fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Czechowicz: Alternatywa dla tradycyjnego IPO

Bloomberg
Co łączy szefa LVMH Bernarda Arnault, koszykarza Shaquille'a O'Neilla, poprzedniego spikera Izby Reprezentantów Paula Ryana i Jean-Pierre'a Mustiera, byłego prezesa UniCredit? To SPAC, najgorętsze słowo na nowojorskiej Wall Street.

SPAC to skrót od special purpose aqusition company, czyli notowanej na giełdzie spółki, której zadaniem jest przejęcie innej firmy prowadzącej już działalność, a następnie połączenie się z nią. To alternatywa dla uciążliwej drogi przygotowywania prospektu emisyjnego, jego rejestracji i wreszcie IPO, co wymaga ujawnienia przy okazji wielu informacji.

Właśnie w SPAC zainwestowały wspomniane gwiazdy sportu, biznesu i polityki. Ta forma lokowania pieniędzy doczekała się nawet specjalnej piosenki „SPAC Dream" wykonywanej przez rapera Cassiusa Cuvée, która ma na YouTubie już blisko 120 tys. wyświetleń.

Firma jak czek in blanco

SPAC jako wehikuł inwestycyjny jest znany od kilkunastu lat, jednak to właśnie 2021 r. przynosi prawdziwy przełom w rozwoju tej formy działania biznesów. Według danych platformy Dealogic SPAC zbierają obecnie więcej pieniędzy i przewyższają liczbę tradycyjnych IPO. Te „spółki celowe" w USA zgromadziły 38,3 mld dol. tylko przez pierwszych sześć tygodni tego roku, w porównaniu z 19,8 mld dol. w przypadku tradycyjnych ofert publicznych. Dla porównania – w całym 2020 r. SPAC pozyskały 82 mld dol.

To pokazuje, jaka jest skala zainteresowania tymi wehikułami, które można określić jako duże transze gotówki notowane na giełdzie. Ich głównym celem jest wyselekcjonowanie prywatnej firmy, kupienie jej, a następnie upublicznienie.

SPAC nazywane są także „blank check companies", co w wolnym tłumaczeniu oznacza „firmy jak czek in blanco" i jest to trafne porównanie, gdyż inwestorzy wpłacają pieniądze na taki wehikuł, zanim zidentyfikowany zostanie cel przejęcia – wiedzą jedynie, że SPAC będzie szukał celów w określonym obszarze gospodarki, co wymaga oczywiście zaufania do ludzi prowadzących cały program.

Inna różnica pomiędzy tradycyjnym IPO a SPAC polega na tym, że w tym pierwszym przypadku firma dopiero zbiera fundusze na rozwój, a SPAC już je ma i szuka po prostu podmiotu, do którego mógłby się przyłączyć. Jeśli zdarzy się, że akwizycja nie zostanie zrealizowana (w ciągu dwóch lat), to inwestorzy odzyskują swoje pieniądze.

Nie widać końca ataku

Jak zauważają Maureen Farell i Amrith Ramkumar, którzy w „The Wall Street Journal" zajmują się tematyką rynków kapitałowych, „na razie nie widać końca ataku SPAC, który zbiega się z ogromnym wzrostem inwestycji w różnorodne obszary gospodarki, począwszy od przejmowania akcji spółek technologicznych po gwałtowny wzrost znaczenia bitcoinów". Według portalu SPAC Research większość z notowanych na amerykańskich rynkach SPAC szuka obecnie ofert w takich gorących sektorach jak IT czy pojazdy elektryczne.

Analitycy twierdzą, że w nadchodzących miesiącach zostaną zrealizowane transakcje o wartości kilkuset miliardów dolarów, dzięki czemu SPAC staną się naprawdę potężną siłą na rynkach. Dodatkowo firmy widzą duże korzyści z działalności tych wehikułów.

– Nasz telemedyczny startup Hims & Hers Health negocjował transakcję ze SPAC Oaktree Acquisition Corp. przez około cztery miesiące, zanim w październiku ub.r. zawarł umowę o wartości 1,6 mld dol. Ostatecznie została ona zamknięta w drugiej połowie stycznia 2021 r. – mówi w „WSJ" dyrektor generalny firmy Andrew Dudum. – Gdybyśmy zajęli się tradycyjnym IPO, zabrałoby nam to 12–18 miesięcy. Widziałem korzyści płynące z tego, że mój zespół zarządzający jest całkowicie skoncentrowany na działalności operacyjnej, a nie na pozyskiwaniu funduszy.

Amsterdam zyskuje na znaczeniu

SPAC święci triumfy w USA, ale moda na ten model biznesowy powoli dociera także do Europy. Niedawno Bernard Arnault i Jean-Pierre Mustier ogłosili, że wybierają Euronext w Amsterdamie na miejsce notowania ich wehikułu inwestycyjnego. Zajmie się on wyszukiwaniem firm z sektora finansowego, z którymi następnie będzie mógł się połączyć i wprowadzić je na giełdę.

To właśnie stolica Holandii zyskuje na znaczeniu jako potencjalnie główny giełdowy ośrodek europejski po wyjściu z UE Wielkiej Brytanii z Londynem. Siłą rzeczy przyciąga on więc takie inicjatywy jak SPAC. Pierwsze notowanie takiego wehikułu na amsterdamskim parkiecie odbyło się w połowie lutego, gdy trafił tam SPAC o nazwie ESG Core Investments, który z kwotą 250 mln euro będzie poszukiwał do przejęcia, a następnie wprowadzenia na giełdę firm zajmujących się ochroną środowiska.

Cytowany przez „Financial Times" Jim Esposito, globalny współprzewodniczący bankowości inwestycyjnej w Goldman Sachs, mówi, że widać rosnącą liczbę inwestorów, którzy chcą zadebiutować ze SPAC na Starym Kontynencie.

Szkoda, że na polskim rynku rozwój koncepcji SPAC nie jest widoczny. Nie oznacza to jednak, że rodzimi inwestorzy nie przyglądają się takim rozwiązaniom. MCI Capital widzi chociażby 1–2 spółki w swoim portfolio, które mogłyby wejść na giełdę w USA lub zachodniej Europie właśnie w oparciu o model SPAC.

Tomasz Czechowicz

jest prezesem MCI Capital

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA