fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Arendarski: Bezpieczeństwo gdzieś nam wyparowało

AFP
Już dziś wyraźnie widać, że przezwyciężanie skutków pandemii będzie kosztowne i długotrwałe.

W ostatnich tygodniach coraz częściej słyszymy opinie, że „po kryzysie świat nie będzie już taki sam". Chociaż z uwagi na tragiczny wymiar ludzki, trudno obecny kryzys porównywać do wydarzeń z 2008 roku, to warto przypomnieć, że wtedy tak samo wieszczono nowy świat po kryzysie. Wstrząśnięci gospodarczym krachem wszyscy oczekiwali na swoistą „odnowę moralną" globalnej ekonomii, wzrost kapitału społecznego, odpowiedzialne podejście do zadłużania się. Czas pokazał, na ile te oczekiwania były słuszne. Jaki więc będzie świat po pandemii? Odpowiedź jest prosta: taki, jakim go uczynimy. Wszystko zależy od tego, czy właściwie wykorzystamy trudne doświadczenia i czy będziemy w stanie wyciągnąć odpowiednie wnioski z błędów. Dlatego też, siłą rzeczy skupiając się na ratowaniu „tu i teraz", warto już teraz, kiedy mamy jeszcze silną motywację do zmiany, zastanowić się, co zrobić, aby ten przyszły świat był bezpieczniejszy dla nas i dla gospodarki.

Obecny kryzys bezlitośnie obnażył błędy polityki gospodarczej krajów Unii Europejskiej. Była ona prowadzona lekkomyślnie, w szczególności w zakresie tolerowania zbyt wysokiego poziomu ryzyka utraty ciągłości działania. Mamy teraz ujawniające się bardzo brutalnie efekty wszystkiego, co przeciekało nam przez palce w okresie kilku ostatnich dekad. Potrzebujemy leków – tak będą zaraz - jak tylko znów zaczną pracować wytwórcy substancji czynnych i o ile nie uznają, że potrzebują całej swojej produkcji dla siebie. Potrzebujemy natychmiast sprzętu medycznego – oczywiście już jesteśmy wpisani w kalendarz - na drugą połowę roku, bo aktualny wytwórca sprzętu całych mocy produkcyjnych potrzebuje dla siebie. Co ważne, nie chodzi tu tylko o strategiczne w dobie pandemii dobra związane z ochroną zdrowia. Miesiąc czy dwa temu, zanim jeszcze w nagłówkach gazet zaczął dominować temat rozprzestrzeniania się wirusa w Europie, przyszedł pierwszy szok związany z uświadomieniem sobie, jak bardzo jesteśmy zależni od dostaw z zewnątrz - by cokolwiek wyprodukować samemu.

Wielu zaczęło zadawać sobie pytanie, czy wciąż mamy na miejscu pełny dostęp do najnowszych technologii i do najbardziej zaawansowanych procesów produkcyjnych? Żyjemy w samozadowoleniu i przekonaniu o własnej, europejskiej wyższości, a tymczasem po wyroby z najwyższej półki technologicznej musimy się często ustawać w kolejce do kogoś spoza Europy. To, co nam wydaje się dopiero nadchodzącą nowinką, jest gdzie indziej normą. Wystarczy spytać speców od aut (zwłaszcza tych elektrycznych), elektroniki użytkowej, superkomputerów, sztucznej inteligencji, OZE, magazynowania energii i wielu innych dziedzin. Ustawiamy się w kolejce i czekamy. Co zrobimy, jeśli pozaeuropejski producent zaawansowanych wyrobów za kilka lat zdecyduje, że z jakiegoś powodu nam ich nie sprzeda, – bo pieniądze to nie wszystko, a my jego zdaniem nie powinniśmy mieć tych wyrobów do dyspozycji ? Wypadałoby zastanowić się, z czego to się wszystko wzięło. To mieszanka nadmiernej pogoni klienta za „tanim", poświęcenia przez firmy i administrację bezpieczeństwa w zamian za wzrost rentowności oraz niezbyt mądrego podejścia do zajmowania się istotnymi problemami cywilizacji. Chcąc dokonać skoku w zakresie praw człowieka, stosunków pracy, szeroko rozumianej dbałości o środowisko, stosuje się rozwiązania, które nie polegają na faktycznej poprawie, ale wypchnięciu problemu gdzie indziej. Produkcję przenosi się tam, gdzie spojrzenie na te kwestie jest zupełnie inne niż to, które głosi Europa. W podobne miejsca wysyła się też śmieci – zaliczając je od razu do kategorii odpady przetworzone.

Skoro przyjdzie nam wydać mnóstwo pieniędzy na ratowanie naszego świata i przebudowę go po koronawirusie, zróbmy to tak, by jednocześnie naprawić jak najwięcej z błędów.Kupmy dwa w cenie jednego. By to zrobić skutecznie, na nowo należy przemyśleć tezy o konieczności reindustrializacji Europy. Wprowadzanej jednak innymi metodami niż ostatnio próbowano.

Ostatnie bolesne doświadczenia utwierdzają w przekonaniu, że uczestnicząc w globalnej gospodarce nie można zapominać o zabezpieczeniu dostępu do dóbr strategicznych takich jak leki, sprzęt medyczny i sprzęt ochronny. Potrzebne są przepisy dotyczące obowiązku wytwarzania leków dostarczanych na europejski rynek na terenie UE. Nie można dopuścić do sytuacji, że jedna z największych światowych gospodarek nie jest samowystarczalna w obszarze produkcji leków i wytwarzania substancji czynnych. Wypada przypomnieć, że takie regulacje obowiązują na bardzo wielu rynkach i do nich bez trudu dopasowują się czołowi producenci leków.Wystarczy w przepisach określić jak powinien rosnąć udział substancji czynnych w produkowanych w UE w lekach kierowanych na rynek UE oraz udział w lekach kierowanych na rynek UE tych produkowanych na miejscu. To stworzyłoby zupełnie inne perspektywy dla odnowienia i rozszerzenia produkcji substancji czynnych i leków w UE. Złamałoby też niebezpieczny model dostaw.

W dobie pandemii, nowe podejście do leków i medykamentów miałoby zrozumiały i akceptowany powszechnie wymiar. A może powinniśmy też na nowo podejść do innych obszarów wytwarzania? Krokiem do zwiększenia bezpieczeństwa europejskiej gospodarki mogłoby być zobowiązanie producentów/dystrybutorów do systematycznego zwiększania tzw. udziału krajowego w towarach i usługach kierowanych na rynek UE (udziału krajowego rozumianego, jako wytworzonego na terenie UE) Dałoby to kilka pozytywnych efektów. Po pierwsze, mogłoby to z zachęcać europejskich producentów do częstszego poszukiwania poddostawców na terenie UE. Po drugie, wszystkim dbającym o wartości europejskie w takich sprawach,jak prawa pracownicze czy ochrona środowiska, dałoby większą szansę kupowania wyrobów wytwarzanych w zgodzie z owymi wartościami. Po trzecie, towary importowane nie mogłyby być oferowane w nieuczciwie niskich cenach. Aby je oferować na rynku UE dystrybutor musiałby wykazać się odpowiednim poziomem „krajowości". Można też rozważyć zobowiązanie producentów pracujących na rynku europejskim do dywersyfikacji źródeł dostaw materiałów i komponentów używanych w procesie produkcji. W przypadku dostaw masowych – dostawców powinno być nie mniej niż trzech, z czego przynajmniej dwóch z terenu UE. Podzielenie dostaw, choć zwiększy jednostkową cenę nabycia komponentów, zmniejszy też presję konkurencyjną ze strony hurtowych dostaw od często monopolizujących obecnie rynki dużych dostawców z odległych lokalizacji. Pozwoli to równolegle na zaistnienie i umocnienie pozycji rynkowej dostawców z terenu Unii.

Kolejną propozycją do rozważenia byłoby stworzenie listy podstawowych/krytycznych towarów gotowych oraz komponentów, (jakie są niezbędne do produkcji w najważniejszych branżach Unii) – wytwarzanych wyłącznie poza obszarem UE. Następnie należałoby zaprojektować i wdrożyć program zachęt do wytwarzania tych towarów na terenie UE. To byłoby spójne z celami, jakie chciano osiągnąć w niedawnych programach reindustrializacji UE. Oddzielnym tematem jest kwestia surowców. Należałoby stworzyć listę surowców krytycznych dla funkcjonowania UE oraz listę dostępnych zasobów (tak na terenie UE, jaki poza nią, ale w rękach podmiotów UE). Następnie należy zaprojektować i wdrożyć program pozwalający na uzupełnianie luk – tj. pozyskiwanie złóż i kontroli nad nimi przez podmioty z UE (lub wręcz wyspecjalizowaną agencję UE). Dodatkowo, projektując kierunki rozwoju gospodarki europejskiej i jej specjalizacji w horyzoncie kilku najbliższych dekad, należy się opierać wyłącznie na tych, co, do których uda się zapewnić wymaganą kontrolę nad bazą surowcową. Nie powinno się stawiać na technologie, których rozwój jest uzależniony od zewnętrznych i niekontrolowanych zasobów surowcowych. Na koniec dwa tematy najtrudniejsze. Po pierwsze, należy poważnie rozważyć możliwość modyfikacji lub przesunięcia terminu realizacji części polityki UE tak by wyasygnować zasoby niezbędne do znaczącego podniesienia bezpieczeństwa gospodarczego (autonomiczność i ciągłość działania gospodarki UE). Po drugie, trzeba na nowo przemyśleć wszelkie szczytne cele, jakie Europa stawia sobie chcąc poprawić świat. Zwłaszcza w aspekcie narzędzi. Wyprowadzanie szkodliwej produkcji poza UE to nie dbałość o środowisko i planetę, ale zwykła hipokryzja. Jeśli konsumpcja w jakimś aspekcie wymaga nadużywania środowiska to trzeba odważnie postawić postulat rezygnacji z niej, a nie udawać, że przestała być szkodliwa, bo wytwarzana jest gdzieś daleko. Niektóre z zaprezentowanych propozycji mogą spotkać się z krytyką i zarzutami o zbyt daleko idący protekcjonizm. Pomysły są od tego, aby o nich dyskutować. Ważne jest to, aby tę dyskusję rozpocząć i próbować przenieś europejską politykę gospodarczą na inne, bardziej bezpieczne tory.

Owszem to wszystko potrwa i będzie kosztować, ale nie ma bezpieczeństwa za darmo. Część z owych wydatków można ponieść w ramach podnoszenia się z załamania, jakie zgotuje nam koronawirus. Warto o tym myśleć już teraz, by dwa razy nie wydawać pieniędzy.

Pozostaje jednak pytanie, czy UE będzie w stanie przyznać się do błędów i zrewidować swoją politykę w kierunku zapewnienia większego bezpieczeństwa? Czy po raz kolejny wygra wygoda i nastawienie na krótkoterminowe korzyści? Mam nadzieję, że opinia „świat po pandemii nie będzie już taki sam" będzie odnosić się również - w pozytywnym znaczeniu - do działań UE na tym polu. Sygnał do dyskusji mógłby dać nasz rząd.

Andrzej Arendarski,  Prezes Krajowej Izby Gospodarczej

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA