turystyki, rozrywki, a także handlu i usług w galeriach handlowych i sklepach wielkopowierzchniowych. Rząd tymczasem deklaruje, że jeśli zajdzie taka potrzeba, wprowadzane będą dalsze obostrzenia.

Działania państwa niewątpliwie wpłyną na inwestycje dokonane w Polsce przez inwestorów zagranicznych, którzy, nawet jeśli nie są celowo dyskryminowani, mogą zostać szczególnie dotknięci wprowadzanymi rozwiązaniami. Wynika to z międzynarodowego (transgranicznego) charakteru ich działalności. Otwarte granice i swoboda przepływu towarów i osób są warunkiem rentowności dla wielu z nich. Tymczasem, działania państwa w sposób radykalny ograniczają te swobody.

Zagraniczni inwestorzy nie są jednak pozbawieni możliwości walki ze skutkami wprowadzanych ograniczeń. Rozwiązania rządu mogą zostać w przyszłości poddane kontroli pod kątem ich zasadności i legalności w świetle prawa międzynarodowego.

Inwestorzy mogą dochodzić swoich praw na podstawie dwustronnych umów inwestycyjnych, tzw. BIT-ów (bilateral investment treaties). BIT-y to umowy międzynarodowe, na podstawie których państwa zobowiązały się chronić inwestycje dokonane przez zagranicznych inwestorów na ich terytorium. Na podstawie BIT-ów i zawartych w nich klauzul arbitrażowych, zagraniczni inwestorzy, którym nie została zagwarantowana należyta ochrona państwa przyjmującego inwestycję, mogą takie państwo pozwać na drodze międzynarodowego arbitrażu.

Międzynarodowe prawo inwestycyjne wiążące państwa (w tym Polskę) wymaga, aby z suwerennych uprawnień korzystać w określonych przez to prawo granicach. Co to oznacza? Autonomia legislacyjna państwa, która zwłaszcza w sytuacjach nadzwyczajnych jest bardzo szeroka, w praktyce podlega pewnym ograniczeniom. Prawo nie może być dyskryminacyjne, musi być stanowione w interesie publicznym, a także spełniać wymóg proporcjonalności i racjonalności. Wprowadzenie zmian w sposób arbitralny, dyskryminujący, nieracjonalny lub nieprzewidywalny, może skutkować odpowiedzialnością państwa wobec tych inwestorów, których prawa zostały naruszone. A w przypadku nieprzemyślanych regulacji wprowadzanych podczas walki z epidemią, takich naruszeń nie można wykluczyć.

Nie ulega wątpliwości, że obecna sytuacja epidemiczna ma charakter wyjątkowy. Potencjalne roszczenia odszkodowawcze oparte o BIT-y prawdopodobnie spotkałyby się ze zdecydowaną obroną ze strony pozywanych państw. Jednakże, powoływanie się na epidemię nie może stanowić ogólnego zezwolenia na przyjęcie dowolnych środków, choćby dyskryminacyjnych czy sprzecznych z podstawowymi zasadami porządku prawnego.

W kolejnym artykule przeanalizujemy wprowadzone rozwiązania mające na celu walkę z COVID-19 i postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy mogą one być podstawą do roszczeń przedsiębiorców wobec państwa.

Autorzy:

Magdalena Papiernik, Adwokat, Starszy Prawnik Praktyki Arbitrażu

Dominika Durchowska, LL.M. Adwokat, Starszy Prawnik Praktyki Arbitrażu w Kochański & Partners

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA