fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga o Marszu Tysiąca Tóg: organizatorzy robią błąd

Fotorzepa, Jakub Ostałowski
Organizatorzy Marszu Tysiąca Tóg robią błąd, przyjmując taką formułę protestu.

Ostatnie manifestacje w obronie sądownictwa w niczym już nie przypominają tych z czasów wczesnego KOD-u, gdy na ulice wychodziło po kilkadziesiąt tysięcy obrońców Trybunału Konstytucyjnego. Pokazuje to choćby niedawny protest przeciwko ustawie dyscyplinującej sędziów, kiedy ważyły się losy bardzo złych, restrykcyjnych regulacji. To dowód, że ruchowi protestu nie tylko brakuje dawnej energii, ale wręcz, że się on zwija.

Dlaczego tak się dzieje mimo od lat stawianych PiS poważnych zarzutów łamania konstytucji, zapędów autorytarnych i ograniczania swobód obywatelskich? Przyczyny są co najmniej trzy.

Pierwsza z nich to zdewaluowanie się haseł o końcu demokracji, co miało uderzyć bezpośrednio w prawa obywateli. Upłynęły cztery lata, a koniec nie nadszedł. Nowe zapowiedzi, że katastrofa przyjdzie, tylko później, już nie robią wrażenia i nie mobilizują obywateli. Wniosek z tego, że zbyt ostra retoryka może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Czytaj także:

Druga przyczyna ma wymiar społeczny. Sądownictwo przez swoje wieloletnie zamknięcie na obywateli, co skutkuje brakiem zaufania, nigdy nie znajdzie w nich masowych obrońców. Sądy nie są traktowane jako element społecznego krajobrazu, lokalnej rzeczywistości.

Jest wreszcie trzecia przyczyna, której efekt właśnie wzmacniają organizatorzy zaplanowanego na sobotę w stolicy Marszu Tysiąca Tóg: to ubranżowienie protestu. Zmonopolizowanie go przez stosunkowo wąską grupę prawników: sędziów czy członków prawniczych stowarzyszeń. W połączeniu z językiem przekazu sprawiło to, że protest zaczął być postrzegany jako elitarny, wręcz korporacyjny. Nie wybrzmiewa w nim krzywda obywateli, którym zaszkodzić miało zdemolowanie sądów przez PiS.

Nie wiadomo, dlaczego organizatorzy marszu, zamiast otworzyć go na zwykłych obywateli, brną w korporacyjność. Dlaczego chcą go upodobnić do manifestacji pielęgniarek i położnych, które demonstrowały w białych fartuchach, czy taksówkarzy protestujących w samochodach. W ten sposób nigdy nie zbuduje się społecznego ruchu na tyle silnego i masowego, aby PiS musiał się przed nim cofnąć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA